czwartek, 23 marca 2017

Cedr w asyście cytryny i mandarynki czyli energetyzująca woda toaletowa Plaisirs Nature od Yves Rocher

Zapachy od Yves Rocher towarzyszą mi od kilku lat. Ich wody perfumowane robią na mnie wrażenie i jako fanka ciężkich zapachów regularnie po nie sięgam. Jakiś czas temu w moje ręce trafiły jednak żele pod prysznic z serii Plaisirs Nature  i tak rozkochałam się w ich zapachach. Roślinne połączenia bardzo mi odpowiadają i miałam nadzieję, że równie dobrze co w żelach obronią się w wodzie toaletowej.Myślicie , że tak było? 

Owocowe wody toaletowe na stronie Yves Rocher pojawiały się już od dawna, jednak zapach który dzisiaj Wam przedstawiam jest stosunkowo nowy. Mała, zaledwie 20 ml buteleczka idealnie nadaje się do torebki  o czym zresztą wspomina na swojej stronie sam producent. Szata graficzna jest spójna z resztą serii Plaisirs Nature i  zdecydowanie cieszy oko swoją prostotą. Wykonane ze szkła opakowanie prezentuje się dobrze,  a  plastikowa zatyczka solidnie trzyma się na swoim miejscu chociaż początkowo obawiałam się, że w " torebkowych" warunkach  może stanowić to dla niej problem.  Rozmiary buteleczki istotnie są mikroskopijne, a mimo to  zdołano umieścić na niej pełny skład kosmetyku wraz z najważniejszymi informacjami na jego temat. Niestety te w języku polskim jak w przypadku większości produktów tej firmy znajdują się już na wlepce umieszczonej na zakrętce i to niestety zaburza już moje poczucie estetyki. Rozumiem jednak, że trudno było znaleźć lepsze wyjście z tej sytuacji. 




Mandarynka & Cytryna & Cedr - wydawały się być idealnym połączeniem dla mnie. Posiadam sporo  mocno otulających zapachów i brakowało mi czegoś z tzw. powerem.  Ta wersja nie bez powodu została nazwana energetyzującą , a nuty zapachowe w niej wykorzystane określone mianem dynamizujących. Połączenie cytrusowych olejków eterycznych z cydrem  pozwoliło stworzyć niebanalną mieszankę faktycznie działającą pobudzająco na zmysły. Już po pierwszej aplikacji równie mocno odczuwalne są drzewne, nieco męskie nuty w asyście odświeżającej woni owoców cytrusowych. Gdyby minimalnie zwiększyć natężenie olejku cydrowego, śmiało można byłoby zakwalifikować ten zapach jako męski. A ja zdecydowanie takie lubię.  Specyfika takiego połączenia sprawia jednak, że na jego temat można znaleźć sporo niepochlebnych opinii. Wbrew pozorom dla fanek naprawdę lekkich i kobiecych zapachów ten może okazać się za ciężki w odbiorze. Zdecydowanym plusem jest natomiast możliwość uprzedniego powąchania go w sklepach stacjonarnych Yves Rocher. Przyznaję jednak,że ja swoją wersję zakupiłam online, bo wtedy zakupy są zdecydowanie bardziej opłacalne dzięki obowiązującym tam promocjom. Niestety zapach ma jedną dość istotną wadę , której jednak byłam świadoma- dość szybko się ulatnia, ale taki już urok wód toaletowych. Liczyłam się z takim stanem rzeczy. Z drugiej strony mobilność buteleczki pozwala  na zabieranie jej ze sobą i ponowną aplikację w ciągu dnia jeśli zajdzie taka potrzeba. 



Według zapewnień producenta aż 93% składników pochodzi z natury. Wykorzystano również alkohol pochodzenia roślinnego, a samo opakowanie nadaje się do recyklingu. Firma znana jest z resztą z różnych działań na rzecz ochrony środowiska więc powyższe informacje nie były dla mnie specjalnym zaskoczeniem. W tym przypadku koszt kosmetyku  to 19,90zł/ 20ml, a oprócz tego zapachu dostępnych jest kilka innych połączeń z czego mnie zdecydowanie interesuje jeszcze  Kwiat pomarańczy & Lawenda. Świetnym rozwiązaniem jest według mnie stworzenie całych linii zapachowych, więc zapach może towarzyszyć nam przez cały dzień aplikowany dodatkowo na ciało w formie żelu lub mleczka. 

