czwartek, 27 lipca 2017

Jak brzmi "Melodia zapomnianych miłości" ? - Dorota Gąsiorowska

W moim życiu rządzi się przypadek. Najpierw stawia na mojej drodze nierzetelną osóbkę z pewnego wydawnictwa, ale dzięki temu trafiam na spotkanie autorskie pani Doroty Gąsiorowskiej, później rzutem na taśmę w gąszczu postów trafiam na ten zachęcający do udziału w akcji Book Tour. Oj, coś mnie do twórczości tej polskiej autorki zdecydowanie przyciąga. 



"Melodia zapomnianych miłości" to najnowszy , bo mający premierę równo dziesięć dni temu twór pisarki. Kolejna powieść obyczajowa nie tylko dla kobiet, chociaż przyznaję, że jednak zdecydowanie ich wrażliwym sercom będzie bliższa. Kolejny raz na okładce zagościła postać kobieca : subtelne grafiki utrzymane w owianym tajemniczością klimacie to cecha charakterystyczna każdej z powieści Gąsiorowskiej. Poprzednim razem zachwycałam się pachnącymi kawą zakładkami, tym razem możemy się cieszyć  uroczymi pocztówkami z Kazimierza Dolnego. Dlaczego akurat to miasto? Wypadałoby zapytać o to autorkę, bo to ona postanowiła, że akcja rozegra się właśnie tam, z małymi przerwami na Poznań.


Czy mogę Ci mówić Blanche? 


Biankę i jej ojca poznajemy na samym początku  magicznej historii. Nauczycielka muzyki postanawia przystać na propozycję wakacyjnej pracy  złożoną przez tajemniczą kobietę - Klarę. Oferta jest nietypowa. Za pomocą skrzypiec  dziewczyna ma na nowo tchnąć życie w syna kobiety, który w wypadku samochodowym stracił nie tylko wzrok, ale i chęć do życia. Bianką targają wątpliwości odnośnie tego czy słusznie postępuje. Sytuacja finansowa zmusza ją jednak do podjęcia wspomnianych działań. Już w chwilę po przyjeździe do miasta w trakcie przypadkowej rozmowy zostaje ostrzeżona przed właścicielką mrocznej willi, a jednocześnie jej nową zleceniodawczynią. Podczas pobytu w tym dziwnym domu zjednuje sobie gospodynię Martę i od niej powoli dowiaduje się co nieco o tragicznej historii  jego mieszkańców.  Od sieroctwa właścicielki, po śmierć jej siostry, aż do  wypadku... W tym wszystkim swoje miejsce znalazła historia sprzed lat, która początkowo wydawała się nic nieznaczącym epizodem, by ostatecznie zdominować swoim jestestwem całą książkę.

 Przyznaję, że lubię takie "wyszperane" z przeszłości historie. Mocno dałam się wciągnąć w klimat Kazimierza Dolnego. Zresztą  bogate opisy miejsc to w moim odczuciu specjalność p.Doroty. Podczas czytania ich opisów nigdy nie jest nudno, jest klimatycznie. Na tyle, że chce się "wsiąść  do pociągu byle jakiego... ". Wykreowane postaci zdecydowanie się od siebie różnią. Opis ich zachowań sprawia, że niemal od początku czytelnik jest w stanie trafić wśród nich swojego ulubieńca,  by wraz z nim przeżywać dalszy etap tej przygody. W historii sporo jest wątków pobocznych, natomiast są one ze sobą nienachalnie splecione. Nie sposób zagubić się  przypadkiem w losach każdego z bohaterów. 


Są rzeczy które bardzo mi się podobają...są i takie które mniej.


Nie będę Was czarować. Wchłonęłam książkę liczącą przeszło 460 stron w jeden wieczór. Już tak mam, że jak w coś wejdę, to na dobre. Pani Dorota ma tę moc, że chociaż to ja czytałam, to w głowie jednocześnie słyszałam ciepły kobiecy głos narratora. Nie nudziłam się i nie miałam dość, chociaż wątków było sporo i ogólnie dużo się w tej książce działo. Mimo to, można było się leniwie oddać lekturze, bo nie była jedną z tych wymagających nieustannego skupienia pozycji. Sporo w niej ciepła, sporo miłości, a mimo to najwięcej zwyczajnych ludzkich problemów. Ktoś stracił bliskich, inny mierzył się z nałogiem, a jeszcze ktoś czuł się samotny  w tłumie znanych mu osób. Jest jednak jeden drobiazg, który troszkę mnie zaskoczył. Może delikatnie wręcz rozczarował. Nie chcę tu pisać otwarcie o co dokładnie chodziło, bo pewnie w gronie moich czytelników jest ktoś kto jeszcze nie miał okazji...a sama bardzo nie lubię jak przed lekturą trafię gdzieś na spoiler. Wspomnę jednak, że chodziło o nieco pretensjonalne wytłumaczenie nagłego ozdrowienia jednego z głównych bohaterów. Ta historia niespecjalnie do mnie przemówiła, bo jednak chcąc nie chcą wydaje się zwyczajnie naciągana. Natomiast tyle tam innych pozytywnych przesłań, że jestem w stanie przymknąć oko. Zresztą z takiego wątku nie było zbyt wiele dróg do wybrnięcia i poniekąd rozumiem  dlaczego postawiła na taki rozwój sprawy. Po kilku naprawdę ciężkich lekturach "Melodia..." była jak miód na moje serce. Gorąco polecam Wam zmierzenie się z twórczością autorki. Jej spojrzenie na świat naprawdę może się spodobać...


p.s.Obecnie na stronie autorki trwa konkurs w którym do zgarnięcia są właśnie zestawy dwóch ostatnich książek.Polecam i zachęcam do udziału. 

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Komentarze są Waszą odpowiedzią na moje posty.
Dziękuję za cenne uwagi w nich zawarte, opinie, miłe słowa...
Autoreklama nie jest tu mile widziana.Zawsze odwiedzam blogi osób , które zostawiają coś od siebie;)

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia