Twoja skóra się starzeje? Zapobiegaj temu procesowi z linią Elixir Jeunesse od Yves Rocher.

Starzeć, to się trzeba z klasą -tak mówią. Nie oszukujmy się, każdy z nas kiedyś spojrzy w lustro i zobaczy w jego odbiciu pierwszą zmarszczkę i pierwszy siwy włos. I niby nie ma dramatu, ale staramy się jednak przeciągać ten moment najdłużej jak się da. A z pomocą w tych działaniach przychodzą nam marki kosmetyczne. Stosunkowo niedawno światło dzienne ujrzała linia kosmetyków Elixir Jeunesse Yves Rocher. Stylistyka opakowań jest już dobrze znana klientom firmy, ale tym razem do akcji wkracza nowy składnik aktywny.



GENIUSZ ŻYCIA... APHLOIA

Roślina ta zwróciła uwagę naukowców za sprawą swojej nietypowej zdolności. Gdy jest narażona na działanie niekorzystnych czynników zewnętrznych zaczyna wytwarzać zwiększoną ilość cząsteczki z rodziny polifenoli. Ta natomiast podwyższa  odporność na niekorzystne działanie i wspomaga proces regeneracji. Roślina może dzięki temu rozpocząć proces całkowitej wymiany kory. Udało się przenieść tą zdolność na inny grunt, dzięki czemu właściwościami aphloi możemy się cieszyć również w kosmetykach.Badania pokazują, że wyciąg z tej rośliny  jest metabolizowany przez komórki skóry.


LINIA ELIXIR JEUNESSE

Yves Rocher postanowiło stworzyć nową linię kosmetyków wzbogaconą o wspomniany już składnik. Tworzy ją sześć kosmetyków, z czego o czterech będę mogła opowiedzieć Wam coś więcej, ponieważ od miesiąca są one w moim posiadaniu.
  • Esencja Podwójny Efekt Elixir Jeunesse
  • Krem Restrukturyzujący na dzień
  • Detoksykujący żel micelarny
  • Rewitalizujący Roll-on pod oczy niwelujący oznaki zmęczenia
  • Krem- maska na noc niwelujący oznaki zmęczenia
  • Błyskawiczna maska detoksykująca




Detoksykujący żel micelarny to mój zdecydowany faworyt z tego zestawienia. Z taką formą kosmetyku zetknęłam się już wcześniej i  odpowiada mi zdecydowanie bardziej niż tradycyjne płyny. Nie jest tak, że żel nie spływa z płatka, bo jednak wciąż jest to ciecz, natomiast mam wrażenie, że dotarcie do trudno dostępnych miejsc jest zwyczajnie łatwiejsze. Dobrze radzi sobie również z kosmetykami kolorowymi, natomiast ja traktuję go jako element kończący mój demakijaż. Najpierw oczyszczam twarz olejkiem, myję pianką, a następnie stosuję żel.Dzięki temu czuję że moja skóra jest naprawdę gotowa na przyjęcie kolejnej dawki kosmetyków pielęgnacyjnych. Sam żel pozostawia na skórze uczucie nawilżenia i ukojenia. Forma wpływa na zwiększenie wydajności kosmetyku.Co ciekawe opakowanie w którym zamknięto żel wykonane jest w 25% z plastiku z recyklingu.

Na drugim miejscu na dobrą sprawę uplasowały się oba kremy do twarzy. Nie potrafię wyróżnić żadnego z nich, chociaż delikatnie skłaniam się ku temu na noc z prostej przyczyny : ze względu na możliwość wykorzystania go jako 2w1. Krem - maska na noc ma za zadanie zniwelować oznaki zmęczenia. Staram się nie dopuszczać do takich sytuacji, ale czasami każdy z nas ma za sobą gorszą noc... Zaskoczeniem była dla mnie naprawdę lekka (jak na krem przeznaczony na noc) konsystencja. Aplikacja i wklepywanie okazały się dla mnie naprawdę czystą przyjemnością i traktuję je w kategoriach zabiegu relaksacyjnego. Do całkowitego wchłonięcia potrzebuję czasu, ale efekt jaki pozostawia na skórze wart jest odczekania chwili przed pójściem spać. Podobnie jest w przypadku kremu na dzień. On również odznacza się lekką konsystencją, ale tym razem proces wchłaniania przebiega zdecydowanie szybciej. Bardzo przypomina mi pod tym względem inny krem z tej firmy, a dokładniej Intensywnie nawilżający krem- żel. Sprawdza się jako podbudowa makijażu, dobrze współgra z kosmetykami kolorowymi.  Oba posiadają przyjemny, szczęśliwie nienachalny zapach. Każdy zamknięty jest w solidnych, szklanych słoiczkach, a te po zużyciu produktu nadają się do przetworzenia czym firma kolejny raz podkreśla swoją dbałość o środowisko naturalne.

Na ostatnim miejscu w moim zestawieniu plasuje się produkt pod oczy, chociaż wcale nie oznacza to, że jest gorszy od poprzedników.Tutaj prócz samego działania właściwego dochodzi dodatkowy element, a mianowicie specyficzny aplikator, na który składają się trzy masujące metalowe kulki. Podbijają one efekt końcowy. Relaksują i ułatwiają wchłanianie kosmetyku. Sam krem nałożony na skórę  mrowi i chłodzi, jednocześnie delikatnie ją napina.Potrzebowałam kilku dni by móc oswoić się z jego działaniem, bo do tej pory stosowałam kremy po których aplikacji nie odczuwałam żadnych dodatkowych  doznań. 


ZMIANY, ZMIANY, ZMIANY...

Miesiąc z linią Elixir Jeunesse nie sprawił, że nagle odmłodniałam o kilka lat. Mam jednak świadomość, że jakość mojej skóry uległa poprawie. Na pewno wzrósł poziom nawilżenia i moim skromnym zdaniem trochę mniej widoczne stały się  stare przebarwienia. Oczywiście moją twarz nadal zdobi kilka nieprzyjemnych niespodzianek, ale w tym wypadku stawiam jednak na tło hormonalne. Wydajność każdego z kosmetyków pozwoli mi na kontynuowanie testów przez co najmniej miesiąc i wtedy mam nadzieję będę mogła powiedzieć Wam jeszcze więcej na ten temat.

Znacie? Który z kosmetyków zainteresował Was najbardziej?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są Waszą odpowiedzią na moje posty.
Dziękuję za cenne uwagi w nich zawarte, opinie, miłe słowa...
Autoreklama nie jest tu mile widziana.Zawsze odwiedzam blogi osób , które zostawiają coś od siebie;)

Copyright © 2014 Praktycznie kosmetycznie. , Blogger