W rytmie slow... sanockie spotkanie blogerek okiem organizatora.

W rytmie slow... sanockie spotkanie blogerek okiem organizatora.

"W rytmie slow..." zrodziło się w mojej głowie tuż przed wrześniowym urlopem. Ciągła gonitwa w rytmie "praca-dom" dała mi się wówczas mocno we znaki i marzyłam jedynie o tym, by móc osiągnąć wewnętrzny spokój. Brakowało mi babskich plot, leniwego popołudnia i możliwości poznania produktów innych niż dotychczas.  Moje założenie było z jednej strony proste, a z drugiej trudne, zawalczyć o chwilę tylko dla siebie w tym zabieganym świecie. Chciałam przedstawić  je dziewczynom jak najlepiej, ale nie jestem pewna czy mój przekaz został zrozumiany. Oby ;) 


NoBo Cafe przywitało nas przytulnym wnętrzem. Od koleżanek z pracy wiedziałam, że warto wpaść tam chociażby na kawę czy obłędną tartę. Tak, zdecydowanie i jedno i drugie bardzo mi smakowało, chociaż nie ukrywam, że tamtejsza tarta to danie zdecydowanie dla dwóch osób, a ja szalona wzięłam dla siebie całą...  

Cała historia zaczęła się od informacji podanej w radio. Podobno podczas jednego sprzątania środkami chemicznymi do naszych płuc wędrują substancje szkodliwe, których  jednorazowe działanie porównywalne jest do miesiąca intensywnego palenia. Ruszyło mnie, bo mocno wypominam mojemu mężowi każdego papierosa, a tymczasem sama... Sprzątam, sprzątam, sprzątam! To wymusiło we mnie poszukiwania produktów o podobnym działaniu, ale nie siejących spustoszenia w moim organizmie. Tak trafiłam na Klareko, firmę zajmującą się produkcją (a właściwie tworzeniem) ekologicznych środków czystości.Pomyślałam, że spróbuję, napiszę...  Nawiązałam kontakt z jedną z założycielek, Martą. Ciepła kobieta i co dało się odczuć podczas długiej rozmowy telefonicznej, mocno zaangażowana w działania na rzecz środowiska. Początkowo zaskoczyła mnie chęcią rozmowy, bo zwykle taka propozycja ze strony firmy nie pada, ale już "po" wiedziałam, że była nam obu potrzebna. Jej, by mogła przekazać w przejrzysty sposób założenia firmy i mnie- by odkryć skalę problemu. To smutne, ale tak naprawdę niewiele z nas zwraca uwagę na to co znajduje się w składach środków czystości. A one tak samo jak kosmetyki mają kontakt z naszą skórą. Rozmowa z punktu widzenia konsumenta była dla mnie na tyle pomocna i interesująca, że jej szczegóły pojawią się z czasem na blogu. Zamysł był prosty: móc sprzątać w wolnych chwilach, bez obaw o zdrowie i bezpieczeństwo dzieci. Dlatego też Klareko bazuje na wyciągach roślinnych, ich składy są proste i przejrzyście rozpisane na opakowaniach (nadających się zresztą do recyklingu w PL). Dodatkowo pachną, o czym zresztą każda z nas miała okazję się przekonać.Co ciekawe w ofercie dziewczyn pojawiły się również świece sojowe. 



Miałam szczęście, bo na mojej drodze stanęło jeszcze kilka kobiet chcących podzielić się swoją wiedzą. Kolejną z nich była Kasia, znana w szerszym gronie jako Mandarynka. Z nią też miałam okazję porozmawiać telefonicznie i wyszedł z tego całkiem przyjemny blogerski wywiad.Kultowym produktem Kasi jest właśnie...krem mandarynkowy. Ale w swojej ofercie ma również inne kosmetyki jak maść lawendowa czy balsam kokosowy. "Kręcić" zaczęła w 2015r. Z czasem grono użytkowników sięgających po jej wyroby  rozrosło się poza rodzinę i znajomych.  




Naturativ  to marka wykreowana przez Magdę Hajduk.Jak sama mówi, kosmetyki naturalne od lat były jej pasją. Początkowo dostęp do nich był w naszym kraju utrudniony, więc sprowadzała je z różnych zakątków świata, później zaczęła tworzyć sama. Mocno zainspirowała się dobrem płynącym z natury. Co ciekawe Naturativ pojawił się najpierw na rynkach zagranicznych -2013r., a dopiero później na polskim rynku kosmetycznym - 2016r.



Chciałam, aby spotkanie było spójne tematycznie i mam nadzieję udało mi się stworzyć wspólny motyw. Wśród firm chcących wesprzeć nasze spotkanie pojawiła się także AUTORSKA, księgarnia w której klient ma poczuć się jak u siebie. Tak jest, a wiem co mówię, bo tam pracuję! ;)  Wnętrza odpowiadają tym jakie sami posiadamy w domu. Jest kuchnia, salon sypialnia, a nawet łazienka. Na miejscu można usiąść i w spokoju zanurzyć się w lekturze popijając przy tym aromatyczną kawę czy herbatę. Tym razem uczestniczki otrzymały rabat na zakupy, a na potrzeby spotkania stworzony został konkurs fotograficzny #wrytmieslow. Darmową wysyłkę i promocyjne ceny zapewniła Agata, kobieta tworząca świece sojowe Flaming z drewnianym knotem. Jest to świeżynka na polskim rynku, bo firma istnieje zaledwie od maja 2018r. Pomysł na biznes pojawił się w okolicy świąt, podczas samodzielnego przygotowywania prezentów dla bliskich. Próbkami swoich produktów podzieliła się z nami marka Esito, również zainspirowana naturą. Jej nazwa pochodzi od włoskiego słowa oznaczającego rezultat działania. I tym mają się wyróżniać produkty tej firmy na tle innych.







Postanowiłam, że uzupełnię spotkanie o kilka elementów "od siebie". Dziewczyny otrzymały ode mnie list z informacjami o firmach, ich ideologiach i informacjach o tym jak ważne są zmiany w naszym życiu. Przygotowałam również małe drobiazgi, dzięki którym oddawanie się przyjemnościom sam na sam stanie się łatwiejsze. Obecna pora roku nastraja do schowania się pod kocykiem z kubkiem gorącej herbaty.  Być może oczekiwania dziewczyn były nieco inne, ale mimo wszystko mam nadzieję, że spędziły miłe sobotnie popołudnie w kameralnym gronie. Z tego miejsca pragnę podziękować wszystkim, którzy zechcieli podzielić się z nami swoim spojrzeniem na świat!
Czego nie cierpi niecierpek?! Właściwości i zastosowanie niecierpka himalajskiego w kuchni i kosmetyce.

Czego nie cierpi niecierpek?! Właściwości i zastosowanie niecierpka himalajskiego w kuchni i kosmetyce.

Nigdy nie ukrywałam swojej miłości do jedzenia. Uwielbiam eksperymentować z niecodziennymi składnikami wprost z lasu lub ogródka. Czasami prowadzi to do sytuacji w których znajomi zastanawiają się czy przeżyję kolejny posiłek 😉.  Nie jem niczego o czym najpierw nie poczytam całej masy artykułów bądź książek. Nie jestem typem życiowego ryzykanta, ale pamiętam, że gdy pierwszy raz zaczęłam niecierpek himalajski podgryzać podczas wspólnej wyprawy na ryby... miny  pozostałych uczestników wyrażały wszystko. Sama przez lata tkwiłam w przekonaniu, że jest to roślina całkowicie trująca, bo tak się u nas na wsi mówiło, jednak to pędy spożyte na surowo mogą jedynie spowodować mdłości. Do tej pory nie wiem (i pewie nigdy się nie dowiem) skąd się to błędne myślenie wzięło, i chociaż dostęp do informacji na jej temat obecnie nie jest w żaden sposób utrudniony to jednak popularnością nadal się nie cieszy. A szkoda...

Kwiaty niecierpka himalajskiego

NIECIERPKU, SKĄD JESTEŚ?


