Weekend w Krakowie - wersja +18

Weekend, który dla większości okazał się nawet całym tygodniem wolnego, spędziłam w Krakowie w towarzystwie dobrze Wam już znanej z mojego bloga Justyny - Elfie's Planet. Obie miałyśmy potrzebę odseparowania się na chwilę od blogowego świata, a dawna stolica Polski wydawała się idealnym miejscem na reset. Poniekąd wpływ na nasz wybór miała też lokalizacja, bo akurat "spotkałyśmy się " w połowie dzielącej nas od siebie odległości. W piątkowe popołudnie byłyśmy już na miejscu i jak przystało na dwie kobiety z GPS w telefonie pobłądziłyśmy w drodze na mieszkanie, co dało nam popalić, bo walizy nie ukrywajmy- były pełne.  Już na miejscu dałyśmy sobie ledwie chwilę na odpoczynek i ogarnięcie by ruszyć w miasto. A dokładniej do Galerii Krakowskiej. Zakupy jednak niespecjalnie nam się udały (sama jestem zdziwiona tym faktem) , więc i pokazywać nie ma co. Wieczór uczciłyśmy popijając trunki alkoholowe w ilościach śladowych, żeby mieć siłę na kolejny dzień.



W sobotę postanowiłyśmy naładować się energią płynącą z wawelskiego czakramu. Ludzi było jednak zatrważająco dużo i prawdę mówiąc ochota na zdjęcia przeszła mi dość szybko. Ostatecznie skupiłyśmy się na rynku gdzie akurat odbywała się jakaś impreza i wydaję mi się, że były to Dni Węgier, ale mogę się mylić. Mało ważne, grunt, że przy okazji tego wydarzenia zorganizowano jarmark rękodzieła i faktycznie było na co popatrzeć. Pospacerowałyśmy trochę po okolicznych uliczkach i zahaczyłyśmy o wystawę  reklamowaną jako "50 twarzy seksu". Na szczęście wypatrzyłam informację o niej w czeluściach internetu i udało nam się zakupić bilety ze zniżką na jednym z portali do zakupów grupowych co wygenerowało koszty około 11zł na osobę.Na miejscu trzeba zapłacić 20, a ja pomimo że wystawa mi się podobała, uważam że to spora przesada.  Popatrzeć było na co. Pozwoliłam sobie wrzucić Wam małą zajawkę. Zdecydowanie więcej mieliście okazję obejrzeć na moim insta stories, które  namiętnie wtedy wykorzystywałam.



W drodze na mieszkanie udało nam się jeszcze zajrzeć do Ogrodu Botanicznego UJ, co było dobrą decyzją. Za 9zł czekało na nas blisko 2 godziny spacerowania wśród roślin z czego mnie zdecydowanie najbardziej podobały się szklarnie i palmiarnia. Niestety w tzw. międzyczasie zaczęła się nam psuć pogoda. Ale pełne optymizmu udałyśmy się wieczorem w kierunku Kazimierza. Niestety już w drodze "do" deszcz nasilił się na tyle, że musiałyśmy wstąpić do Galerii Kazimierz, w której generalnie nic ciekawego nie było. Ulewa rozszalała się na dobre i ostatecznie czekał nas powrót na mieszkanie. Obiecałam mojej kuzynce, która w tym samym czasie ale w innej części Polski szalała na panieńskim, że wypiję jej zdrowie. Niestety masakryczny ból głowy skutecznie mi to uniemożliwił. Niedziela okazała się już zupełną klapą pogodową i jedyne co mogłyśmy zrobić w tej sytuacji to wcześniej zapakować się do busów, co zresztą uczyniłyśmy. Nie muszę chyba pisać, że po powrocie do domu zahaczyłam wieczorem o ryby... Tak , nowa pasja męża okazała się mocno absorbująca.



Jak z każdego spotkania z Justyną i tym razem przywiozłam ze sobą sporo skarbów. Pozwolę sobie pokazać Wam tytuły, których byłam bardzo ciekawa. I na tym zakończę swoją opowieść.



Pozdrawiam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są Waszą odpowiedzią na moje posty.
Dziękuję za cenne uwagi w nich zawarte, opinie, miłe słowa...
Autoreklama nie jest tu mile widziana.Zawsze odwiedzam blogi osób , które zostawiają coś od siebie;)

Copyright © 2014 Praktycznie kosmetycznie. , Blogger