zakładki

wtorek, 20 sierpnia 2019

Jak się przyrządza "Przetwory z pomysłem"? Patrycja Machałek

Udostępnij ten wpis:
W kuchni unosił się aromatyczny zapach ziół. Tym razem nie stanowiły one jednak bazy produktów leczniczych, ale były idealnym dodatkiem do sezonowych przetworów. Uwielbiała połączenie śliwek z kardamonem, jabłek z cynamonem czy brzoskwiń z goździkami. Nieobca była jej również bazylia, rozmaryn i tymianek. Dla niektórych te niecodzienne połączenia smaków były nie do przyjęcia, inni trochę się ich bali, a byli i tacy, którzy chcieli spróbować, ale nie wiedzieli jak... Ona wiedziała jednak, że jesienią i zimą przetwory przyniosą jej radość i umilą nie jeden wieczór przy kominku z dobrą książką w dłoni. Nic tak nie cieszyło współczesnej szeptuchy, jak wypełniona słoikami spiżarnia. Nie wszyscy mieli jednak  taką wyobraźnię. Na szczęście znalazła się kobieta, która  postanowiła zebrać w książce  te  odważne przepisy na "Przetwory z pomysłem"...




Przy tworzeniu książki Patrycją Machałek kierowała  miłość do kuchni i tworzenia apetycznych specjałów. Swoją przygodę z twórczością tej autorki osobiście rozpoczęłam jednak kilka miesięcy temu, gdy światło dzienne ujrzała jej pierwsza książka "Siła ziół". Początkowo, w przypadku obu pozycji,  zakochałam się przyjemnym dla oka wydaniu: twarda oprawa, złocenia, a wewnątrz oprócz ciekawych grafik sporo ciekawostek i  szczegółowych opisów. Wiedziałam, że kolejny tytuł będę chciała gościć nie tylko na swoim regale z książkami, ale zwłaszcza i w kuchni.


"Przetwory z pomysłem" nie są  jedynie zbieraniną gotowych przepisów. Autorka początkowo wprowadza nas w świat różnych metod pasteryzacji, opisuje związane z nią zagadnienia, dzięki temu czytelnik może się dowiedzieć, czym jest pektyna lub agar. Taki sposób prezentacji pozwala też na stworzenie czegoś osobom, które wcześniej nie miały doświadczenia w kuchni. Dodatkowo całość została podzielona na rozdziały, a  wśród nich znajdziemy takie poświęcone konfiturom,  marmoladom, ale też nalewkom czy solonkom. Fajnym uzupełnieniem jest także dział poświęcony tak modnym ostatnio kiszonkom. Zdecydowany plus należy się również za  umieszczenie na końcu książki kalendarza,  według którego możemy tworzyć pyszności nie tylko w sezonie, ale przez cały rok. Całość  zwraca uwagę. Pozycja ta nie dość,  że pięknie prezentuje się na półce,  to jeszcze jest w stanie zaspokoić nie tylko początkujących, ale także zaawansowanych kuchennych twórców.

patrycja machałek

W mojej spiżarni pojawiło się już całkiem sporo słoików wypełnionych smakowitym latem. Wciąż jednak przymierzam się do przepisów na octy i kiszonki, bo jest to dla mnie zupełna nowość. Ciekawa jestem czy stawiacie na klasykę? A może jesteście ciekawi tych unowocześnionych przepisów?


"Przetwory z pomysłem" otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak Literanova, fakt ten nie ma jednak wpływu na moją opinię dot. książki. Wcześniejszą pozycję autorki kupiłam samodzielnie i jeśli pojawią się kolejne tytuły, z pewnością uzupełnię swoją kolekcję ;) 

wtorek, 9 lipca 2019

Sponsorzy spotkania w Stalowej Woli

Udostępnij ten wpis:
Nadszedł ten moment, kiedy szczegółowo mogę przedstawić Wam sponsorów spotkania, w którym brałam udział w połowie czerwca. Dobrze się nie obejrzałam, a już prawie miesiąc za mną, co ma swoje plusy, bo w tej chwili mogę już coś więcej powiedzieć na temat otrzymanych produktów.Pełnych recenzji spodziewajcie się jednak dopiero za jakiś czas. Na wstępie muszę wspomnieć, że kilka z nich było mi już wcześniej znanych, inne to całkowite nowości.