To co z pewnością wiemy na temat niecierpka himalajskiego występującego także pod nazwami gruczołowaty, Roylego (Impatiens glandulifera), to fakt, że naturalnie występuje właśnie w Himalajach, a konkretniej w ich  zachodniej części. Został  wprowadzony na tereny innych krajów Azji, Ameryki Północnej i Europy właśnie jako roślina miododajna. Faktycznie podczas lata, a nawet jesieni (wciąż kwitnie), można zauważyć ogromne zainteresowanie owadów jego dzbaneczkowatymi kwiatami. Z dzieciństwa pamiętam, że razem z koleżankami robiłyśmy sobie z nich kolczyki, bo naprawdę wyglądają efektownie.Szybko okazało się, że niecierpek jest w stanie przystosować się niemal do każdych warunków, a już całkiem dobrze mu wzdłuż brzegów rzek. Tam ma idealne środowisko do dalszego rozprzestrzeniania, bo pękające torebki nasienne uwalniają ziarna wprost do wody, która przenosi je dalej, i dalej... Inwazyjność rośliny sprawiła, że zagraża on naszym rodzimym gatunkom.W chwili obecnej jest to na tyle duży problem, że aby móc mieć niecierpek we własnym ogrodzie, trzeba starać się o specjalne pozwolenie. W niektórych miejscach podjęto już próbę mechanicznego zwalczania rośliny, jednak generuje to ogromne koszty i niestety nie zawsze przynosi efekt. Z ciekawszych rzeczy mogę dodać, że podczas wystrzału z torebki nasiennej nasionka mogą pokonać nawet 7 metrów (!), w ciągu roku roślina ta ma możliwość przesunięcia się nawet o 5 km. Aby przedstawić skalę problemu dodam tylko, że badacze ustalili iż na  1m2   może się znajdować nawet do 32 tys. nasion.



Jednym słowem

DO NIECIERPKA TRZEBA MIEĆ CIERPLIWOŚĆ.


Możemy jednak sami trochę zadbać o środowisko, a jednocześnie coś na tym zyskać. Co ciekawe w niecierpku jadalne są i kwiaty i liście i owoce (nasiona). Wiem o czym piszę, bo sama w tym roku zrobiłam pierwszy zbiór, a na moich półkach stanęły małe wypełnione rośliną słoiczki. 

HERBATA Z NIECIERPKA


Czy ktoś z Was słyszał już o herbacie fermentowanej? Ja na przepis na takie cudo trafiłam w książce "Smakowite drzewa"- Małgorzaty kalemby- Dróżdż. Co prawda ona opisywała tam proces na przykładzie liści drzew (również przeze mnie wypróbowany), ale w sieci trafiłam na informację, że z liśćmi niecierpka można postąpić identycznie. Najlepsze są młode okazy, pochodzące z terenów niezanieczyszczonych. Sami najlepiej znacie swoje okoliczne środowiska, więc wybór miejsca nie powinien być trudny. Aby wykonać herbatę trzeba się również zaopatrzyć w słoik. Ja miałam nowy, jeśli korzystacie z już wcześniej używanego radziłabym go  uprzednio wyparzyć. Zebrne liście można albo rolować w dłoniach, aż do puszczenia soków i następnie mocno ugnieść w słoiku albo włożyć do słoika i ubić drewnianym trzonkiem np. od tłuczka do kotletów, tudzież w wersji dla leniwych przepuścić przez maszynkę do mięsa.Polecam rolowanie w dłoniach, bo liście mają w sobie coś, co nadaje skórze fantastyczną miękkość- lanolinę. Gdy wszystko jest już mocno ubite słoik zakręcamy, a całość odstawiamy na noc w ciepłe miejsce lub jak podpowiada autorka do zmywarki włączonej na 50-60 st. na 1,5-2 godz.Ja mam wypróbowaną opcję całonocną - działa. Kolejnego dnia listki wysypujemy i pozostawiamy do całkowitego wyschnięcia. Następnie już suche przekładamy do pojemników do przechowywania. Smak herbaty fermentowanej będzie się zmieniał z czasem. Ja po swojej lipowej wersji widzę, że z każdym dniem aromet dojrzewa.

Nie ukrywam, że najbardziej z przepisów z wykorzystaniem kwiatów (uwaga na owady!) przypadł mi do gustu ten na konfitury, nieco oszukane zresztą, bo jednak nie tak gęste jak tradycyjne. Same kwiaty mają lekko  maślany posmak i wbrew pozorom są dość mocno sycące. Tutaj tak jak i mnie spotka Was niespodzianka, bo nicierpek mocno czaruje w kuchni.
konfitura z kwiatów

KONFITURA Z KWIATÓW NIECIERPKA


 Do wykonania potrzebne będą:
- kwiaty niecierpka himalajskiego, 
- cytryna, 
- cukier, 
- woda

