poniedziałek, 26 czerwca 2017

Podsumowanie 7 day sheet mask challenge - Holika Holika, Missha, Mizon , Cettua, Skinlite

Maski w płacie podbijają nasz rynek. W końcu dotarły do nas te azjatyckie, a w odpowiedzi na nie kilka polskich firm również zdecydowało się włączyć w swój asortyment produkty w takiej formie. Chyba znam więcej ich wielbicielek niż przeciwniczek. Rozumiem jednak, że płat materiału nie każdemu może się spodobać. Sama przez długi czas omijałam je szerokim łukiem. Trochę czasu zajęło mi oswojenie się z takim sposobem aplikacji. Obecnie maski w płacie są u mnie coraz częstszymi gośćmi. Przyznaję również, że jeszcze do niedawna nie miałam pojęcia o istnieniu  wyzwania o którym dzisiaj mowa. Namiętnie jednak śledzę insta stories Ani z Kosmetykoholizm i to ona opowiedziała co nieco o samej ideologi i o tym kto ten pomysł zapoczątkował i dlaczego...




Samo założenie  maseczkowego wyzwania  bardzo mi się spodobało. Generalnie chodzi o to ( jak wskazuje zresztą nazwa) by przez 7 kolejnych dni stosować maski w płacie a tym samym odkryć potencjał drzemiący w nasączonym esencjami materiale. Więcej informacji zdecydowanie znajdziecie na kanale autorki "Sekrety Urody Koreanek" Charlotte Cho - kanał SokoGlam. Postanowiłam, że po tych siedmiu dniach podzielę się z Wami swoimi spostrzeżeniami na jego temat, jak i samych masek na które się zdecydowałam. 




Pierwszy dzień upłynął mi pod znakiem ziół. Na mojej twarzy wylądowała Moisturizing Herb Mask od Skinlite, czyli maseczka o działaniu nawilżającym z ziołami.Według zapowiedzi producenta w esencji którą nasączono materiał znaleźć możemy naturalne ekstrakty z kilku powszechnie stosowanych w Korei ziół : portulaka pospolita, rdest wielokwiatowy , dzięgiel i kilka innych.  Pod względem działania nie mam jej nic do zarzucenia. Skóra była zdecydowanie przyjemnie miękka. Zaskoczyło mnie jednak szybkie wysychanie płatu. Według zaleceń z opakowania maskę na twarzy powinno się trzymać od 15-20 minut, a płat po 15 był już niemal zupełnie suchy.  Cena w zależności od sklepu w okolicach 7zł.

Działanie:
odżywcze, nawilżające , wygładzające 

Skład:  aqua, glycerin, PEG/PPG-17/6 copolymer, allantoin, dipotassium glycyrrhiate, portulaca oleracea extract, angelica root extract, paeonia albiflora root extract, cornus officinalis fruit extract , polygonum multiflorum root extract , natto gum , disodium EDTA, hydroxyethylcellulose, PEG-14M, xanthan gum, PEG-60 hydrogenated castor oil , tocopheryl acetate, methylparaben, phenoxyethanol , parfum



Bardzo pozytywne wrażenie wywarły na mnie maseczki Cettua. Jestem  zaskoczona, ponieważ pod względem działania na mojej twarzy przyniosły naprawdę widoczne efekty, a nie licząc w/w maski należały one do tych tańszych ( 7,90zł/szt). Z pewnością do obu będę powracać.




Hydratng Facial Mask 3Mineral Water Complex - to maseczka poprawiająca ogólny stan skóry. Dla odmiany materiał nie był zanurzony w mocno płynnej esencji , ale w bardziej żelowej zawiesinie dzięki czemu nic nie skapywało podczas wyciągania i aplikacji. Twarz nabrała po niej zdrowego koloru.W  miejscach gdzie  zmagałam się z przesuszeniami sucha skóra została wręcz rozmiękczona. Kosmetyk zrobił na mnie spore  wrażenie. Sama formuła wzbogacona została o wodę lodowcową, a także jak piszę producent wolna jest od 3 składników : parabenów, pigmentów i dodatków zapachowych.