A Wy znacie kosmetyki z linii Plaisirs Nature? Pewnie tak. Ciekawa jestem jednak czy ten konkretny jest Wam znany i jakie są Wasze odczucia względem niego?

środa, 15 marca 2017

J'aime my... Oil 3 in 1 Oleo Supreme- olejek do włosów Franck Provost Paris

Jesienią ubiegłego roku pojawiła się informacja o tym, że kosmetyki Franck Provost Paris pojawią się w Polsce, w sieci sklepów Rossmann. Niedługo po tych nowinach  pojawiło się całkiem sporo relacji z ich premiery  i już  wtedy zwróciły moją uwagę , głównie tym, że od początku swojego "istnienia" na naszych polskich sklepowych półkach zaangażowano  do współpracy blogerki. Trafne posunięcie, zwłaszcza , że to hobby wymusza poniekąd  na piszących sięganie po kosmetyki z różnych półek cenowych oraz firm, więc jednak rozeznanie w temacie wybrane osoby miały spore.Mnie o wiele łatwiej sięgnąć po coś co rekomenduje osoba którą znam i od  lat czytam, niż gwiazdka  może i większego formatu, ale znana głównie z tego , że gwiazdorzy niż z tego  jaką wiedzę posiada.  Chociaż i tu trzeba mieć wgląd na całą sytuację, a nie tylko na jednorazowe akcje, bo śledząc teraz losy blogosfery doskonale widać, że z rzetelnością to jednak różnie bywa....


Moja miłość do olei na włosach rozpoczęła się przeszło dwa lata temu podczas pobytu w UK o czym już Wam tu niejednokrotnie wspominałam. Tak więc gdy pojawiła się zapowiedź linii kosmetycznych "J'aime my... " mnie najbardziej zainteresował  właśnie olejek do włosów. Normalnie historia opierałaby się na tym, że wybrałam się do Rossmanna i zakupiłam swój egzemplarz, ale tak nie było. Swoją buteleczkę otrzymałam od Feeling Fency podczas gwiazdkowej wymiany.   Była więc u mnie już od połowy grudnia, a że mamy już połowę marca mogę o nim co nieco napisać. 


Samo zamknięcie szklanej buteleczki w kartoniku nie jest niczym nadzwyczajnym . I na jednym i na drugim pojawiaja  się dość charakterystyczne serduszkowe logo z nazwą. Na kartoniku dodatkowo znajdziemy rozbudowaną informację o tym z czym mamy do czynienia i o sposobie aplikacji produktu. A ten można aplikować przed myciem , po umyciu na mokre bądź na suche lub przed ekspozycją słoneczną- i  tak odkrywamy tajemnicze 3w1. Na szczęście produkt jest olejkiem nie tylko z nazwy. Faktycznie mamy do czynienia z mieszanką m.in olejku makadamia, z pestek winogron czy awokado chociaż zajmują one jedne z ostatnich miejsc w składzie. Przed nimi uplasowało się kilka innych substancji w tym też ta odpowiedzialna za przyjemny zapach kosmetyku, chociaż w moim odczuciu to nieco zbędny dodatek.Zapach był dla mnie zwyczajnie przeciętny , a na włosach nie utrzymywał się praktycznie w ogóle. Najczęściej korzystałam z kosmetyku przed myciem właściwym. Producent zaleca trzymanie go na włosach około 10 minut, u mnie często był to zdecydowanie dłuższy czas. Zmywał się drogeryjnymi szamponami całkiem dobrze, chociaż przy dużej ilości musiałam ten zabieg powtórzyć dwukrotnie. Taka aplikacja dedykowana jest do naprawdę suchych i potrzebujących regeneracji włosów i w moim przypadku przyniosła zadowalający efekt, ale nie mam przesadnych problemów z włosami. Raczej mogę trochę ponarzekać na suche końce niż na ogólny zły stan włosów.  Zaaplikowany na umyte suche lub mokre włosy dawał zdecydowanie słabszy efekt. Pomagał je ujarzmić, ale nie było już tak przyjemnej w dotyku miękkości i w tej kwestii mogłabym go porównać do innych znacznie tańszych produktów ,a dających łudząco podobne efekty. Dlatego też w dalszym ciągu używam go na swoich włosach , ale już wyłącznie przed myciem  dając mu chwilę na działanie. 


Szklana masywna buteleczka ma w sobie sporo uroku i świetnie wygląda na półce. Jednak kto kiedykolwiek nakładał olej na włosy ten wie, że szkło i tłuste ręce niekoniecznie idą ze sobą w parze. Zwłaszcza w łazience , gdzie zwykle dokonuje się aplikacji, a na podłodze z reguły ułożone są kafelki. Każdorazowo przyprawiało mnie to o szybsze bicie serca, ponieważ dokładając produktu na włosy ciężko było mi tłustymi już dłońmi utrzymać butelkę. Ogólnie jest to zadowalający produkt jednak mając do czynienia z kosmetykiem , który jest sygnowany  nazwiskiem mistrza fryzjerstwa spodziewałam się  czegoś więcej.Zwłaszcza, że miała być to "cała wiedza o fryzjerstwie zamknięta w sercu produktów do pielęgnacji włosów"...

Cała linia Oleo Supreme przeznaczona jest do włosów suchych i pozbawionych blasku, a w jej skład oprócz olejku który Wam dzisiaj przedstawiłam  wchodzą jeszcze m.in szampon i maska.Dodatkowo dostępne są linie dedykowane włosom z innymi problemami : Keratin Miracle do włosów zniszczonych, Revelareur de Couleur do włosów farbowanych, Createur de volume dodająca objętości oraz Blond Sublime.  Cena każdego z kosmetyków plasuje się pomiędzy 43, a 63zł , ale bardzo często można trafić w Rossmannie na promocję. 

Ciekawa jestem czy znacie te kosmetyki i jak spisały się one u Was?


środa, 8 marca 2017

Czego chce kobieta? wishlista + tapety na komórkę dla Was

Czujecie już wiosnę za oknem? No dobra, żartowałam. Ja też nie. Pochmurno i pada, a u niektórych podobno na nowo pojawił się śnieg. Nie mniej jednak pomarzyć o słonecznych porankach i ciepłych popołudniach można. A jeśli by do tego dodać jeszcze kilka innych materialnych marzeń...

Na blogach pojawił się wysyp wishlist w związku z lutowym świętem miłości i tym dzisiejszym, naszym . Jako , że  moje podejście do obu jest jakie jest nie napiszę, że mój dzisiejszy wpis pojawił się właśnie z tej okazji , bo powód jego powstania był zupełnie inny.Lubię celebrować swoje pojawienie się na świecie, a w tym roku dodatkowo przypada ćwierćwiecze mojego istnienia, więc czemu by nie... Przygotowałam tym razem naprawdę zwięzły i krótki wpis o tym, co bym chciała i na co być może się zdecyduję, a może zwyczajnie do maja moja chęć się rozejdzie. 

HOME SWEET HOME, czyli dodatki do wnętrz


Pewnie niektórych zdziwi pojawienie się w moim zestawieniu kosza na śmieci, ale o takim kubełku marzę. Jakoś nie po drodze  mi oklepane plastiki.  Szklarenka ( tutaj z Ikea) przydałaby  mi się ma na blogu. Wiem mało oryginalnie, ale taki dodatek bardzo mi się podoba na Waszych zdjęciach. Raczej nie zdecyduję się na gotową  i nagonię męża do pomocy przy tworzeniu jej w warunkach domowych. Okrągła półka to również moja instagramowa miłość. Skąd Wy bierzecie takie rzeczy? Kubek z liskiem wzięłabym w ciemno. Podoba mi się ten wychodzący z niego motyw. Do pary koc z wilkiem  a na ławę liść patera. Ot , takie leśne klimaty.  Propozycje które przygotowałam pochodzą z  Duka, Home&You ( mają teraz spore zniżki i promocje przy zakupie dwóch rzeczy) oraz Ikea

O tym jak zrobić sobie dobrze...



Nie samym domem żyje człowiek. Czasami trzeba pomyśleć też o sobie. W związku z tym, że przygarnęłam ostatnio turkusową sukienkę na VUBU, pomyślałam o fuksjowych dodatkach do niej. Przypadkiem trafiłam na słodkie różowe szpilki z uszami na pantofelek24, Żeby nie było tak całkiem słodko nadal mam fazę na obuwie i dodatki od Iron Fist, a ta torebeczka- cudo, czyż nie?! Jak zauważacie mocno ograniczyłam swoje chciejstwa z branży beauty. Obecnie podoba mi się paleta od House of Beauty, ale jak jej nie kupię ( a pewnie nie) to świat się nie skończy. Nie mniej jednak zwróciła moją uwagę, a to nie zdarza się zbyt często. Pokot to mój kierunek podczas kolejnej wizyty w Multikinie. Nie będę czekała aż do maja, bo zwyczajnie pewnie przestaną go już wtedy wyświetlać. A ostatnią grafikę podebraną od Breakin'Ink pozostawię ciekawskim do wygooglania. Projekt w głowie, w realizacji pojawi się za jakiś czas...  

Pewnie nie uwierzycie, ale na tym zamyka się marcowa lista życzeń. Ale to jeszcze nie czas na koniec posta.Przygotowałam trzy bardzo proste i utrzymane w dziewczęcej kolorystyce tapety na telefon. Na moim androidzie jedna z nich funkcjonuje już od pewnego czasu. 


DO POBRANIA :   Tapety na telefon 

Ciekawa jestem jak Wy spędzacie dzisiejszy dzień. Z chęcią  poczytam również o Waszych marzeniach-śmiało podrzucajcie linki  w  komentarzach :) 

poniedziałek, 6 marca 2017

Structural - emulsja do odnowy struktury włosów Professional BY FAMA

Pamiętacie  z dzieciństwa jak to jest być małym odkrywcą.Każdy nieznany zakamarek domu albo tajemnicze pudełko stawały się obszarem jednej wielkiej niewiadomej- do odkrycia. Ja mam podobnie do tej pory jeśli chodzi o opakowania kosmetyków. Bardzo lubię gdy samo pudełko nie wskazuje jednoznacznie na zawartość. Kwadratowy kartonik z napisem krem nie przyprawi mnie o szybsze bicie serca, bo zawartość jest nader oczywista. Jedyne nad czym można się zastanawiać to to  czy słoiczek wykonany jest z tworzywa czy szkła. Chociaż wprawna  kosmetykomaniaczka jest w stanie szybko wychwycić wagową różnicę i odpowiedzieć na to pytanie jeszcze prze otwarciem. Jednym słowem niespodzianki nie ma! 

Nieco inaczej jest gdy producent oddaje w Twoje ręce mały prostokątny kartonik informujący o tym, że zawartość to nic innego jak emulsja odbudowująca do włosów, ale za cholerę puzderko nie przypomina dotychczas znanych Ci kosmetyków . Gdy podczas grudniowej edycji Beauty by Bloggers przedstawiciel firmy Professional BY FAMA wręczył nam upominki największym zainteresowaniem cieszyło się to niepozorne i na pierwszy rzut oka nic nie mówiące pudełeczko.




Pod względem wizualnym prezentowało się dość zwyczajnie. Po przebrnięciu przez całą masę obcojęzycznych napisów udało mi się odnaleźć ten właściwy mówiący o tym z czym mamy do czynienia. Na jednym z boków umieszczono skład , a na spodzie krótką wzmiankę o działaniu i sposobie użycia. Nie został tam jednak określony czas aplikacji produktu i początkowo miałam niemały problem, bo w sieci również nie było o emulsji zbyt dużo informacji ( teraz sukcesywnie się to zmienia). Ostatecznie dopiero na jednym z forum dedykowanych profesjonalnemu fryzjerstwu znalazłam  informację o tym , że zalecany czas to 40 minut.  Byłam pewna, że w środku znajdę wykonane z plastiku buteleczki w których zamknięto kosmetyk, a tu niespodzianka - ampułki wykonane ze szkła. Dokładnie 5 sztuk zawierających po 7ml produktu. Mnie przypomniały się czasy dzieciństwa, bo w podobnych maleństwach nierzadko umieszczane były antybiotyki. Generalnie zasada działania jest taka, że należy utrącić lub ułamać szyjkę uważając przy tym by nie zrobić sobie krzywdy. Te poddawały się dość łatwo i osobiście nie miałam z nimi problemów. Taka forma utwierdziła mnie  w przekonaniu, że mam do czynienia z naprawdę wyjątkowym produktem.

CZY FAKTYCZNIE TAK BYŁO?

Zdecydowanie zaraz po otwarciu uwalniał się przyjemny dość intensywny zapach. W moim odczuciu nieco męski, ale nie przeszkadzało mi to w żaden sposób. Ampułkę nakładałam na świeżo umyte włosy i pozostawiałam na 30-50 minut, w zależności od tego na ile mogłam sobie pozwolić. Przy zmywaniu ( producent zaleca dokładne przeprowadzenie tego procesu) widać było, że w brodziku woda delikatnie się pieni. Już na mokrych włosach czuć było różnicę, ponieważ były one przyjemnie miękkie wręcz delikatne w dotyku. Jednakowo zachowywały się pozostawione do wyschnięcia same sobie jak i suszarką. Warto tu wspomnieć, że mam dość krótkie włosy, być może na długich sposób suszenia miałby wpływ na ostateczny wygląd. Pomimo odczuwalnej zmiany emulsja nie obciążała włosów. Bałam się trochę jak na alkohole w składzie zareaguje moja skóra, ale wiadomo strach ma zawsze wielkie oczy. Moje były ogromne zupełnie niepotrzebnie, bo nic złego się nie działo. 



Pani Ewelina, fryzjerka do której namiętnie chodzę potwierdziła w rozmowie moje przypuszczenia dotyczące tego, że efekt w salonie przy użyciu odpowiedniego sprzętu byłby jeszcze lepszy. Niestety nie pamiętam już teraz  fachowej terminologii więc wybaczcie , że nic więcej nie napiszę. Nie mniej jednak to co zauważyłam po użyciu w warunkach domowych zrobiło na mnie wrażenie. Cieszę się, że  w tym przypadku wraz z obietnicą z opakowania idzie w parze realny efekt.  



Może miałyście okazję używać już tych ampułek? Jak zareagowały na nie Wasze włosy?

środa, 1 marca 2017

Czas ucieka, Ty nie musisz- PolandJa + kalendarze na marzec do druku

Czas - ucieka, przelewa się przez palce lub płynie.Wczoraj był luty, dziś już jest marzec. Trzeba uważać, by ze swoimi postanowieniami nie obudzić się na nowo w grudniu.  Mamy więcej udogodnień, mniej pracy, a czasu, czasu wciąż za mało...




Organizacja zawładnęła naszym życiem. Modne stało się życie według ustalonych zasad. Mało kto je leniwie śniadania, za to większość stawia na lunch - obowiązkowo w wersji fit. Trzeba się zdrowo odżywiać, by dłużej żyć. Tylko  co z tego życia , gdy tak często wybieramy półśrodki?!  Pani X marzyła o tym wszystkim na co nie było jej stać. Miała jednak swoje cele przed oczami więc namiętnie poświęcała się pracy w korpo. Dziesięć godzin to za mało, są jeszcze nadgodziny. A może poświęcić jeszcze weekend ? To nic , że kosztem swoim i rodziny. Przecież to dla nich... Kilkanaście lat pracy bez godnego urlopu na stanowisku które nie rozwija i nie daje satysfakcji.Bum! Redukcja etatów. To nic , że przez lata wypruwała sobie żyły. Może za mało? Miotają nią wyrzuty, szuka winy - w sobie. Wychodzi stłamszona z biura, które było jej domem i odkrywa jak dalece jej do świata w którym żyła. Robi jednak coś ważnego- podejmuje decyzję.  Gdzieś obok nas jest również taki ktoś... Komuś rozpada się związek, do kogoś innego dzieci mają pretensję o brak zainteresowania, a jeszcze ktoś inny wierzy, że jego racje są najważniejsze.Zbyt dużą wagę przykładamy do tego, co mało istotne.  O tym wszystkim jest "PolandJa", nowa polska  komedia (?), chociaż przypisanie produkcji do tego gatunku jest w moim odczuciu mocno przesadzone. Film daje do myślenia. Wszystko jest mocno uogólnione i wątki można byłoby jeszcze pociągnąć jednak w ogólnym rozrachunku wypada całkiem przyzwoicie. Nasuwa mi się jednak taka myśl, że faktycznie dzielimy się na dwa typu ludzi.Jedni chcą zmian, ale nie wiedzą od czego zacząć i przez swoje niezdecydowanie ostatecznie nie realizują się życiowo. Inni zbyt ambitni angażują się w tyle działań, że zwyczajnie brak im czasu by tak po ludzku cieszyć się z efektów.

WSZYSCY MAMY TYLE SAMO CZASU.

RÓŻNI NAS TYLKO UMIEJĘTNOŚĆ DYSPONOWANIA NIM


Tyle prawdy w kilku słowach. Można pracować na etacie , a poza nim realizować się w innych dziedzinach , a jednocześnie dbać o dom i rodzinę. Można też siedząc w domu nie mieć czasu na nic. Sama wiem o tym sporo, bo od dwóch lat nie pracowałam na normalnym etacie i przy wyznaczonych godzinach "od - do". Czasami szczerze mi tego brakuje, bo jednak jestem z tej grupy, która musi mieć narzucone ramy czasowe. Robiłam co miałam robić, wracałam i przełączałam się na tryb domowy. Teraz tkwię w nim cały czas i wiem ile samozaparcia i energii kosztuje mnie odłożenie domowych zajęć na rzecz efektywnej pracy zawodowej. Nie tak łatwo określić godziny pracy, zwłaszcza gdy mieszka się pod jednym dachem z kimś kto nie rozumie dlaczego w danym momencie musicie siedzieć przy laptopie zamiast np. ugotować obiad. Aby dobrze dysponować swoim czasem trzeba sobie odpowiedzieć na proste pytanie . Czy zajęcie które wykonujesz sprawia Ci satysfakcję? Być może nie masz predyspozycji do wykonywania określonej pracy i sam uciekasz w domowe  obowiązki  rozgrzeszając się  potrzebą ich natychmiastowej realizacji. Praca sama jednak się nie zrobi, pojawiają się zaległości i zniechęcenie a wraz z nimi diametralnie spada efektywność. Jednocześnie warto zwrócić uwagę, że małe lenistwo raz na jakiś czas nie może być powodem do wyrzutów sumienia. Chociaż ja nadal czasami je mam. Ucinam sobie drzemkę w ciągu dnia lub siadam przy ulubionej książce, a później bombardują mój umysł  " a mogłaś w tym czasie...".Nie mogłam! Gdybym wtedy zmusiła się do działania nic dobrego by z tego nie wyszło. Podobnie było z tym postem. Zaczęłam jego tworzenie o poranku zakładając , że w południe ujrzy światło dzienne. Pewnie przesiedziałabym przy nim bezowocnie pół dnia, bo nic nie składało mi się w całość. Posprzątałam, ugotowałam obiad i oto jestem. 

CEL I ZAMIERZENIA


Och jak dobrze je mieć. Zmierzać do celu a nie widzieć efektów to prawdziwy dramat. Dlatego każde większe przedsięwzięcie w miarę możliwości warto rozłożyć na kroki, których efekty powoli  stają się dla nas widoczne. Mogłam wrzucić tu sam tekst. Chciałam jednak dorzucić drobinę siebie i tego czemu poświęcam ostatnio czas. Przygotowałam dla Was proste trzy wersje kalendarzy ma marzec.Nie dlatego, że planowanie jest moim bzikiem, a po to by widzieć efekty swojej pracy. Przy publikacji grafik z księżycem kilka z Was napisało mi , że pobrało je na swoje komputery. Jedna wysłała nawet zdjęcie już w użyciu  w swoim mieszkaniu. Wiem, że jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale nawet nie wiecie ile radości sprawiło mi to, że chociaż ta jedna jedyna osoba doceniła tą moją pracę. Widziałam efekty i satysfakcji z tego nikt mi nie zabierze.  Każdy z nas ma pewnie swoje ukochane terminarze i notatniki. Ja też mam, ale już wcześniej korzystałam dodatkowo z planerów i miesięcznych kalendarzy stworzonych przez inne dziewczyny. Myślałam sobie wtedy , że w życiu nie uda mi się samej stworzyć czegoś podobnego. Grafika pojawiła się w moim życiu przypadkiem. Czułam potrzebę wyjścia do ludzi. Wybrałam bezpieczne i powiązane z moim zawodem kierunki, ale niestety żaden z nich nie wypalił. Zdesperowana postawiłam wszystko na jedną kartę.Nie żałuję. Taka zmiana była mi potrzebna.A mogłam przecież zrezygnować z nauki,machnąć ręką i powiedzieć, że grafika - grafika to nie dla mnie.  

Do pobrania: marzec 1 ( wer. prosta), marzec 2 (wer. róż),marzec 3(wer.granat)


DAJ SOBIE SZANSĘ


Oto właśnie chodzi by dać sobie szansę. Jak każdy z Was tak i ja zdaję sobie sprawę , że wielu rzeczy robić nie będę. Nie zostanę na pewno chemikiem czy matematykiem,ale jestem otwarta na nowe. Mogłabym się zafiksować zupełnie w kosmetyce, która była moją pierwszą miłością. Teraz z perspektywy czasu wiem jednak ile żeby by mnie przez to ominęło. Pewnie nie miałabym okazji zmierzyć się na żywo ze swoim angielskim gdzieś w zakamarkach Londynu. Nie odkryłabym w jakim czasie jestem w stanie posprzątać hotelowy pokój. Nie zdawałabym sobie sprawy z tego jakie zagrożenia czyhają podczas wykonywania konkretnych zawodów gdyby nie technik BHP. Mogłabym tak wymieniać bez końca... Nie chcę Wam mówić : "Rzućcie wszystko i szukajcie dalej" . Mnie wystarczy świadomość, że chociaż się zastanowicie. Nikt nie każe Wam się przebranżowić. Czasami małe, niepozorne  kroki  mogą okazać się przełomem w odniesieniu do całości. 


 WYBRANE METODY PLANOWANIA CZASU

  • ALPEN : prosta i efektywna metoda nazywana często klasykiem wśród metod rozporządzania czasem. Jej nazwa ( jak większości innych) powstała od pierwszych liter poszczególnych etapów. W tym przypadku zawdzięczamy ją niemieckiemu słownictwu ( Aufgaben, Lange schatzen, Pufferzeiten einplanen, Entscheidungen  treffen, Nachkontrolle)
     - stworzenie listy aktywności i zadań wykonywanych w ciągu dnia, 
     - nadaj każdej czynności wartości czasowe mp. mycie naczyń 5 minut, czytanie 30min itd.
    - znając przybliżony czas jaki zamie Ci praca, zaplanuj ją w stosunku 60:40 procent.Przykładowo           przy 8 godzinnym dniu pracy w domu 60% poświęć na zadania do wykonania, a 40%              pozostaw  sobie jako margines który przeznaczysz na ewentualne dokończenie zadań 
         lub procesy kreatywne.
     -  ustal priorytety , wpisz najważniejsze do terminarza, 
     -  kontroluj realizację, oznaczaj wykonane już zadania

  • ABC - jedna z najprostszy metod, Czynności dzieli na trzy grupy wg priorytetów oznaczając je kolejno A ( ważne czynności do samodzielnego wykonania), B (ważne, ale nie priorytetowe: przy wykonywaniu możliwa pomoc innych osób) , C (mało ważne, możliwe do odłożenia w czasie lub do wykonania przez inne osoby). 


  • Kwadrat Eisenhowera : klasyfikacja czynności po uwzględnieniu ich ważności
Ciekawa jestem jak to jest z tym czasem u Was? Korzystacie z dostępnych metod?