Na dobrą sprawę te trzy rzeczy wystarczą by zamknąć lato w słoiku. Miałam około 1,5 l kwiatów z czego solidną garść jeszcze przed rozpoczęciem kuchennych działań odłożyłam " na później". Przygotowujemy syrop z cukru i wody i tutaj nie ukrywam proporcje są kwestią  mocno indywidualną, bo każdy z nas lubi coś innego. Nie mniej jednak niech to będzie słodkie!. Syropu nie ma być dużo, u mnie było to około 750ml.  Kwiaty wsypujemy do syropu i gotujemy, niemal do całkowitego jego odparowania. Później będą się wręcz smażyć, podczas tego procesu zauważycie, że z pięknego różu nie zostało już nic. Ot, zielona breja. Wtedy do akcji wkroczyć musi sok wyciśniety z cytryny. Polecam dodawać po kropli i podziwiać, bo za sprawą soku nasza konfiturka na nowo nowo nabiera różowego koloru. Magia! Na sam koniec dodaję odłożone uprzednio kwiaty. Dzięki temu, że  zostały w całości  pieknie będą wyglądać w słoiczkach. Nakładamy gorące, zakręcamy i odstawiamy do góry dnem, aż do ostygnięcia. Walory smakowe może nie powalają, ale wizualnie wygląda to naprawdę fajnie i jako ozdoba do deserów śmiało może służyć.


A CO Z NASIONAMI?


W moim odczuciu w całej historii z niecierpkiem, to właśnie nasiona są najsmaczniejsze. Dojrzałe mają mocno orzechowy aromat i można je spożywać na surowo. Co ciekawe znalazłam też przepis na chałwę z ich wykorzystaniem, ale w tym roku zabrakło mi i czasu i cierpliowści na duży zbiór. W niektórych miejscach na świecie wytwarza się z nich również olej wykorzystywany późnej w gastronomii. Przy zbiorze należy jednak pamiętać o tym, że torebki nasienne pękają pod wpływem dotyku. Róbcie to na tyle uważnie, by faktycznie móc zmniejszyć populację rośliny, a nie dodatkowo ją wspomóc.
torebki nasienne/ nasiona niecierpka himalajskiego


NIECIERPEK W KOSMETYCE


Roślina ta posiada również całe spektrum możliwości wykorzystania w kosmetyce. Pozyskuje się z niej lanolinę roślinną, dodatkowo chętnie wykorzystywany jest w produkcji kosmetyków, które każdy z nas może spróbować wykonać w domowym zaciszu. Ze względu na swoje właściwości pomaga m.in w walce z łupieżem czy przypadłościami skórnymi. Można go macerować, robić napary i płukanki. Polecam bliżej przyjrzeć się tej roślinie.

Znacie, używacie przy wyrobach kosmetyków? A może jecie?!


"Dobre matki"  czyli jakie? Alex Perry przedstawia prawdziwe historie kobiet, które przeciwstawiły się mafii.

"Dobre matki" czyli jakie? Alex Perry przedstawia prawdziwe historie kobiet, które przeciwstawiły się mafii.

Ciężko oprzeć się wrażeniu, że o mafii wiemy już sporo, bo przecież motyw ten przewijał się w niejednej książce czy produkcji filmowej. Sama chętnie sięgam po pozycje związane z tą tematyką, bo gdzieś tam w środku nie daje mi o niej zapomnieć zwykła ludzka ciekawość. W każdej z tych historii ze szklanego ekranu spoglądają na nas przystojni, szarmanccy, a jednocześnie nieludzko brutalni mężczyźni. W ich otoczeniu nie brakuje pięknych kobiet i pewnie nie jednej z nas przeszło kiedyś przez myśl, że fajnie byłoby prowadzić takie niezobowiązujące życie, gdzie jedynym problemem zdaje się wybór odpowiedniego stroju na konkretną okazję. A takich przecież jest sporo, bo przy nadmiarze gotówki można sobie pozwolić na codzienne rozrywki. Już podczas oglądania nasuwają się jednak przykre wnioski dotyczące poziomu inteligencji tych pięknych pań. Każda z nich zdaje się bowiem nie zauważać, co robią ich mężczyźni...

alex prerry

I tutaj kryje się małe ziarno prawdy, bo Alex Perry w swojej książce charakteryzuje działanie  jednej z  włoskich organizacji przestępczych. Dzięki niemu wiemy już, że kobiety mafii niestety najczęściej kończą naukę w wieku 13-14 lat, by mniej więcej rok później zostać żonami i matkami. Nietrudno  w tym przypadku odgadnąć, że o wielkiej i odwzajemnionej miłości mogą jedynie pomarzyć, bo zasady doboru partnerów są raczej proste:  z korzyścią dla organizacji. I chociaż nie muszą, a właściwie nie mogą podjąć pracy, a mimo to mają pieniądze, ich życie bazuje na innym stresie. W mafijnej rodzinie nie wiadomo, co przyniesie jutro...

Lea Garofalo, Maria Concetta  Cacciola i Giuseppina Pesca chciały przestać się bać! Związane z mafią matki, żony i córki obrały sobie za cel odcięcie się od organizacji, która uniemożliwiłaby normalne życie  ich dzieciom.  Pierwsza wraz z córką uciekła od męża i przez lata żyła w ukryciu. Niewielka różnica wieku między nią a dzieckiem pozwoliła na to, by mogły udawać siostry. Niestety obsesyjne myślenie o tym, że na każdym kroku są śledzone, sprawiło, że Lea poddała się i z wojennej ścieżki wpadła wprost w ręce demonicznego męża. Ten, jak każdy mężczyzna przynależący do 'ndranghety, kierował się honorem. Początkowo na nowo dał kobiecie nadzieję, rozkochał i wydawało się, że ich związek jest na najlepszej drodze, gdy doszło do morderstwa. Nastoletnia już córka przez wiele miesięcy żyła pod jednym dachem z rodziną ojca, świadoma tego, że są to ludzie odpowiedzialni za śmierć jej matki.
Historia Marii niestety zakończyła się podobnie. Kobiecie udało się uciec od męża, rozpoczęła współpracę i liczyła na to, że służby zdołają zapewnić dzieciom i jej bezpieczeństwo. Rozczarowanie przeciągającą się sprawą i naciski ze strony rodziny spowodowały, że rozchwiana emocjonalnie raz składała, a raz odwoływała swoje zeznania. Ostatecznie powróciła do domu rodzinnego, gdzie jak twierdzą jej bliscy, popełniła samobójstwo. Nie byłoby w tym pewnie nic dziwnego, gdyby nie sposób jaki "wybrała". Kobieta "wypiła" butelkę kwasu chlorowodorowego, przy czym eksperci podkreślają, że świadomie można przyjąć tylko łyżkę tej substancji. Dowodów na udział osób trzecich do tej pory jednak nie odnaleziono...

alex perry

Jedynie Giuseppina może nazywać się szczęściarą (o ile można do tego zaliczyć życie w ukryciu), bo wciąż żyje, a jej zeznania pozwoliły na poznanie struktur wpływowej mafii kalabryjskiej.Dzięki temu  dodatkowo udało się nakreślić  jej wpływ na rynek światowy, a także sytuację polityczną na świecie. Aresztowano wiele aktywnych członków, co spowodowało postęp w sprawie, jednak  rozbicie organizacji funkcjonującej w przeszło 120 krajach nie jest  proste i możliwe  do osiągnięcia w krótkim czasie.

Okresem świetności mafii kalabryjskiej były lata 90. XX wieku. To wtedy macki tej organizacji rozprzestrzeniły się niemal na cały świat. Stała się ona organizacją bez której funkcjonowanie innych włoskich grup przestępczych nie byłoby możliwe. Członkowie oprócz wymuszeń i haraczy zajmowali się praniem brudnych pieniędzy i handlem narkotykami. Trzeba mieć świadomość tego,  że z mafijnej rodziny dobrowolnie się nie odchodzi albo mówiąc brutalniej, odchodzi się, ale wyłącznie na tamten świat. Nawet publikacja losów trzech kobiet stała pod znakiem zapytania, a  w samego autora wymierzone były groźby. To, że mamy możliwość przeczytać o tym, o czym głośno się  nie mówi w dzisiejszym świecie, jest aktem odwagi. Odwagi kobiet, które dla dobra swoich dzieci poświęciły wszystko...  

Obszerny reportaż napisany przystępnym językiem zawiera całą masę ciekawostek dotyczących funkcjonowania 'ndranghety. Myślę, że pozycja ta zadowoli niejednego żądnego emocji czytelnika. Mnie publikacja ta otworzyła oczy na wciąż żywy problem ówczesnego świata oraz na dramat wmieszanych w mafijne układy kobiet i dzieci
Botanic Spa Rituals Maseczka nawilżająca olejek z pestek malin & melisa - Bielenda

Botanic Spa Rituals Maseczka nawilżająca olejek z pestek malin & melisa - Bielenda

Bielenda wychodzi naprzeciw oczekiwaniom klientek i powoli, sukcesywnie wprowadza na rynek kosmetyki odpowiadające obecnym trendom. Nie tak dawno swoją premierę miała nowa linia firmy Botanic Spa Rituals charakteryzująca się tym, że mocno czerpie z natury, a przy tym w składach kosmetyków brak silikonów, parabenów i sztucznych barwników.Początkowo czekałam, aż pierwsze blogowe guru przetestują i wypowiedzą się w tej kwestii. Mam kilka zaufanych osób w blogosferze z których opinią się liczę więc gdy już opadły pierwsze emocje związane z wprowadzeniem tych produktów na rynek, sama postanowiłam wypróbować, co dobrego siedzi w tych bajecznych słoiczkach. 



Moja miłość do maseczek dała o sobie znać i tak pierwszym produktem z serii jaki wpadł w moje ręce okazała się maseczka nawilżająca z olejkiem z pestek malin i melisą. Nie ukrywam, że mocno kusiła mnie wersja regenerująca z kurkumą i chia, ale nie była niestety dostępna w mojej drogerii.  Sam kosmetyk jak już wspomniałam wcześniej zamknięty został w szklanym solidnym słoiczku o niebanalnym kolorze głębokiej, soczystej zieleni. Całość sprawia bardzo przyjemne wrażenia estetyczne i pomimo namiętnego używania wciąż zachowuje pierwotny wygląd. Większość istotnych informacji dotyczących kosmetyku zawarta została na kartonowym opakowaniu w którym zamknięta była maseczka. Na samym słoiczku znajdziemy mocno okrojone informacje o sposobie użycia czy dacie przydatności. Tu warto zwrócić uwagę na to, że producent zaleca stosowanie maski 2-3 razy w tygodniu po około 15 minut, co też robię z wielką przyjemnością. Niewielki, bo 50 ml słoiczek jest wystarczający na około 12 aplikacji, co w stosunku do ceny wypada bardzo korzystnie (regularna: 23,99zł/ na promocjach w okolicach 16-18zł). 


Skoro stronę wizualną opakowania mamy już za sobą, mogę się skupić na produkcie właściwym a ten... ten zaskoczył mnie nieco swoim kolorem. Obstawiałam, że jednak z opakowania będzie nieśmiało wychylać się złamana biel znana z większości kremów. Naturalny, zgaszony malinowy odcień  to miła alternatywa. Pod względem konsystencji nie odbiega już jednak od innych kremowych  baz. Aplikacja jest bajeczie prosta, produkt nie "ucieka" z twarzy i dobrze się zmywa.Delikatny, owocowy aromat jest wyczuwalny zarówno podczas aplikacji, jak i później, gdy odczekujemy wymagane 15 minut. Liczyłam na to, że będzie wybijała się ziołowa nuta, ale wiem, że nie są to zapachy specjalnie lubiane przez konsumentki...Brak aromatu melisy jakoś przeżyłam :) Maseczka nawilżająca przeznaczona jest do każdego rodzaju skóry.Ze względu na skład ten konkretny produkt ma dodatkowo właściwości pomagające wyrównać koloryt skóry, opóźnić oznaki starzenia czy zredukować niedoskonałości. Maliny wykazują silne działanie antyoksydacyjne. Oprócz nich dodatkowo w składzie trafimy na witaminę E równie mocno opóźniającą proces starzenia się skóry. Na dokładkę postanowiono wykorzystać melisę o tym samym działaniu i dodatkowych właściwościach antybakteryjnych. Dzięki temu maseczka sprawdzi się również w przypadku cer problematycznych: zmniejszy wydzielanie serum oraz zredukuje powstawanie wyprysków. 
Każdorazowo po zmyciu produktu z twarzy mam wrażenie, że skóra jest rozjaśniona, a wszelkie ewentualne podrażnienia wyciszone. Bez wątpienia staje się  miękka w dotyku i odświeżona. Efekt ten przypomina mi trochę działanie peelingu enzymatycznego i za to lubię ją najbardziej. Jest to jeden z tych kosmetyków, do którego będę wracać często i z przyjemnością. 

Znacie produkty z linii Botanic Spa Rituals? Macie wśród nich ulubieńców?

 
Copyright © 2014 Praktycznie kosmetycznie. , Blogger