zakładki

poniedziałek, 30 marca 2020

Proraso, historia o tym jak balsam do brody zawrócił w głowie kobiecie...

Udostępnij ten wpis:
Historia z tych, co zdarzyły się jednak nie tak dawno temu. A biorąc pod uwagę  wciąż młody wiek uczestników całego zdarzenia, można śmiało rzec, że miała miejsce współcześnie.No może kilkanaście lat wstecz, ale nie bądźmy aż tacy drobiazgowi...



Spotkała go pierwszy raz w szkole podstawowej. Działo się  to jeszcze latach, gdy rowerowe wycieczki do pobliskiej miejscowości wzbudzały w uczniach głęboki entuzjazm. Była właśnie podczas jednej ze znienawidzonych lekcji wf i wtem ujrzała jego...   Trochę sobie śmieszkuję, ale nie do końca, bo faktycznie wtedy pierwszy raz zobaczyłam swojego obecnego męża. Każde z nas przeżywało jednak mający nastąpić niedługo etap - gimnazjum. Jedyne dobre, co wspominam z tego okresu to koniec trzeciej klasy i myśl, że nie będę musiała tam wrócić.  Pierwsze dwa lata spędzili na pisaniu (należy pamiętać, że był to okres, gdy GG przeżywało swój złoty wiek), by w końcu ostatni rok nauki zmusił tych dwoje do kolejnego kroku... Czternaście lat razem zleciało jak jeden dzień, a w tzw. międzyczasie on postanowił zapuścić  brodę... 

I tu przechodzimy do smutniejszej części historii, bo chociaż ona próbowała i wciąż podrzucała mu nowe kosmetyki do pielęgnacji, to jednak on nie dał się ponieść barberskiej fascynacji. Nie stał się "współczesnym drwalem", który pół dnia zamiast w lesie, spędza przed lustrem. Chciała się już poddać, ale ostatkiem sił kliknęła na jedną rzecz z całej masy ciekawego asortymentu. Kolejnego dnia historia nabrała tempa, bo w drzwiach pojawił się kurier z pudełkiem. Postanowiła, że pierwsze sama dokona selekcji. Wyjęła urocze zawiniątko, by w chwilę później trzymać w dłoniach szklaną butelkę z zaskakującą zawartością...Gdyby to była bajka, to śmiało mogłabym określić ją mianem eliksiru miłości. Odkręciła delikatnie i ulała na dłoń odrobinę z ciekawości - jak to kobieta. W chwilę później po domu niczym magiczna mgła rozszedł się zapach drzewa i tajemniczych przypraw. Obiecała sobie, że każdego dnia natrętnie będzie przypominać mu o potrzebie użycia balsamu. Okazało się jednak, że zapach uwiódł nie tylko ją, i ostatecznie działanie to nie było potrzebne. Teraz oboje trwają w szczęściu pachnącym szafranem i cedrem.




BALSAM DO BRODY Z DRZEWEM I PRZYPRAWAMI...
to jedna z licznych możliwości od Proraso, jakie znalazłam na stronie . Przyznaję, że wybór nie był łatwy, bo oboje lubimy ciężkie nuty, ale przełamane czymś energetycznym. Zwykle stawiamy na połączenie z cytrusami, ale w tym przypadku mieszanka cedru, kminu, szafranu i wanilii nie dała mi spokoju. Szklana, mieszcząca 100ml produktu butelka mieści w sobie coś pomiędzy płynem po goleniu, a mleczkiem. Dzięki takiej konsystencji wydobycie produktu z opakowania nie stanowi problemu. W składzie oprócz wspomnianych nut lekko wyczuwalny jest olej eukaliptusowy, znany  w kosmetyce z właściwości antyseptycznych, ale również wykazujący działanie uspokajające. Oboje zwróciliśmy uwagę na to, że przy regularnym stosowaniu zarost stał się przyjemniejszy w dotyku, bardziej podatny na układanie. Plusem jest, że nie pozostawia tłustej,  lepkiej warstwy, a jednocześnie na długo zachowuje niezmieniony  zapach. Z tej samej linii dostępny jest jeszcze olejek (na który się nie skusimy) i ampułki (które wypróbujemy).Nie ukrywam jednak, że na obojgu kosmetyk ten zrobił na tyle dobre wrażenie, że jesteśmy ciekawi pozostałych wersji zapachowych. 

Jeśli będziecie kiedyś stały przed wyborem prezentu dla bliskiego Wam mężczyzny, dla kolegi z pracy, brata to zajrzyjcie na Trendhim, na stronie znajdziecie nie tylko kosmetyki, ale również gadżety, które uszczęśliwią niejednego nawet najbardziej wybrednego faceta.Wpis powstał przy współpracy z marką, jednak oboje jesteśmy pewni, że nie będzie to przelotny romans, a dłuższy związek...

wtorek, 24 marca 2020

Książkowe 5 minut! od reportażu po powieść...

Udostępnij ten wpis:
Przymusowa przerwa od pracy sprawiła, że nadrabiam czytelnicze zaległości. Chociaż gorzej z motywacją do recenzowania. Dzisiaj przedstawiam tytuły, które wpadły mi w ręce w pierwszych miesiącach bieżącego roku. Nie da się ukryć, że kocham reportaż, ale trafiło się również coś po co normalnie nie sięgam. Ciekawa jestem ile z tych pozycji jest Wam znanych? A może macie dopiero w planach sięgnąć po którąś z nich?


"Drzazga.Kłamstwa silniejsze niż śmierć"- Mirosław Tryczyk

 
Tytułowa drzazga okazała się niezwykle bolesna podczas lektury i wiem, że u niektórych czytelników będzie się dodatkowo jątrzyć. Autor, Mirosław Tryczyk postanowił poruszyć tą część historii naszego kraju, która miała miejsce, ale o której nie chcemy ani mówić, ani pamiętać. A właśnie tą pamięć w przekonaniu twórcy jesteśmy komuś winni. Winni  Żydom,  nie tym którzy  zginęli w obozach, ale  tym, których niejednokrotnie w bestialski sposób zamordowali ich polscy sąsiedzi.  Tryczyk  drąży wiele historii, w tym tą dotyczącą jego rodziny. Już wtedy dociera do niego, że bliscy nie chcą o tym mówić.Wspominają tylko dobre aspekty nieżyjących już zmarłych, a jako jeden z argumentów przeciwko Żydom wykorzystują ten powszechnie rozpowszechniany: "oni by nam wszystko zabrali". 
Jak silną nienawiść musiała wzbudzić względem Polaków i Żydów wojna, że w miejscowościach w które wcześniej wspólnie zamieszkiwali zaczęło dochodzić do  tak dramatycznych wydarzeń jak m.in masowe spalenia. Jaką "rozrywką" było dla tych mieszkańców  patrzenie na śmierć, jak w przypadku młodej Żydówki, która próbowała utopić się z dzieckiem w stawie, by uciec przed brutalnym, zbiorowym gwałtem? Autor nie oszczędza brutalnych szczegółów i historii, w które aż ciężko uwierzyć. Swoją opowieść popiera dokumentacją historyczną i wspomnieniami żyjących jeszcze w tamtym okresie osób. Tych chcących rozmawiać jest jednak niewielu, pomimo upływu lat boją się wykluczenia ze społeczności w której dorastali i nadal żyją. Nie jest to lektura łatwa. Wymaga  od czytelnika  nie tylko umiejętności spojrzenia na całość z dystansem, ale także jej samodzielnej  oceny.  Ocena: 6/6



"Przyjaciel człowieka" - Andrzej  Pilipiuk


  Przy Pilipiuku- czy podczas czytania czy podczas odkładania na półkę, mam ten sam dylemat. Zastanawiam się, czy książka trafiła w dobre miejsce. Jak widać nie tylko mnie dosięgają powyższe rozterki, bo hurtownie księgarskie również przypisują mu raz fantastykę, raz sci-fi raz historię, a jeszcze w innym przypadku  literaturę piękną polską. Nie chodzi tu nawet o to, że autor balansuje na granicy tych gatunków, ale że są one naprawdę ciężkie do określenia.  Czytający sci-fi ominą jego pozycje bo po opisie na obwolucie stwierdzą, że to nie dla nich. Zakochani w literaturze pięknej polskiej czy powieściach historycznych dojdą do wniosku, że ktoś podjął decyzję o złej kwalifikacji. I jedni i drudzy na tym  stracą. Dlaczego?! Bo jego książki łączy wspólny mianownik- głęboki przekaz, nie dla konkretnego czytelnika, ale dla człowieka. 
"Przyjaciel człowieka" to zbiór czterech dłuższych opowiadań.Pozycja należy do cyklu oznaczonego jako Światy Pilipiuka- tom 11, ale muszę tu zaznaczyć, że bez obaw można czytać ją jako samodzielną pozycję.Każde z opowiadań ma na celu przedstawienie czytelnikowi zachowań ludzkich w wyjątkowych, często niebezpiecznych sytuacjach. Odnajdziemy tu znaną już ze wcześniejszych książek postać doktora Skórzewskiego, który tym razem trafia do niemieckiej ekspedycji naukowej. Jak wpłynie to na jego zachowanie? Czy kolejny raz pokaże swój "charakter"?
Trafimy w sam środek wojny w post-apokaliptycznym świecie. Będziemy mieli okazję spojrzeć na widmo świata, do którego niestety jako społeczeństwo dążymy. Czy faktycznie z czasem to maszyny będą w stanie okazać nam więcej miłości niż drugi człowiek? 
Ruszymy też w podróż na wyspę, za którą od lat ciągnie się śmiertelne widmo. W tym wszystkim jest też miejsce na kolejny wątek z udziałem doktora Skórzewskiego, który tym razem udaje się do Wenecji  na zjazd lekarzy dotyczący nowej metody leczenia  chorób psychicznych. Jak historia wyspy połączy się z obecnie utworzonym tam szpitalem dla obłąkanych? 
W jednym z opowiadań pojawi się znana już wcześniej z twórczości autora postać Roberta  Storma. Poszukiwacz wraz z parą młodych ludzi trafia na grecką wyspę,gdzie wspólnie poszukują cennych pamiątek po dziadku wspomnianej pary. Nie czytam (jeszcze) fantastyki, powieści historyczne również nie należą do najczęściej wybieranych przeze  mnie gatunków, ale jednak ta książka ze względu na całokształt zostanie ze mną dłużej. Krótkie, lecz trafne historie zmuszają do przemyśleń nie tyle na temat świata, ile samego siebie. Co zrobilibyśmy my, we wspomnianych sytuacjach? Ocena:5/6



"Prostytutki.Tajemnice płatnej miłości"-  Magda Mieśnik, Piotr Mieśnik



Zatęskniłam za głośnymi, kontrowersyjnymi reportażami  i... luty zaczął w takie obfitować. Pierwsza pozycja, która zwróciła moją uwagę dotyczy nie tylko pracy wspomnianych tytułowych prostytutek, ale odnosi się do całego polskiego seksbiznesu. Autorzy zdecydowali się zajrzeć do świata, o którym wiadomo, że istnieje, ale gdzieś obok nas. Do rozmów zachęcili kobiety, które zaczęły zarabiać swoim ciałem, bo zmusiło ich do tego życie. Wbrew pozorom wśród prostytutek jest też spory odsetek pracujących z własnej woli, podoba im się taka praca i szybki pieniądz, ale też całkiem spore grono, które zmusiła do tego rodzina. Co dramatyczne, zwykle inicjatorkami pierwszych spotkań były... matki dziewczyn, które same w młodości dorabiały w ten sposób.
Sporo miejsca poświęcono seksbiznesowi w czystej postaci. Odniesiono się tu do historii opisanej szerzej przez P.Krysiaka w książce "Dziewczyny z Dubaju" i konsekwencjach, a raczej w większości ich braku, w przypadku inicjatorek tych wyjazdów. Sporo tu informacji o stawkach czy samej ofercie.
Przytoczone historie zwracają uwagę swoją brutalnością. Chociaż prostytucja przynosi spore zyski, straty emocjonalne i psychiczne,  jakie ponoszą parające się nią kobiety nie są możliwe do wycenienia. Ocena 4/6




"Berdo"- Anna Cieślar


Debiut, po który sięgnęłam z pewnego względu- jego akcja toczy się w Bieszczadach. Nie mogłam więc ominąć tej pozycji, zwłaszcza że w książce przewija się też jedna z głównych ulic Sanoka- ta, przy której znajduje się nasza księgarnia. 
"Berdo" już na samym początku kusi czytelnika okładką.Chce się ją mieć i poczuć ten dziewiczy, fragment Bieszczadów, do którego nie wtargnęła jeszcze komercja, ze swoją mega mocą,  siłą sprzedaży. Historia ojca i syna wyróżnia się na tyle innych właśnie tym, że w opowieści tej brak czułej i kochającej matki, która sama musi walczyć o byt swój i dziecka. Tu jest on- facet, któremu okazywanie uczuć przychodzi z trudem. Mężczyzna, którego życie nauczyło, że kochać bardzo często jest równoznaczne z pozwolić odejść... Bez stałej pracy, a jedynie z groźną dla niego i bliskich smykałką do kłusownictwa.Jedno nieudane zlecenie- bo chociaż to środek dziczy, to jednak nie zawsze zwierzyna daje się podejść- i problem gotowy. Chwilowy dramat przeradza się w błąd życia od którego nie ma  jak i dokąd uciec. 
Jak najszybciej scharakteryzować "Berdo"? To męska historia wypełniona trudnymi emocjami w której oprócz relacji ojca z synem opisana jest historia poplątanej męskiej przyjaźni. Cieślar w swojej powieści udowadnia, że bez względu na okoliczności, każdy z nas potrzebuje kogoś obok. Ocena: 4/6 



"Szkodliwa medycyna"- Ben Goldacre


Moja wrodzona ciekawość nie pozwoliła mi przejść obojętnie obok najnowszej pozycji Dr. Bena Goldacre’a o jakże intrygującym tytule „Szkodliwa medycyna” Jak dziwnie to brzmi, gdy mamy świadomość, że autorem publikacji jest lekarz, dziennikarz naukowy. A może właśnie przez to warto sięgnąć po tę pozycję? Któż może znać lepiej sprzedawane pacjentom triki, których priorytetowym  celem zbyt często jest chęć zarobienia, a nie prawdziwa potrzeba niesienia pomocy potrzebującym.
Napisana w 2008r. książka wciąż wydaje się być nad wyraz aktualna. Goldacre porusza w niej wiele zagadnień, ale zdecydowanie tym które najbardziej zaprząta jego głowę jest homeopatia. Coraz więcej osób skłania się ku leczeniu metodami medycyny niekonwencjonalnej. Fakt ten sam w sobie nie jest  problemem , jeśli osoby te podchodzą do tematu racjonalnie. Niestety wielu o spośród współczesnych uzdrowicieli zależy tylko na szybkim wypromowaniu swojej osoby  i  znacznym zarobku przy niewielkim nakładzie pracy. Ich działania stanowią idealną pułapkę dla sfrustrowanych i oczekujących szybkich efektów osób.
Całość przeczytałam z zaciekawieniem. Jest to pozycja dla osób zainteresowanych tematem medycyny jak i podatności ludzkiej psychiki. Wydawnictwo zadbało o naprawdę przyjemną oprawę reportażu. Twarda obwoluta i przyjemny dla oka kredowy papier  zdecydowanie zaspokoją czytelnicze zmysły. Ocena:5/6

wtorek, 25 lutego 2020

Slavicbox na Jare Gody. Czy było warto?!

Udostępnij ten wpis:
Swoją historię zacznę od banału. Pobyt w UK sprawił, że rozbudziłam w sobie pokłady patriotyzmu, o których istnienie nawet bym się nie podejrzewała. Czasami wystarczy stracić na chwilę coś ważnego i "TAA DAAAM"- przychodzi objawienie. Nie wiem czy to słowo jest jednak adekwatne  do sytuacji, biorąc pod uwagę fakt, że wówczas zaczęłam interesować się mocniej okresem sprzed wchodzącego na nasze ziemię chrześcijaństwa. Nie mniej jednak odnalazłam to, czego szukałam. A szukałam wszędzie- nawet na instagramie- i właśnie tam trafiłam na profil  @slavicbook. Okazało się, że grono słowiańskich dziewczyn jest liczne, a tradycję ma kto podtrzymywać. Ale czasami trzeba się nieco wspomóc, pocieszyć i ciało i duszę. Z takiej potrzeby powstał slavicbox - pudełko wypełnione słowiańskością.  


W moje ręce (i w wiele innych, bo zainteresowanie było spore) trafiło pudełko stworzone przez wspomnianą już w poście Zmorę Wiktorię oraz Wiedźmę Anię @aniversum.pl To pierwsza edycja, stworzona z myślą o celebrowaniu Jarych Godów. Wspólnie przygotowujemy się do świętowania wiosny, a ta zamiast dotrzeć do nas w marcu, pojawiła się nieco wcześniej. O tym czym jest to święto i jakie tradycje za nim stoją przeczytacie w sieci mnóstwo artykułów. Zdaję sobie sprawę, że nie każdy może się jarać jego istnieniem tak jak ja, więc...



Najgorsze były te godziny w pracy, gdy widziałam pojawiające się pierwsze informację o odebranych od kuriera pudełkach... Specjalnie odpuściłam social media, by móc cieszyć się samodzielnie z paczki niespodzianki. Muszę tu zaznaczyć, że chociaż pudełka były do zakupienia pod koniec zeszłego roku, to do tej pory ich zawartość stanowiła tajemnicę. Oficjalnie miałyśmy je otworzyć właśnie w dzień święta, ale podejrzewam, że jak to  u bab- ciekawość nie dała żyć. W środku  oprócz karty na której znalazłam opis zawartości,  pojawiła się także broszura dotycząca samej inicjatywy, tradycji itp.