Działanie: intensywne nawilżenie, regeneracja odmłodzenie

Skład: aqua, dipropylene glycol, butylene glycol, dimethicone/vinyldimethicone crosspolymer, cyclopentasiloxane, glycerin, cetyl ethylhexanoate, ceteth-10, ceteth- 20, glyceryl stearate, betaine, glycereth-26, polysorbate80, carbomer, onsen-sui, glacier water, sea water, sodium hydroxide, sodium hyaluronate, disodium EDTA, phenoxyethanol, potassium sorbate, sodium dehydroacetate, gardenia blue color



Brightening Facial Mask 5White Flower Complex - jak wskazuje nazwa maseczka o działaniu rozjaśniającym i ujednolicającym koloryt skóry. W składzie kilka ciekawych składników aktywnych jak m.in wyciąg z grejpfruta  czy róży. W porównaniu do nawilżającej krewnej tutaj mamy już do czynienia z wodnistą esencją. Nie robiłam sobie nadziei  po jednorazowym zastosowaniu co do natychmiastowej wizualnej poprawy. Skóra jednak zyskała zdrową otoczkę i była przyjemnie rozświetlona co i tak mnie usatysfakcjonowało. 

Działanie: rozjaśniające, ujednolicające koloryt, odmładzające

Skład:  aqua, glycerin, dipentaerythirityl  hexa C5-9 acid esters, cetyl ethylhexaonate, ceteth-10, ceteth-20, gryceryl stearate, niacinamide, butylene glycol, butyrospermum parkii (shea) butter, lonicera japonica (honaysucykle) flower extract, zanthoxylum piperitum fruit extract,  citrus paradisi ( grapefruit) fruit extract, polyglyceryl-4 caprate, carbomer, betaine, simmondsia chinensis (jojoba) seed oil, cyclopentasiloxane, cyclohexasiloxane, rosa centifolia flower extract, lilium candidum flower extract, lilium tigrinum extract, freesia refracta extract, jasminum officinale  ( jasmine) flower extract, disodium EDTA, xanthan gum, tocopheryl acetate, sodium hydroxide, sodium polyacrylate, phenoxyethanol 




Najbarwniejsze opakowanie zdecydowanie należało do Strawberry Pure Essence Mask Sheet od Holika Holika- maseczki z ekstraktem z truskawki. Już na wstępie moją uwagę zwrócił fakt, że nie trzeba się mocować z jej otwarciem, a jedynie mocno rozchylić wyznaczony róg opakowania. W porównaniu do poprzedniczek tutaj płat był bez porównania cieńszy i po ułożeniu na twarzy niemal niewidoczny. Sama maska delikatnie pachniała, jednak fani truskawek mogą się poczuć z lekka zawiedzeni, bo aromat jest daleki od owocowego. Mimo szczerych chęci nie zauważyłam nic specjalnego po jej użyciu prócz delikatnego nawilżenia. Cena w zależności od sklepu ok.12 zł.

Działanie: tonizujące, odżywcze, nawilżające 

Skład: water, dipropylene  glycol,glycerin, polyglyceryl-10 laurate , butylene glycol, cantella asiatica extract, paeonia suffruticosa root extract, 1,2-hexanediol, hydroxyethylcelluose, acrylates/C10-30 alkylacrylate crosspolymer, fragaria chiloensis (strawberry) fruit extract, chamomilla  recutita( matricaria) flower extract, arginine, glyceryl caprylate, ethylhexylglycerin , glyceryl acrylate /acrylic acid copolymer, citrus junos fruit extract  propylene glycol, PVM/MA copolymer, citrus aurantium dulcis ( orange) peel oil, viola tricolor extract , lavendula angustifolia (lavender) flower extract, centaurea cyanus flower extract, citrus tangerina ( tangerine) peel oil, litsea cubeba fruit oil, myristica fragrance ( nutmeg) kernel oil, disodium EDTA





Z maseczkami z tej firmy miałam już wcześniej do czynienia. Wybrałam Shea Butter Pure Source cell sheet mask od Missha. Zdecydowanie to najintensywniejsza pod względem zapachu maseczka z wybranych przeze mnie 7 egzemplarzy biorących udział w wyzwaniu. Śmiem twierdzić, że cała seria jest mocno pachnąca (a już na pewno mango). Solidny płat, nieco mniej nasączony niż truskawkowa Holika. Właściwości łagodząco - kojące za sprawą Chitozanu i Kwasu fitowego w składzie oraz nawilżające i rozświetlające m.in dzięki masłu Shea. Maseczka pozostawia delikatnie tłusty film na twarzy (na włosach niestety też, a  dość duży płat  na nie nachodzi). Skóra po zabiegu była naprawdę przyjemnie miękka. W tym przypadku zapach po chwili stał się dla mnie nieco uciążliwy. Cena 9-10zł/szt.

Działanie: kojące, łagodzące, nawilżające

Skład: water , isopropyl palmitate, glycerin, bifida ferment filtrate, butyrospermum parkii( shea) butter extract, portulaca  oleracea extract, polysorbate 60, PEG-100 stearale, glyceryl stearate, cetyl ethylhexanoate, allantoin, caprylyl glycol, hexadimethrine chloride, hydrolyzed jojoba esters, caprylhydroxamic acid, hydroxyethylcellulose, hydrolyzed chitosan , butylene glycol, 1,2-hexanediol, ethylhexylglycerin, carbomer, phytic acid, triethanolamine , chlorphenesin, parfum




Następnie ponownie postawiłam na Missha, ale tym razem była to Hydrating Care  Herb In Nude Sheet Mask. Jeszcze cieńsza i przyjemniejsza w aplikacji.Zupełnie inny produkt niż poprzednich, chociaż firma ta sama. Jedyne co mam jej do zarzucenia to szerokość. Płat wygląda tak a nie inaczej ponieważ musiałam go dość zuchwale przyciąć, natomiast kawałki idealnie pokryły skórę mojej szyi.Zapach wyczuwalny, przyjemny jednak nienachalny. Skóra po użyciu była naprawdę przyjemna w dotyku i widać było, że niczego jej nie brakuje.

Działanie: nawilżające

Skład:  aqua, glycerin, bytylene glycol, sodium hyaluronate, 1,2- hexanediol, allantoin, dipotassium glycyrrhizate, trehalose, camellia  sinensis leaf extract (450ppm), hydroxyethylcellulose, carbomer, PEG-60 hydrogenated castor oil, glyceryl acrylate/acrylic acid copolymer, propylene glycol, PVM/MA copolymer, panthenol, arginine, disodium EDTA, glycyrrhiza glabra ( licorice) root extract,  zingiber officinale (ginger)  root extract, schizandra chinensis fruit extract, coptis japonica root extract, caprylyl glycol, citrus grandis (grapefruit) seed extract , acorus calamus root extract , perilla ocymoides leaf extract, parfum




Na szarym końcu pojawiła się u mnie   Enjoy Vital-Up Time TONE UP mask od Mizon.Niestety nie był to najszczęśliwszy wybór na maseczkę podsumowującą całą akcję, ale o tym dlaczego będziecie mieli okazję przeczytać za chwilę. W zamierzeniu produkt przeznaczony dla poszarzałej i zmęczonej skóry. Ma za zadanie odżywić i rozświetlić lico. Uwagę po otwarciu zwraca płat, który dla odmiany jest solidny i ozdobiony tłoczeniami. Trochę niepotrzebny bajer, ale rozumiem, że trzeba się czymś wyróżnić na tle innych. Sama maska delikatnie pachniała, jednak całkiem przyjemnie. Niestety po jej użyciu wszystkie miejsca problematyczne na mojej twarzy tj. brodę, nos i czoło okryły nieestetyczne podskórne grudki. Ostatecznie musiałam się ratować kremową maseczką oczyszczającą , a teraz całość jest na etapie gojenia. Do tej konkretnej na pewno nie wrócę, ale samej firmie nie mówię nie. Mam w zanadrzu inne okazy do przetestowania. 

Działanie: odżywiające, dodające witalności

Skład : water, butylene glycol, glycerin, dipropylene  glycol, propanediol, 1,2 hexanediol, bis-peg-18 methyl ether dimethyl silane, PEG-60 hydrogenated castor oil, carbomer, trehalose, triethanolamine, fragnance, xanthan gum, disodium EDTA, allantoin, citrus medica ( lemon) fruit extract, sodium hyaluronate, beta-glucan


PODSUMOWANIE: Cała akcja bez wątpienia sprawiła mi przyjemność. Zdecydowanie był to dobry motywator do regularnego sięgania po tego typu produkty. Starałam się wybierać produkty o podobnym działaniu, ale różnych firm, dzięki czemu mam teraz ogólny zarys tego na które warto w przyszłości zwrócić uwagę, a na które zdecydowanie nie. Efekty ( nie licząc maski Mizon) bardzo mnie zadowoliły i w końcu dostrzegłam, że moja skóra zaczyna naprawdę ładniej się prezentować. Rozochocona zapowiadam więc że to nie ostatnie tego typu działanie. Chciałabym ponownie podjąć się wyzwania pod koniec wakacji , jesienią i zimą. 

Może ktoś z Was również przeprowadzał taki eksperyment? Jak efekty?
Pozdrawiam

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Komentarze są Waszą odpowiedzią na moje posty.
Dziękuję za cenne uwagi w nich zawarte, opinie, miłe słowa...
Autoreklama nie jest tu mile widziana.Zawsze odwiedzam blogi osób , które zostawiają coś od siebie;)

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia