Co przyniósł kwiecień? Podsumowanie miesiąca

Czas zdecydowanie ucieka, dopiero były święta , a już mamy maj. Niestety długi weekend specjalnie pogodowo nas nie rozpieścił, ale mogło być przecież znacznie gorzej. W ciągu tych kilku dni od ostatniego wpisu sporo się u mnie  działo.W niedzielę po raz pierwszy byłam blisko 12 godzin na rybach ( też jestem w szoku ) , a poniedziałek troszkę się zestarzałam biorąc pod uwagę metrykę. Wszystkim blogowym koleżankom, które pamiętały o  mnie w tym dniu dziękuję raz jeszcze i przesyłam gorące buziaki. Naprawdę, bardzo to miłe, gdy ktoś tam po drugiej stronie monitora pamięta, chociaż w większości przypadków nie było nam nawet dane spotkać się jeszcze w realnym świecie. Dobra, kończę ten wstęp, bo jeszcze Wam się tu rozckliwię zupełnie, a jednocześnie zapraszam do dalszej lektury, bo dzisiaj trochę o tym co dobrego pojawiło się u mnie w kwietniu.



Pod koniec kwietnia miałam okazję uczestniczyć w spotkaniu autorskim z p. Dorotą Gąsiorowską, o czym zresztą napiszę jeszcze na blogu. Przy okazji spotkania rozejrzałam się trochę po księgarnianych półkach i wybrałam dla siebie trzy książki w wersji kieszonkowej, która mocno mi odpowiada. W moje ręce trafiła kolejna książka K. Bondy, mocno zresztą przez Was polecana "Tylko martwi nie kłamią". Do pary dobrałam sobie pozycję na którą polowałam już dłuższy czas ze względu na moje uwielbienie do Marysi Czubaszek  i nie mogłam przejść wobec niej obojętnie, a mianowicie "Boks na patyku czyli każdy szczyt ma swój Czubaszek i Karolak". Przez intrygujący opis na okładce skusiłam się także na "Niedokończone życie" , czyli całkiem zwykłe lecz nieco smutne babskie czytadło.  Na olx udało mi się odkupić za śmiesznie niską kasę "Prosektorium" Olgi Paluchowskiej- Święckiej, które już jakiś czas temu miałam na liście książek do przeczytania. "Pyszne chwasty" to część prezentu urodzinowego od mojego męża. Książką chwaliłam się już na instagramie, co więcej skorzystałam już z kilku zawartych w niej przepisów.




Mój zapach od YR jest już na wykończeniu , więc postanowiłam tym razem coś zmienić w tej kwestii i zamówiłam sobie ( oczywiście na allegro) zapach z FM nr 353, który przed laty bardzo mi się podobał. Po otwarciu buteleczki trochę się zdziwiłam, bo jednak pamiętałam go nieco inaczej. Zdecydowanie to mocno słodki i intensywny zapach. Podobno zbliżony do Kilian- Love, Don't Be Shy, ale tego akurat ja nie znam więc ani nie potwierdzę ani nie zaprzeczę 😊



Postanowiłam zmienić coś w swojej pielęgnacji , bo moja buźka nie miała się najlepiej. Zamówiłam więc arsenał nowych kosmetyków , stawiając na te tańsze i o bardziej przyjaznych składach. W międzyczasie wyszło na jaw ( dwukrotnie sprawdzałam, przez co dalej cierpię ) , że za podskórne grudki odpowiada u mnie  krem z wyższej półki i  kilkukrotnie wyższej cenie  w stosunku do tego obecnego. Większość moich zakupów pochodzi z Liveno24, chociaż zakupu u nich dokonałam przez allegro. Wybrałam sobie tym razem tonik do twarzy Natura Estonica z żeńszeniem i acai, o którym zdecydowanie mogę powiedzieć, że pięknie pachnie. Jako fanka pianek do mycia twarzy wrzuciłam do zakupowego koszyczka tą od Planeta Organica , z przebiśniegiem. Zarówno do twarzy jak i ciała przygarnęłam  maski Bania Agafii dobrze Wam już zresztą znane. 




Dotarły do mnie zamówione jeszcze w lutym maseczki w płacie z Aliexpress.  Tak jak w przypadku poprzedniczek jestem z nich zadowolona. Te w mniejszych saszetkach zdecydowanie wyróżniają się na tle. Dodatkowo na opakowaniu po raz pierwszy spotkałam się z pełnym opisem w j.angielskim wraz ze składem.  Na allegro u użytkownika darmar zakupiłam kolejną paletkę z MUA w promocyjnej cenie 7,99zł. Żeby nie było jej smutno samej w paczce, dobrałam jeszcze tonik na porost włosów ( nie wiem po co jak i tak noszę krótkie ) oraz najzwyklejsze gąbeczki.



Od pewnego czasu przyjmuję cynk : raz z myślą o poprawieniu stanu  mojej skóry na twarzy, dwa bo podobno dzięki temu szybciej goi się skóra po wykonaniu tatuażu. Nie wiem ile w tym prawdy, ale spróbować nie zaszkodzi zwłaszcza , że sesja coraz bliżej.  W pobliskiej aptece kupiłam krem co prawda na pękające pięty, ale stosuję go na łokcie i kolana , które mam zawsze mocno przesuszone, a przy okazji udało mi się trafić na promocję i za 8,99zł zakupić tonik - mgiełkę od Vianek. Na koniec nie byłam w stanie oprzeć się promocji w Biedronce, w której to  płyny Luksja kosztowały około 5zł za litrowe opakowanie. 


Na promocji w Rossmannie również nie poszalałam jakoś specjalnie. Przez pierwszy dzień walczyłam z aplikacją by w chwilę przed zamknięciem złożyć zamówienie. Oczywiście tusz z Wibo na który polowałam nie był już wówczas dostępny, więc wzięłam pierwszy lepszy przypadkowy. Wrzuciłam do koszyczka kolorowe eyelinery ( później dokupiłam jeszcze granatowy, ale zapomniałam dorzucić do zdjęcia). Najbardziej zależało mi na odżywce- lakierze w kolorze nude. Póki co nie mogę o jej działaniu nic powiedzieć ponad to, że na paznokciach wygląda naprawdę ładnie. 

A co dobrego w kwietniu trafiło w Wasze ręce?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są Waszą odpowiedzią na moje posty.
Dziękuję za cenne uwagi w nich zawarte, opinie, miłe słowa...
Autoreklama nie jest tu mile widziana.Zawsze odwiedzam blogi osób , które zostawiają coś od siebie;)

Copyright © 2014 Praktycznie kosmetycznie. , Blogger