poniedziałek, 24 lipca 2017

Ulubieńcy ostatnich miesięcy/ nowości.

Czerwiec i lipiec przelały mi się przez palce. Miałam na głowie parę spraw, które nie pozwalały mi spokojnie zasnąć. Szukałam pociechy w weekendowych wypadach na ryby i szczerze przyznaję niewiele myślałam w tym czasie o blogowaniu. A w tej kwestii działo się sporo.W miarę na bieżąco z wydarzeniami w moim życiu  były osoby śledzące moje Insta stories, bo to tam zaglądałam najchętniej i najczęściej.

Początek czerwca był czasem dobrych wiadomości, bo udało mi się wtedy dostać do dwóch większych projektów kosmetycznych. Pierwszym z nich był udział w testach Himalaya Herbals, a kolejnym ambasadorowanie Yves Rocher  - #luckyyvesrochergirls. W obu przypadkach paczki okazały się naprawdę skrupulatnie  przygotowane i z pewnością recenzję znalezionych w nich produktów pojawią się z czasem na blogu (zwracam na to uwagę,  bo jednak niektórym nadal wydaje się,  że  niespełna dwa  tygodnie to wystarczający okres na rzetelne przetestowanie produktu- otóż nie!). 





Podczas jednego z wyjazdów udało mi się zajrzeć do stacjonarnego sklepu YR. Skusiłam się na jedną z obowiązujących promocji  i zakupiłam wodę toaletową z tej samej serii co otrzymana w ramach współpracy od firmy mgiełka do włosów. Zdecydowanie czegoś tak energetycznego potrzebowałam na lato. A ponieważ upały naprawdę dają się teraz we znaki dodatkowo postanowiłam wypróbować nawilżającą mgiełkę do ciała z aloesem. Muszę przyznać, że odkąd ją mam jest w użyciu naprawdę często, bo taka forma wyjątkowo przypadła mi do gustu. Za całość zapłaciłam ok 36zł.


Dałam się delikatnie ponieść swoim chciejstwom i zupełnie bez potrzeby przygarnęłam miętowy (och jaki on jest cudowny!) żel pod prysznic od Organic Shop oraz mleczko do demakijażu Vianek. Początkowo bałam się trochę, że mleczko może okazać się za ciężkie dla mojej grymaśnej buźki, ale chyba się polubiliśmy.


"Środy z Orange" w Multikinie motywują nas do  w miarę regularnego korzystania z seansów. W czerwcu wybraliśmy się na kolejną część "Piratów z Karaibów" i muszę przyznać, że dawno nie czułam się tak rozczarowana. A właściwie oboje, bo mężowi produkcja również nie przypadła do gustu.Naprawdę miałam ochotę wyjść w połowie seansu, bo ani trochę nie czułam tej magii płynącej z poprzednich części. Dodatkowo wspólnie doszliśmy do wniosku, że jednak Cezary Pazura jako Jack Sparrow to jednak nie to.  Początkiem lipca wybraliśmy się na polski film "Volta". Wiedziałam, że rodzima produkcja będzie ok. Zwłaszcza, że sporo przeczytanych opinii wskazywało na podobieństwo do "Vinci"- film który oboje naprawdę lubimy. Nowa produkcja Machulskiego okazała się naprawdę przyjemna. Nie ukrywam, że bardzo lubię Katarzynę Herman na ekranie. Poniekąd przez to zdecydowaliśmy się już w domowych pieleszach na seans z  filmem "W sypialni" z nią w roli głównej. Niewiele mam do powiedzenia na temat tego filmu ponad to, że jest mocno psychodeliczny. Kolejny raz nie poświęciłabym na niego swojego czasu.

Pisanie dla portalu książkowego motywuje mnie do regularnego i namiętnego czytania książek. W ostatnim czasie przeczytałam kilka naprawdę interesujących  tytułów. Ponieważ jednak nie każdy ma czas być na bieżąco ze wszystkim postanowiłam zebrać przeczytane i zrecenzowane przeze mnie pozycje w jednym miejscu ( zakładka Recenzja dla BookParadise). Mam powód do dumy, bo zostałam wybrana jako jedna z ambasadorek książki, której historia zaczęła się na popularnym teraz serwisie wattpad.pl. Wspomnę tylko, że jej recenzja pojawi się tutaj na blogu za jakiś czas. Będę również miała egzemplarz dla jednej z Was, stąd też spodziewajcie się konkursu w połowie sierpnia. 


Książek w moim domu było zawsze sporo i teraz postanowiłam pokazać Wam ostatnich kilka tytułów jakie do mnie dotarły. Tematyka naprawdę różnorodna. Ostatnio sporo było u mnie literatury faktu, teraz też przewijają się powieści historyczne. Dzięki Book Tour zorganizowanemu przez Recenzja pisana emocjami w moje ręce trafiła kolejna powieść p.Doroty Gąsiorowskiej. Jestem jej bardzo ciekawa i przede wszystkim potrzebuję teraz czegoś w takim wydaniu.



W ostatnim czasie korzystam z dobrodziejstw natury. Suszę zioła,  a także wykorzystuję je do produkcji kosmetyków DIY. Wiem, że sporo z Was również próbuje się zmierzyć z taką pielęgnacją. Trzeba korzystać, póki jest możliwość, bo ani się obejrzymy a znów będzie zima. 



Ciekawa jestem jak Wam minęły te pierwsze miesiące lata? Z chęcią przejrzę zamieszczone pod wpisem linki, jeśli będziecie mieli ochotę podzielić się nimi ze mną. 
Czytaj dalej »

poniedziałek, 17 lipca 2017

Macerat ze skrzypu polnego - właściwości, działanie.

Kolejna pora roku cieszy nas swoim bogactwem.Korzystając z okazji postanowiłam uzupełnić braki w swoich olejach ziołowych i zabrałam się za wykonanie ich z  kilku roślin. Wiele z nich to produkty uniwersalne, które sprawdzą się nie tylko w pielęgnacji ciała czy twarzy, ale i włosów. O ile lubicie oleje, bo zdaję sobie sprawę, że to przyjemność nie dla każdego.



Dostęp do nieskażonych opryskami łąk niewątpliwie ma swoje plusy. Udało mi się w tym roku zebrać zarówno zioła celem wysuszenia jak i przetworzenia  w sposób który zaraz opiszę. Po pierwsze warto sprawdzić jakie rośliny dzięki swoim właściwościom mogą być remedium na Wasze kłopoty. Ja zdecydowałam się na wykorzystanie ziół przyśpieszających gojenie czy wpływających na poprawę ogólnego stanu skóry. Specjalne miejsce w mojej naturalnej pielęgnacji zajmuje skrzyp polny.


Zebrane ziele pokroiłam na kawałki i umieściłam w szklanej butelce zalewając je olejem słonecznikowym. Należy pamiętać, by wykorzystywane rośliny zostały całkowicie zakryte. Zapobiegnie to m.in pleśnieniu. Następnie butelkę zakręciłam i odstawiłam na skąpane w słońcu okno. Przez okres 5 tygodni codziennie wstrząsałam buteleczką obserwując zachodzące w zanurzonej roślinie zmiany. Mój macerat potrzebował czasu, ale proces ten można przeprowadzić w przyśpieszonej wersji.  Wówczas należy zalany olejem surowiec wstawić do kąpieli wodnej na 2-3 godziny ( nie gotować). Można także  przez trzy kolejne dni wstawiać mieszankę do kąpieli wodnej na około godzinę. 




Gotowy olej roślinny przelewamy przecedzając przez drobne sitko lub gazę do butelki wykonanej z ciemnego szkła. Od tego momentu cieszymy się mocą jaka płynie z ziół. WAŻNE! Macerat nie lubi słońca.


MACERAT ZE SKRZYPU POLNEGO- DZIAŁANIE:

 ➤ przeciwzapalne 
 ➤ściągające
 ➤uszczelniające 
 ➤mineralizujące


Skrzyp sprawdzi się w pielęgnacji cer trądzikowych i problematycznych. Działa oczyszczająco na skórę, wzmacnia odporność i poprawia elastyczność naskórka.Zastosowany na włosy sprawia, że stają się one mocniejsze , bardziej lśniące. Dodatkowo ograniczone zostaje ich wypadanie.Macerat ze skrzypu nadaje się także jako dodatek do kąpieli.Wpłyną one  nie tylko na poprawę elastyczności, ale dodatkowo wspomogą proces uwalniania organizmu od toksyn. Z maceratem ze skrzypu polnego polubią się również osoby ze skłonnością do pękających naczynek, dzięki jego wzmacniającym  właściwościom.


Wykonujecie  samodzielnie maceraty czy może korzystacie z gotowych wersji?



Czytaj dalej »

poniedziałek, 10 lipca 2017

W duecie raźniej? Purifying Neem Scrub / Neem Mask - Himalaya Herbals

Pielęgnacja skóry mieszanej, a jednocześnie ze skłonnością do przesuszeń nie jest rzeczą łatwą. Od dawna staram się unikać zarówno peelingów z drobinami jak i mocno oczyszczających maseczek. Co prawda pod względem działania nie mam tym produktom w większości nic do zarzucenia, ale niestety bardzo często czysta skóra = suche , nieestetyczne skórki. Bardzo ostrożnie podchodzę do kosmetyków o takim działaniu, ale niestety czasami ostrożność to za mało. Gdy w paczce od Himalaya Herbals zobaczyłam zarówno tradycyjny peeling jak i maseczkę o działaniu oczyszczającym byłam pełna obaw. W dalszej części wpisu przekonacie się czy słusznie.





Swoją dzisiejszą opowieść zacznę od Purifying Neem Scrub, czyli  peelingu do twarzy przeznaczonego do cery normalnej i tłustej. Jest to kosmetyk z drobinami z pestek moreli, które delikatnie masują, a jednocześnie złuszczają martwy naskórek. Te drobiny, przyznaję, trochę mnie stresowały. Dawno nie korzystałam z takiego rozwiązania i bałam się, że moja twarz może drastycznie zareagować. Ostatecznie odważyłam  się na pierwszą próbę, za którą z czasem pojawiły się kolejne. Nabierałam całkiem sporą ilość kosmetyku i delikatnie dość długo masowałam nim twarz. Ponieważ starałam się by moje ruchy były naprawdę subtelne, dla uzyskania efektów wydłużyłam czas. Zwykle około 5 minut pieściłam delikatnie swoje lico wykonując przy tym ruchy odpowiadające tym z tradycyjnego masażu twarzy.  Szczęśliwie ani raz po takim zabiegu nie pojawiły się przesuszenia. Samo celebrowanie tego zabiegu przyniosło mi sporą satysfakcję i przyjemność. Działanie oczyszczające w tym produkcie wzmacnia dodatkowo wykorzystanie miodli indyjskiej ( tajemnicze neem występujące w nazwie), która wykazuje działanie przeciwbakteryjne. Bez wątpienia kolejnym jej atutem w moim przypadku jest regulacja wydzielania sebum. Moja strefa T lubi sobie czasami zaszaleć więc naprawdę dodatek w takim wydaniu mnie uszczęśliwił. Za właściwości ściągające  w kosmetykach z tej serii odpowiada natomiast kurkuma. Trochę ubolewam nad faktem, że składniki te znajdują się dość daleko w składzie. Nie mniej jednak kosmetyk robi to co powinien i pod tym względem nie mam mu nic do zarzucenia, ale... pozostawia na twarzy dość tłusty w moim odczuciu film , co niekoniecznie mi odpowiada. 

Skład: aqua , stearic acid, catyl alcohol, caprylic/capric triglyceride, polyethelene, sorbitan stearate & sucrose cocoate, parfum, carbomer, phenoxyethanol, prunus armeniaca seed powder, sodium hydroxide, tocopheryl acetate, methylchloroisothiazoline & methylisothiazolinone, benzyl alcohol, disodium EDTA, melia azadirachta leaf extract, curcuma longa rhizome extract, butylphenyl methylpropional, hexyl cinnamal, linalool, citronellol.




No właśnie zawsze jest jakieś "ale". W tym przypadku tkwi ono w maseczce, która swoim działaniem przyćmiła jednak peelingowego krewniaka.  Purifying Neem Mask, to produkt o takim samym przeznaczeniu, ale zdecydowanie skuteczniejszym działaniu. Tutaj również w składzie występuje i miodla indyjska i kurkuma, ale dodatkowo znajdziemy tam także kaolin i ziemię fulerską. Z tym ostatnim składnikiem spotykam się po raz pierwszy, więc musiałam sprawdzić jakie właściwości wykazuje. Okazało się, że znany jest on także pod nazwą Multani Mitti  co oznacza "błoto z Multan". W Indiach to jeden z częściej wykorzystywanych półproduktów do oczyszczania twarzy, ciała i włosów. Przeznaczony jest do cer z problemami  ze względu na swoje głęboko oczyszczające właściwości. Dodatkowo co istotne posiada również właściwości rozjaśniające. Produkt ku mojemu zaskoczeniu również miał zróżnicowaną strukturę. Niby nakładałam na twarz kremową maskę ( kolor trochę odtrącający) , ale pod dłońmi wyczuwałam delikatne drobiny. Przy aplikacji nie żałowałam sobie kosmetyku, przez co wystarczył mi na 8 użyć. Na opakowaniu widnieje informacja o stosowaniu jej raz w tygodniu, jednak ja robiłam to dwukrotnie i mojej cerze to zdecydowanie odpowiadało. Za pierwszym razem podczas wysychania aplikowałam na maskę mgiełkę wodną celem zapobiegnięcia jej całkowitego wyschnięcia. Później pozostawiałam ją już na twarzy zwykle na 15 minut po czym delikatnie zwilżałam i wykonywałam dłuższy masaż. Taka opcja sprawdziła się w moim przypadku idealnie i po zmyciu faktycznie czułam, że moja twarz jest czysta. Pomimo moich skłonności do przesuszeń, problem nie wystąpił.  Efekt "po" spodobał mi się na tyle, że gotowa byłam przymknąć oko na delikatne pieczenie skóry pojawiające się w chwilę po zaaplikowaniu.  W tym przypadku jestem pewna, że kosmetyk ten pojawi się w mojej kosmetyczce ponownie.  