"Czas na wnętrze" jest jedną z tych pozycji, które znam od dawna... i kupuję. Zawsze kręciły mnie pisma wnętrzarskie, a teraz w związku z nowym życiowym projektem będę mogła przenieść swoje wizję w rzeczywisty wymiar. Nasz dom będzie jak muzeum, do którego wkradły się się elementy nowoczesności. Z jednej strony zawsze marzyła mi się sielska chata, z drugiej fajnie byłoby mieszkać w loftowym wnętrzu. Największą niespodzianką okazał się dołączony do magazynu bon, umożliwiający skorzystanie z półrocznej bezpłatnej prenumeraty. Oczywiście ja już czekam na swój pierwszy numer. 

Niezmiernie mnie cieszy, że pierwszy raz ze spotkania wyszłam z taką ilością materiałów do przeczytania. Wśród nich znalazły się i branżowe czasopisma, coś dla dzieci oraz książki. W związku z tym ostatnim będę miała dla Was za kilka dni niespodzankę na instagramie, zachęcam do zajrzenia na mój profil. 


Młodym sportowcem nie jestem i to już się raczej nie zmieni, ale temat żywienia nie jest mi obcy i staram się w swoim życiu wprowadzać zmiany. Pozostałe pozycje były chyba przygotowane pode mnie, bo blogowo zaczynałam od tematów kosmetycznych, co z czasem zaczęło ewoluować. A podtytuł z kolejnej książki... hmmm ;) Kobiece czytadła zawsze są u mnie w cenie w okresie wakacyjnym. W ciągu roku czytam tyle drastycznych reportaży, że czasami dla swojego zdrowia psychicznego muszę sięgnąć po coś z innego gatunku.



Nie mam zbyt wiele czasu na tradycyjne  gotowanie, ale przetwory uwielbiam robić i z chęcią korzystam z sezonowych dobrodziejstw. Cieszy mnie, że w moje ręce trafiły pozycje które znam, ale i nowości jak "Sól i Pieprz" czy "Kuchnia". Ponieważ sama nie mam dzieci, kolejne fanty przekazałam w "odpowiednie ręce" małego czytelnika. Brokatowa kokarda z LOL zrobiła furorę na głowie małej blondyneczki.  Część, o ile nie większość uczestniczek spotkania, posiada już dzieci i do nich skierowany był magazyn Mint, do którego ja podchodziłam trochę jak pies do jeża, bo bałam się, że nic tam dla siebie nie znajdę. Dobrze, że piękne  wydanie zachęciło mnie do zajrzenia do środka, bo tam wbrew pozorom znalazłam sporo artykułów które okazały się interesujące bez względu na wiek czy płeć. 


Pojawił się również element kosmetyczny, a właściwie coś dla fanek kolorówki. Firma Revers przygotowała dla nas paczki wypełnone po brzegi kosmetykami  potrzebnymi do wykonania makijażu. Jak każdą srokę moją uwagę skupiły w większości rozświetlacze do twarzy. Płynnej wersji używam niemal codziennie.  Jedyne z czym mam problem, to lakier utwiardzający się pod wpływem światła. Nie potrafię nim bezproblemowo pomalować paznokci, ale może z czasem...





Podczas spotkania odbyły się małe warsztaty kulinarne.  O ile z gotowaniem bywa różnie, o tyle temat jedzenia nie jest mi na szczęście obcy ;)  Jestem otwarta na nowości więc gdy odkryłam już po powrocie do domu intrygujące ekologiczne pudełko musiałam zajrzeć do środka... To mój pierwszy kontakt z Helpą, nie kojarzę nawet tych produktów ze sklepowych półek i muszę doczytać gdzie prócz strony producenta są one dostępne. Wśród kasz i kaw znalazłam intrygujące różdzki smaku w wersji owocowej i warzywnej i o nich coś wkrótce opowiem.



Kolejne pudełko skrywało w moim przypadku zapas czarnej fasoli w małych puszkach "na raz". Takie rozwiązanie jest idealne dla osób, które jak ja, brzydzą się nieco używać już wcześniej otwarty produkt. Zmarnować, nic się nie zmarnuję. W tym przypadku trafiło do mnie znane już rozwiązanie i smak ;) Tak samo było zresztą z produktami od kolejnego sponsora- Melvit przygotował dla nas kilka produktów z których dla mnie nowością było Crispy, chrupkie pieczywo. Ich mieszanki Trendy Lunch przewijały się już wcześniej przez moją kuchnię.



Na koniec zostawiłam coś, co tygryski lubią najbardziej... Kubek od MDR z wiadomą grafiką idealnie wpisał się w moje poczucie humoru. Te produkty są mi również znane, bo to częsty wybór klientów w mojej pracy. Niezobowiązujący, zabawny prezent jest w stanie wywołać uśmiech chyba na każdej twarzy. 


 Coś co mnie uwiodło... mocna aromatyczna herbata (nieznana mi wcześniej, a to dziwne) i kubek, który nie nagrzewa się z zewnątrz, a mimo to świetnie utrzymuję temperaturę napoju. Ideał każdej herbaciary <3






Jak sami widzicie sporo firm zechciało wesprzeć to wydarzenie. Dziękuję ;) 



piątek, 21 czerwca 2019

Noc Kupały czy może Świętojańska?! Właściwie wszystko zależy od tego, w co wierzysz.

Udostępnij ten wpis:
Przed nami kilka pięknych dni, a jeszcze ciekawszych nocy. Coraz częściej błędnie używamy zamiennie nazwy Noc Kupały z Nocą Świętojańską. Chociaż mocno do siebie zbliżone, mają odmienne pochodzenie, a właściwie jedna z nich jest nieco starsza, a druga  powstała na potrzeby wprowadzanej wówczas religii.



Słowiańskie walentynki?

Słowianie, a także ludy germańskie i celtyckie w podobny sposób hucznie obchodzili przesilenie letnie. W najkrótszą noc roku oddawały cześć m.in dwóm żywiołom, jakimi są woda i ogień.Dodatkowo kultywowana tradycja skupiała się wokół Słońca i Księżyca, a towarzyszące jej obrzędy miały na celu zapewnienie urodzajnych plonów/zwiększoną płodność. Stąd też w późniejszym okresie Kupałę zaczęto określać świętem miłości. Wpływ na to miał jeden z najlepiej zachowanych elementów, czyli puszczanie wianków. Niezamężne panny zaplatały z ziół wianki, które następnie puszczano  na wodę.Gdy wianek został wyłowiony przez kawalera, wróżyło to pannie rychłe wydanie. Gorzej sytuacja przedstawiała się gdy wianek zatonął, dla dziewczyny był to zwiastun staropanieństwa.

Noc Świętojańska była odpowiedzią na pogańskie święto. Poprzednia tradycja tak mocno trwała w świadomości ludzi, że łatwiej było podjąć próbę połączenia jej z nową religią niż całkowitego wyplenienia. O ile Kupała wypada z 21 na 22 czerwca, o tyle Noc Świętojańska obchodzona jest z 23 na 24, czyli w wigilię św. Jana. Początkowo podejmowano próby scalenia tego obrzędu z obchodzonymi w Kościele Katolickim Zielonymi Świątkami, ale szybko okazało się, że pomysł ten nie cieszy się  większym zainteresowaniem.O pierwszych obchodach wiemy stosunkowo niewiele, bo Kościołowi przez lata zależało jednak na tym, by pamięć o tej tradycji naturalnie zamarła. Tak się jednak nie stało i od XVI wieku powoli wraca on do łask. Obecnie jest jednak okazją do wspólnego spędzenia czasu i do zabawy, a tylko nieliczni skupiają się na pierwotnym podejściu do tego święta.

Nieodłącznym elementem obu świąt było i nadal jest wspólne palenie ogniska. Mówi się również o tym, że dopiero od tego okresu można bezpiecznie kąpać się w rzekach i jeziorach, bo słabnie wówczas moc zamieszkujących wodę bóstw i demonów. 


Kupalnocka, palinocka czy sobótka?

Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta. Wszystko zależy od tego, w jakim regionie kraju mieszkamy. I tak na północy  Polski najczęściej mówi się o Nocy Kupalnej lub Kupale, a już na południu, w tym i w moich regionach mamy do czynienia z nazwą Sobótka. Palinocka znana jest na wschodzie, co do zachodu nie znalazłam większych wzmianek na ten temat. Może ktoś podpowie? :) 
Co ciekawe nazwa sobótka od początku posiadała negatywny wydźwięk. Podobno określenie to stworzone zostało przez Kościół i miało na celu podkreślenie, że święto to zwyczajny mały sabat.

Tradycja...

Wianki wiankami, ale...  Co wytrwalsi poszukiwali kwiatu paproci (kwiat Peruna), który znalazcy  zapewnić miał dostatek. Dodatkowo jednym z elementów tradycyjnego obrzędu były skoki przez ognisko (to najczęściej rozpalano w pobliżu jezior i rzek), mające na celu oczyszczenie oraz ochronę przed nieszczęściem. 

Celowo wrzuciłam zdjęcie książek, które ostatnio kupiłam.W jednej z nich odkryjecie opis rytuału medytacyjnego nie tylko na letnie przesilenie. Znacie powyższe pozycje? Możecie polecić coś w podobnym klimacie?


środa, 19 czerwca 2019

"Spotkajmy się przy kawie" -relacja z pierwszego stalowowolskiego spotkania blogerek.

Udostępnij ten wpis:
Nie jestem świeżynką, w blogosferze "bywam" sobie od kilku ładnych lat, ale za każdym razem przed spotkaniem w większym gronie mam te same obawy. Od pierwszych do tych obecnych w moim podejściu nic się nie zmieniło- nadal jestem typem milczka, albo jak kto woli słuchacza :)  Cieszy mnie jednak, że zmieniło się "nasze" blogerskie podejście i oprócz branżowych plotek i ploteczek (które też są bardzo przyjemnym elementem) zaczyna dziać się coś więcej. Chociaż podczas pisania jestem mocno rozgadana, co ma swoje plusy i minusy, bo jednak dość często odbiegam od tematu. Do sedna więc! Cztery mega energiczne kobiety ze Stali postanowiły wnieść w tamtejsze blogerskie otoczenie nieco świeżości. Dzielnie zabrały się do pracy, wynikiem której było  pierwsze stalowowolskie spotkanie blogerek. A miało ono miejsce 15.06.2019r. w jedną z najsłoneczniejszych sobót miesiąca, dodatkowo w świetnej i niepowtarzalnej scenerii jaką zapewniły nam Kwiaty ze smakiem. Połączenie kawiarni z kwiaciarnią to jedno z bardziej niekonwencjonalnych rozwiązań z jakimi się spotkałam, a jednocześnie jedno  z najpiękniejszych. 


Przyznam szczerze- do końca żyłam w przekonaniu, że jednak mojemu Małżowi uda się mnie zawieźć na miejsce. W Stalowej Woli byłam raz, przejazdem. Centrum miasta stanowiło dla mnie zagadkę, ale nie ukrywam, że fajnie było móc przejechać się kawałek autostradą - to niezmiennie kojarzy mi się z nadchodzącym urlopem :)   Na miejscu zastałam już organizatorki i pierwsze uczestniczki, a chwilę później byłyśmy już w komplecie.


KOMPLET CZYLI....

Zacznę od organizatorek całego zamieszania :)
Ewelina prowadząca bloga Zabawa w gotowanie , Ela znana Wam już pewnie z  Radość kipiąca uśmiechem , Agata czarująca na  the little things oraz Natalia, którą znałam już wcześniej - Mój portret. Napracowały się i stworzyły dla nas wydarzenie wzbogacone o mini warsztaty z kilku dziedzin, ale więcej o tym w dalszej części wpisu.

- Ola,  Nocny Paź,
- Aneta,  Anszpi  i na IG 
- Marcelina, Mamik pisze i na IG
-Alicja,  Alicja z Krainy Czarów  i na IG
- Ania, Mama Cukiereczki  i na IG
- Dominika, Dyed Blonde i na IG 
- Liliana, Beauty Lilly  i na IG
oraz ja ;)

Po chwili na wzajemnie zapoznanie zaczęła się oficjalna część spotkania i pierwsze warsztaty- kulinarne. Wspólnie przygotowałyśmy chłodnik i spring rollsy. Oba dania dotychczas mi nieznane. Plusem chłodnika było ekspresowe tempo przygotowania, chociaż ja jednak z tych, co zupy tylko na ciepło... Spring rollsy  bardzo fajnie się zwijało,  na tyle, że dzisiaj przygotowuję je w domu. Ogólnie mocno zachwycił mnie papier ryżowy, którego wcześniej nie używałam. Mam nadzieję, że w mojej przyszłej kuchni będę odkrywać więcej takich ciekawych produktów.



Następnie już za sprawą Natalii przeniosłyśmy się w świat scrapu, dobrze mi już zresztą znany. Niestety zaniedbałam tą swoją papierową miłość trochę przez pracę, więcej przez remont...


Przygotowanie spotkania to żmudna praca, wiem z autopsji. Nie jest możliwe do zrealizowania bez pomocy z zewnątrz. Dzięki firmom, które zechciały wesprzeć nasze wydarzenie produktowo miałyśmy możliwość na chwilę beztroski, oderwanie się od mocno szarej rzeczywistości.



HELPA, MELVIT, KONESSO, MINT, MEDIA ZAWADA, BURDAMEDIA, REVERS, VIVO, BONDUELLE, GALAKTYKA, ZYSK i S-KA, PRÓSZYŃSKI i S-KA, CUDA WIANKI, MDR, AGORA, AVT,   Cudne zdjęcia są zasługą  Eli z SZAST PRAST

Więcej o tym, co przywiozłam ze sobą ze spotkania  w kolejnym poście. 

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia