"Tamte dni, tamte noce" czyli historia pewnej miłości...

Wstęp do tego wpisu powinien wyglądać ni mniej ni więcej tylko tak: "Z polecenia Ania Maluje",  bo to właśnie u niej po raz pierwszy wyłapałam w jednej z relacji ten tytuł... Książka wydana w 2007 roku po przeszło dekadzie zaczęła na nowo czarować włoskim klimatem lat '80., a stało się to za sprawą L.Guadagino, który zainspirowany wydarzeniami zamkniętymi na kartach postanowił przenieść je na duży ekran. Premiera światowa miała miejsce w styczniu 2017 roku, ale dopiero teraz film ten pojawił się w polskich kinach. Co przykre z punktu widzenia widza, na zdecydowanie zbyt krótki okres czasu. W mojej okolicy już po 1,5 tygodnia od premiery ciężko było trafić na seans o dogodnej godzinie, a niektóre z kin zrezygnowały z wyświetlania tej produkcji w ogóle. Nie jest to historia, która przyciągnie każdego, ale stanowi miłą odmianę od pozostałych mało ambitnych produkcji.Wracając jednak do książki...


"Call Me by Your Name"  oryginalny tytuł książki został mocno skrzywdzony przez tłumaczenie, które nijak się ma do treści książki, no chyba,  że rozpatrujemy ją wyłącznie jako zbiór wspomnień z minionych lat. Skąpane w słońcu Włochy mnie mimowolnie kojarzą się z wybujałą namiętnością i chociaż jak to ujęła moja znajoma "rozpusta leje się w  tej historii strugami", to w moim odczuciu mamy tu  do czynienia z nieśmiałym, jednym z przyjemniejszych obrazów miłości homoseksualnej. Elio, nastolatek spędzający z rodzicami kolejne lato w jednej z włoskich miejscowości oddaje się namiętnie dwóm przyjemnościom: czytaniu i grze na fortepianie. Sielankowy wyjazd  przerywa przybycie na miejsce młodego Amerykanina, pracującego nad doktoratem stypendysty. Początkowo nastolatek mocno uprzedza się do gościa którego ze względu na jego zachowanie, uznaje za  aroganta. Nie mniej jednak z czasem długie rozmowy i wspólne przemyślenia sprawiają, że między młodymi rodzi się nietypowa więź, daleko jej jeszcze jednak do uczucia. Z czasem obaj podejmują próby poznania intencji  drugiej strony poprzez rzucane aluzje czy przypadkowy dotyk.Jednocześnie w tym samym czasie Elio jako dorastający nastolatek walczy ze swoją rozwijającą się seksualnością. Z jednej strony nabiera doświadczenia w tematach damsko - męskich, z drugiej pragnie doświadczyć czegoś nowego z mężczyzną. Jego rozterki idealnie ujęte w książce, w filmie zostały niemal całkowicie pominięte, przez co ja będę się trzymać stwierdzenia, że najpierw książka, później film. Im bliżej wyjazdu Olivera, tym głębsze uczucie rodzi się między mężczyznami. Przekraczają oni przyjacielską granicę oferując sobie o wiele więcej...Wakacyjny romans może się okazać rozczarowujący zwłaszcza dla tych, którzy liczyli na happy end, nie mniej jednak dochodzimy do momentu w którym obaj mężczyźni z nutą rozrzewnienia wspominają to, co połączyło ich przed laty. 



Z reguły nie porywam się na książki dotyczące społeczności LGBT, głównie przez to, że autorzy chcą podkręcić temat serwując mocno wynaturzone i wręcz wulgarne opisy. Andre Aciman zrobił to w sposób niewymuszony i  subtelny, a przedstawione przez niego sceny bliskości wydawały się naturalnym porządkiem rzeczy w opowiedzianej przez niego historii. Zwłaszcza w książce (ale w filmie również, jednak w mniejszym stopniu) daje się poznać pełna akceptacja ze strony rodziców.  Pewnie gdyby nie szum medialny wynikający z premiery filmy przeoczyłabym tę pozycję, a tak zaciekawiona treścią postanowiłam również obejrzeć film. Nie jest to typowa produkcja kasowa. Prócz sporej dawki przemyśleń z ekranu dociera do nas pełna napięcia cisza, przerywana w istotnych momentach idealnie dobraną muzyką. Faktem jest, że nie pasuje ona zupełnie do utworów tamtych lat, ale w połączeniu z włoską idyllą tworzy spójną całość. Warte uznania są również kreacje głównych bohaterów. Jestem pełna podziwu zwłaszcza dla odtwórcy roli Elio, bo musiał się zmierzyć z trudnym zadaniem, a jednocześnie przekonać widza swoją autentycznością. Cieszę się, że miałam okazję na to jedno lato przenieść się z bohaterami do ich pełnego namiętności świata.

Czytaliście, oglądaliście?!


Komentarze