Jako pierwszy odkryłam kubek. Tego nigdy dość, a z taką klimatyczną grafiką jeszcze żadnego dotychczas nie posiadałam. Do pary znalazła się herbata na miotle ;) Idealny wiedźmi atrybut. Z jadalnych elementów, znalazłam w czeluściach pudełka dodatkowo worek wypełniony mieszanką ziół.  Kolejno zestaw diy do stworzenia własnej symbolicznej Marzanny, magnes i gadżety z folkowymi grafikami oraz ziołowe mydło. Z tego, co podejrzałam w sm, dostępne były różne wersje, w moje łapki wpadła ta z sokiem z róży.  Zupełnie zapomniałabym o ekologicznej doniczce i nasionach brzozy, które przez przypadek uznałam za paprochy i razem z papierkiem trafiły wstępnie do kosza...ups...



Wszystko mi się podoba, ale nie ukrywam, że najbardziej ucieszyły mnie dwie rzeczy: prasa do roślin. Już samo wykonanie mnie rozczuliło, grafika jest obłędna. Z pewnością wykorzystam ją w najbliższym czasie i będę sięgać również w przyszłości.  Kolejną rzeczą jest pełna pozytywnej energii bransoletka określona mianem "serca lasu", na którą składa się diopsyd oraz hematyt. Od razu trafiła na moją rękę i wcale nie mam ochoty się z nią rozstawać.



Najgorsze dla mojego portfela jest to, że już niedługo ruszają zapisy na kolejną edycję - tym razem motywem przewodnim będzie Noc Kupały. Oj, to święto bardzo miło wspominam, bardzo miło... 

Ciekawa jestem czy wśród Was są osoby, które zdecydowały się na zakup. Jak wrażenia? A może ktoś ma ochotę na kolejne wydanie?

poniedziałek, 30 grudnia 2019

Cytując Tokarczuk : Prowadź swój pług przez kości umarłych.

Udostępnij ten wpis:
Jedni ją kochają, inni nienawidzą ,a  jaką autorką jest dla mnie?! Swoją przygodę z twórczością Olgi Tokarczuk rozpoczęłam, moim zdaniem, zupełnie niefortunnie. Sięgnęłam po opowiadania, eseje... "Szafa" , "Lalka i perła" niestety te historie zupełnie nie przypadły mi do gustu.Chociaż to krótkie formy, męczyłam się z nimi okrutnie. Na szczęście ekranizacja "Prowadź swój pług przez kości umarłych" zachęciła mnie do sięgnięcia po książkę. Mówię na szczęście, ponieważ dłuższe formy Olgi Tokarczuk to według mnie zupełnie inna bajka. Jednak pod jakim kątem byśmy nie oceniali jej twórczości, to pewnym jest że stanowi ona skarbnicę mocno intrygujących cytatów. Dzisiaj postanowiłam przedstawić Wam te fragmenty książki "Prowadź swój pług...", które uznałam za najciekawsze. Jest to bardzo subiektywne zestawienie.Ciekawa jestem czy zgodzicie się ze mną, że wnoszą one coś do naszego życia.Autorka zaskoczyła mnie przy tej pozycji  specyficznym poczuciem humoru, ironią i sarkazmem. 


 

To w stopach kryje się cała wiedza na temat Człowieka, tam spływa  z ciała ważki sens tego, kim naprawdę jesteśmy i jak odnosimy się do ziemi. W dotknięciu ziemi, na jej styku z ciałem mieści się cała tajemnica-  że jesteśmy zbudowany z pierwiastków materii i jednocześnie jej obcy, oddzielni.Stopy - to są nasze wtyczki do kontaktu.



Przywitałam się z suką Wielkiej Stopy, która rezydowała od kilku godzin u  Matogi. Poznała  mnie ucieszyła się wyraźnie na mój widok. Machała ogonem i zapewne nie pamiętała już, że mi uciekła. Niektóre  psy bywają głupiutkie, podobnie jak ludzie, i ta suka na pewno do nich należała.


 Śmierć jest u bram, pomyślałam. Lecz śmierć przecież zawsze jest u naszych bram, o każdej porze dnia i nocy, odpowiedziałam sobie. By najlepiej rozmawia się samemu ze sobą. przynajmniej nie dochodzi do nieporozumień.

 Czasem myślę, że tylko chory jest naprawdę zdrowy.




- Śpisz? - zapytał
- Czy jesteś religijny?- musiałam mu zadać to pytanie.
-Tak- odpowiedział z dumą. - Jestem ateistą.

Wszystko przeminie. Mądry człowiek wie o tym od  samego początku i niczego nie żałuje.


Podyskutujmy. Może ktoś chce opowiedzieć o tym, czy noblistkę znał wcześniej, czy może to niedawne odkrycie?! 

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia