ToSave - przesyłka ze sklepu. Na co się zdecydowałam?

Już od jakiegoś czasu na blogach można trafić  na posty dotyczące współpracy z zagranicznymi sklepami, zwłaszcza oferującymi rzeczy z Chin. Przyznaję, że gdy otrzymałam na swojego e-maila propozycję od jednego z  nich, chwilę się zastanawiałam. Nie dlatego, że nie byłam ciekawa lub nie odpowiada mi taka forma albo asortyment, ale trochę przez to, że mnie samą mocno rażą wszechobecne prośby o kliknięcia. Stąd też już na wstępie tego posta piszę, że linki i owszem gdzieś się tu wplotą, ale wyłącznie po to , by autentycznie zainteresowana rzeczami osoba, mogła sobie wejść i poczytać co na temat tych rzeczy ma do powiedzenia sprzedawca tosave.com . Na potrzeby tego wpisu stworzyłam skalę ocen- przypominającą tą w szkole.




Prześledziłam wstępnie, co wybierały inne osoby przy zamówieniach z tego sklepu, by móc w jak najszerszym stopniu przedstawić Wam  jego asortyment. Celowo nie stawiałam na  standardowe ubrania, bo to chyba jedna z najtrudniejszych rzeczy do kupienia online, zwłaszcza gdy nie jesteśmy pewni rozmiaru, a  jakość materiału budzi nasze obawy  ( muszę tu jednak wspomnieć, że sama mam kilka ubrań stamtąd , z których jestem zadowolona i naprawdę nie mam się do czego przyczepić). Naprawdę długo przeglądałam stronę zanim dokonałam wyboru.




Z czystego egoizmu wybrałam jako pierwszy czarny zegarek - bransoletkę.Wciąż trudno mi się zdecydować czy traktować go bardziej jako zegarek czy ozdobę, bo uroku nie można mu odmówić. Jako, że mam bardzo szczupłą dłoń spokojnie dałam radę dwukrotnie ją nim owinąć, a z reguły mam z  tym problem. Lubię dopasowaną biżuterię i niespecjalnie podoba mi się gdy coś "lata" na ręce. W tym przypadku jest idealnie- dla mnie. Biorąc jednak na przykład moją mamę, byłaby pewnie trochę zawiedziona, bo zapięcie nie jest regulowane i niestety u niej pasek okazałby się zbyt krótki ( co prawda można go zapiąć w dwóch miejscach, ale nie wpływa to znacząco na długość). Wykonany z materiału przypominającego rzemyki,  miły w kontakcie ze skórą, a jednocześnie z małą skłonnością do zbierania paprochów. Koraliki trzymają się jak do tej pory solidnie, a jest w moim posiadaniu już blisko miesiąc.  Dostępne są cztery wersje kolorystyczne, lecz mnie uwiodła uniwersalna czerń.





Moda na bralety spowodowała, że i ja ostatecznie zapragnęłam wejść w posiadanie koronkowego stanika. Moje naturalne predyspozycje pozwalają mi na to, a mały biust nie odczuwa znaczącej różnicy pomiędzy  usztywnianymi miseczkami, a tymi nieusztywnianymi. Nie powiem, bardzo podoba mi się takie rozwiązanie i myślę tu o tej części życia prywatnego, którą się z Wami nie podzielę. Jak wiadomo koronka potrafi działać na wyobraźnie. Zdarzyło mi się również korzystać z niego na co dzień, zwłaszcza wtedy gdy mój tatuaż był na etapie gojenia i nie chciałam go maltretować mocnym uciskaniem. Model który do mnie dotarł jest naprawdę miękki i to chyba zaskoczyło mnie najbardziej, bo jednak w głębi duszy obawiałam się trochę, że zamiast cieszyć oczy i ciało, będzie działał drażniąco, Normalnie noszę xs/s , taki też rozmiar otrzymałam i odpowiada  on tradycyjnej rozmiarówce. Spodobał mi się na tyle, że czekam na dwa kolejne, które tym razem przylecą do mnie z UK. Jedyny minus, za to, że ozdobne szeleczki na bokach są trochę za luźno przyszyte ( miejsce z przodu, te małe fragmenty które nie są regulowane).Na stronie sklepu mój model dostępny jest w rozmiarach od S -XL oraz w trzech wersjach kolorystycznych.

Brallets - 5/6





Wprawnie pozwolę sobie teraz przejść do... wystroju wnętrz. Detal robi robotę więc postanowiłam sprawdzić czy ten tworzony tam daleko też będzie mnie w stanie zadowolić. Spośród całej masy motywów udało mi się wybrać jeden najbardziej mnie interesujący. Takim sposobem do mojego domu trafiła poszewka z groźnie wyglądającymi drzewami. I kolejny raz spodziewałam się tandety, a przyszła całkiem fajna rzecz. Nie jest to śliski i sztuczny materiał , którego byłam pewna. Zresztą chyba każdemu przyszłyby na myśl podobne skojarzenia.Otrzymałam dobrze uszytą ( równo , z dbałością o szczegóły)  lnianą poszewkę o grubym splocie. Nadruk wytrzymał pranie bez szwanku, prasowanie zresztą szło nam równie dobrze. Naprawdę wiele w ostatnim czasie poszewek miałam okazję macać i oglądać i ta na ich tle prezentuje się bardzo dobrze. A ponieważ mam jeszcze dwie "wolne" poduszki spodziewajcie się, że i na nich z czasem pojawi się coś nowego.  





Najsłabiej , co nie oznacza że źle, wypada w tym zestawieniu bukiet piwonii, który o ironio był najdroższy. Same kwiaty są okazałe i dość dobrze odwzorowują naturalne, ale trochę zajęło mi nadanie im wymaganego kształtu po podróży. Co ciekawe dołączono do nich także listki na łodyżkach, dzięki czemu bukiet wydaje się okazalszy. Chyba nic więcej już dodać nie mogę w temacie. 


Ciekawa jestem czy któraś z rzeczy Was zainteresowała. Zamawiacie takie drobiazgi ?


p.s. po kliknięciu na zdjęcie, możecie je powiększyć :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są Waszą odpowiedzią na moje posty.
Dziękuję za cenne uwagi w nich zawarte, opinie, miłe słowa...
Autoreklama nie jest tu mile widziana.Zawsze odwiedzam blogi osób , które zostawiają coś od siebie;)

Copyright © 2014 Praktycznie kosmetycznie. , Blogger