Skład : aqua, kaolin, melia azadirchta leaf extract, propylene glycol, bentonite, fuller's earth, curcuma longa root extract, fragrance, sodium methylparaben, imidazolidinyl urea, DMDM hydantoin, xanthan gum, sodium propylparaben citric acid, disodium EDTA, sodium lauryl sulfate 


Podobało mi się, że mogłam przetestować kosmetyki serią ( post dotyczący pianki pojawi się za jakiś czas). Ku mojemu zaskoczeniu odpowiadał mi zapach tych produktów, chociaż przyznaję , że zastanawia mnie umieszczenie go w połowie składu, bo nie jest to aż tak ważny w moim odczuciu element.  Być może jednak inni konsumenci przykładają do tego większą wagę. Prawda jest taka, że nawet jeśli coś nie zachwyci mnie zapachem, ale naprawdę skutecznie  zadziała, to w większości przypadków ponownie sięgnę po taki produkt. Pojemność opakowań - 75ml, to  dla mnie idealna wielkość wystarczająca na miesiąc stosowania. Sama szata graficzna bez zarzutu, chociaż gdybym bardzo chciała się czepiać, to jednak trochę brakuje tu polskiej wersji językowej, bo wciąż są ludzie którzy j.angielskiego nie znają i być może z tego powodu mają obawy przed zakupem.Tak jak wspominałam wcześniej maska znalazła miejsce w moim serduchu. Co do peelingu był jak najbardziej przyzwoitym kosmetykiem i pewnie niejednej osobie naprawdę się sprawdzi w pielęgnacji , natomiast ja  raczej sama go już nie zakupię. 

http://himalayaherbals.pl


Czytaj dalej »

poniedziałek, 3 lipca 2017

Preparaty do higieny intymnej: czym kierować się przy wyborze? Produkty których używam : Tołpa, Oillan, Miravena

Firmy oferują nam obecnie całe spectrum preparatów przeznaczonych do higieny intymnej. Mamy dowolność w wyborze zapachów, konsystencji czy rodzaju aplikacji. Dodatkowo różni je cena i skład, bo nie każdy produkt o takim przeznaczeniu faktycznie nadaje się do mycia tych wrażliwych miejsc.

Zadaniem dobrego preparatu jest nie tylko oczyszczanie tych stref, ale przede wszystkim ich delikatna pielęgnacja. Ważne by utrzymane zostało odpowiednie pH skóry. Przyjmuje się, że  po antybiotykoterapii , podczas menstruacji , w okresie menopauzy a także w ciąży było ono bliskie 3,5-4 pH. Bardzo często  na produktach o takim przeznaczeniu widnieje informacja o pH fizjologicznym.



Co powinno znaleźć się w dobrym produkcie do higieny intymnej?


Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć na to pytania, bo gama składników aktywnych wpływających pozytywnie na tą część naszego ciała jest całkiem spora. Najczęściej wymienia się lactic acid, czyli dobrze znany nam kwas mlekowy. Z jego pomocą możliwe jest utrzymanie odpowiedniego poziomu pH , a tym samym stworzona zostaje bariera uniemożliwiająca namnażanie się bakterii.Równie często spotykamy się z panthenolem, który przynosi ulgę skórze łagodząc podrażnienia. Coraz częściej producenci zwracają uwagę na to by w ich kosmetykach nie zabrakło  cieszących  się popularnością ekstraktów z roślin. Zdecydowanie w kwestii tej nadal króluje rumianek, aloes czy ekstrakt z kory dębu.  

Jakich substancji unikać?


Przyznaję, że to temat w którym jestem zdecydowanie niepoprawna. Z każdej strony płyną do nas informację o tym by unikać SLS/SLES , parabenów , formaldehydu i jego pochodnych, z drugiej ciężko o produkty bez ich wykorzystania. Staram się używać produktów wolnych od tych substancji, ale czasami wpadnie mi w ręce coś co niestety zawiera chociaż jeden z nich. 



W dzisiejszym wpisie chciałabym Wam przedstawić kilka preparatów z których korzystałam podczas ostatnich 6 miesięcy.



1) Tołpa Green - Nawilżający płyn do  higieny intymnej 

Moja słabość do Tołpy rośnie z każdym dniem. Jak w przypadku innych firm, nie wszystko co prawda jest mi pisane, ale akurat z tym preparatem mocno się polubiłam. Lekką, żelową konsystencję łatwo wydobyć z buteleczki za pomocą pompki. Sam kosmetyk pachnie delikatnie roślinnie, co zdecydowanie mi odpowiadało, bo mocnych zapachów w tego rodzaju produktach nie oczekuję. Produkt przeznaczony jest do skóry wrażliwej z objawami suchości i podrażnienia. Jak zapewnia producent w składzie nie uświadczymy ani alergenów, ani sztucznych barwników, SLS-u, PEG-ów mydła czy silikonów. Nie ma tam podobno także  parabenów ani donorów formaldehydu. Co zatem jest? Składnikami aktywnymi wykorzystanymi podczas produkcji tego preparatu są magnolia i lilia wodna. Preparat skutecznie odświeża. Nie wysusza tej wymagającej skóry. Regularne stosowanie daje poczucie komfortu. Jest to produkt do którego zdecydowanie wrócę.Nie mogę tu jednak nie wspomnieć o terminie przydatności, który wynosi 3 miesiące od otwarcia.  Pojemność 195ml.

Skład:  aqua, cocamidopropyl betaine , sodium cocoamphodiacetate, cocamide DEA, eryngium maritimum callus culture filtrate, magnolia blondii bud/flower extract, lilium candidum bulb extract, parfum, peat extract, glycerin, lactitol , xylitol, lactic acid, tetrasodium EDTA, butylene glycol, propylene glycol, phenoxyethanol, caprylyl glycol




2) Miravena Cosmetics Revitol Plus Med-  Preparat żelowy hipoalergiczny do higieny intymnej. 

Tutaj muszę wspomnieć, że używam wszystkich trzech wariantów jakie oferuje firma w tej serii:
- Malina & Jabłko dla dziewcząt i młodych kobiet, 
- Granat & Pomarańcza dla kobiet dojrzałych ,
- Żurawina & Owoce Róży dla wszystkich kobiet ( niestety wyrzuciłam jego opakowanie przed wpisem) 

Każdy z tych produktów pomimo różnego przeznaczenia spisał się u mnie jednakowo dobrze, więc pozwolę sobie na ich wspólne podsumowanie.  Plastikowa butelka z pompką zamknięta jest uprzednio w kartonowym opakowaniu na którym to znajduje się większość informacji na temat samego kosmetyku. Całość utrzymana w przyjemnej  dla oka szacie graficznej. Produkty te wyróżnia dość intensywny zapach, przez co gdyby nie odpowiednie napisy na etykiecie można byłoby je pomylić z żelami pod prysznic. Konsystencja zbliżona do poprzednika. Wersja przeznaczona dla młodych dziewczyn oraz ta dla dojrzałych kobiet zawierają pH rzędu 4 oraz pre i probiotyki. Dzięki takiej formule produkt zapewniają one ochronę przed namnażaniem się niekorzystnej flory bakteryjnej. Produkty działają odświeżająco, neutralizują niepożądane zapachy i minimalizują dyskomfort wynikający z różnych dolegliwości. Wszystkie dość intensywnie się pienią. 


Skład preparatu dla dziewcząt o młodych kobiet: 
aqua,glycerin,  cocomidopropyl betaine, betaine, propylene glycol, polysorbate 20, sodium lauroyl lactylate, decyl glucoside,  inulin, panthenol, lactitol, xylitol, propanediol, rubus idaeus fruit extract, lactic acid, aplha-glucan oligosaccharide , pyrus malus frui extract, xanthan gum, tetrasodium, glutamate diacetate, lactococcus ferment extract, parfum, benzyl alcohol

Skład preparatu dla kobiet dojrzałych:
aqua,glycerin,  cocomidopropyl betaine, citrus aurantium dulcis fruit water, betaine, decyl glucoside, propylene glycol, sodium lauroyl lactylate, polysorbate 20,  inulin, panthenol, punica granatum fruit extract, lactitol, xylitol, aplha-glucan oligosaccharide, propanediol, xanthan gum, lactic acid, disodium coco-glucoside citrate,  tetrasodium, glutamate diacetate, lactococcus ferment extract, parfum, linalool

Skład preparatu dla wszystkich kobiet :
aqua,glycerin,  cocomidopropyl betaine, betaine, decyl glucoside, propylene glycol, sodium lauroyl lactylate, polysorbate 20, inulin, panthenol, vaccinium macrocarpon fruit extract, aplha-glucan oligosaccharide, lactitol, xylitol,propanediol,  rosa canin fruit extract, lactic acid, disodium coco-glucoside citrate, lactococcus ferment extract, parfum,  linalool, geraniol, limonene 




3) Oillan Intima Comfort - Hipoalergiczny płyn do higieny intymnej 

Produkt dostępny wyłącznie w aptekach przeznaczony do codziennej higieny i pielęgnacji. Dodatkowe działanie jakim się wykazuje to ochrona przed infekcjami i stanami zapalnymi. Przyzwoity kosmetyk, jednak w moim odczuciu niespecjalnie wyróżniający się na tle innych preparatów. Jak pozostałe delikatnie oczyszcza i neutralizuje nieprzyjemny zapach. Sprzyja utrzymaniu prawidłowego pH. Składnikami aktywnymi w tym preparacie są m.in olej awokado, olej canola. Sprawdził się naprawdę dobrze, jednak w zestawieniu z młodszym krewnym z linii HELP  tej samej  firmy wypadł już gorzej . Zdecydowanie to propozycja dla osób nie mających większych problemów dotyczących stref intymnych. Konsystencja identyczna jak w pozostałych preparatach, wyróżnia go jednak pojemność gdyż butla mieści aż 400ml produktu.

Skład: aqua, lauryl glucoside, lauramidopropyl betaine, glycerin, betaine, panthenol, lactic acid, avocado oil  glycereth -8 esters, allantoin, coco-glucoside, glyceryl oleate, hydrogenated palm glycerides citrate, tocopherol, canola oil, polysorbate 20, ascorbyl palmitate,  lecithin, sodium benzoate, potassium sorbate, PEG-120 methyl glucose dioleate, citric acid, parfum


4) Oillan Intima Help - Terapeutyczna emulsja do higieny intymnej 

Produkt przeznaczony dla osób o skłonnościach do infekcji, stanów zapalnych. Preparat prócz tego, że oczyszcza i eliminuje nieprzyjemne zapachy jak jego poprzednik, zapobiega także powstawaniu uczucia swędzenia i pieczenia.Regeneruje i przywraca komfort skórze. Kosmetyk szybko przynosi ulgę. Niweluje podrażnienia powstałe w wyniku użycia nieodpowiedniego kosmetyku. Dodatkowo łagodzi ból związany z otarciami naskórka powstałymi podczas noszenia niewygodnej bielizny czy współżycia. Na chwilę obecną jest moim antidotum na wiele dolegliwości. Zdecydowanie ten produkt podbił moje serce swoją skutecznością . Tym razem Oillan postawiło jednak na mniejsze opakowanie- 200ml. Tak jak i Tołpa kosmetyk ten nie zawiera SLS/SLES, mydła, pochodnych formaldehydu, barwników i kompozycji zapachowych.Stosunkowo słabo się pieni.

Skład:Aqua, Lauryl Glucoside, Lauramidopropyl Betaine, Glycerin, Betaine, Lactic Acid, Panthenol, Alpha - Glucan Oligosaccharide, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Allantoin, Coco- Glucoside, Glyceryl Oleate, Hydrogenated Palm Glycerides Citrate, Tocopherol, Xylitylglucoside, Xylitol, Ascorbyl Palmitate, Anhydroxylitol, Glycol Distearate, Steareth – 4, Lecithin, PEG-120 Methyl Glucose Dioleate, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Citric Acid.


Ciekawa jestem jakiego preparatu o takim przeznaczeniu używacie obecnie Wy?
Na mojej liście "chciejstw " jest jeszcze ten z Biolaven.
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia