Czekoladowe muffiny z owocowym środkiem

Czekoladowe muffiny z owocowym środkiem

Czasami mam ochotę na "coś słodkiego". Jednym z moich sprawdzonych przepisów są czekoladowe muffiny z nutą korzennych przypraw, w środku których kryją się owoce. W wersji przygotowanej dzisiaj pozwoliłam sobie zatopić maliny, ponieważ sezon na te owoce trwa w najlepsze i żal byłoby tego nie wykorzystać. 


malinowe muffiny
Przepis z poniższych proporcji wystarczy na przygotowanie 12 sporych babeczek albo jeśli ktoś jak ja nie lubi wylewającego się z formy ciasta 20 sztuk dość płaskich, mniej efektownych, ale równie pysznych.

Składniki:

-0,5 szkl. oleju roślinnego
-  250ml mleka
- 2 jajka, 
- 1,5 szkl.mąki pszennej
- 2 łyżki kakao (takie od serca)
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia, 
- 0,5szkl. cukru
- przyprawa do piernika lub kawy (ew. po szczypcie cynamonu, kardamonu i goździków)


Wykonanie:

1. W wysokim naczyniu mieszamy ze sobą składniki mokre, tj. mleko, olej i jajka. 
2. Składniki suche (wszystkie pozostałe) łączymy w drugim naczyniu pamiętając  o uprzednim przesianiu mąki :)  Ja najczęściej wykorzystuję przy pieczeniu gotową mieszankę przypraw do kawy, którą na bieżąco mielę. Wynika to z mojej rosnącej miłości do tego aromatu. Równie dobrze możecie jednak skorzystać z innych opcji lub pominąć ten punkt.
3. Wsypujemy sypkie do mokrych i za pomocą miksera dokładnie ze sobą łączymy. Minuta spokojnie wystarczy. Można też zrobić to ręcznie, pamiętając by pozbyć się grudek z mąki.
4. Nakładamy po łyżce do papilotek, umieszczamy na środku owoc i dokładamy na wierzch kolejną łyżkę ciasta.
5. Pieczemy w 190 st. przez 20 minut (tutaj warto samemu śledzić proces pieczenia, bo mogą się pojawić niewielkie różnice dot. czasu przygotowania).

Jak możecie zauważyć przepis jest łatwy, niewymagający większego zaangażowania. Z tego względu często pozwalam sobie na takie małe szaleństwo. Ciekawa jestem jakie są Wasze sprawdzone patenty na muffiny?!
Przegląd okresowy, czyli podsumowanie lipca.

Przegląd okresowy, czyli podsumowanie lipca.

O jakże ciężko przestawić mi się na sierpień. Cały czas wydaje mi się, że wakacje tyle co się rozpoczęły. Odkąd pracuję dni uciekają w zastraszającym tempie, a ja tylko dzięki zdjęciom jestem w stanie przypomnieć sobie co, gdzie i kiedy robiłam. Też tak macie? Czy zwyczajnie upomina się o mnie skleroza? :)  Dni odliczałam kolejnymi filiżankami kawy i stał się to najczęściej wykorzystywany preze mnie motyw na instagramie...


W lipcu, jak w każdym innym miesiącu sporo się u mnie działo. Niestety nie widać  tego na blogu, bo zwyczajnie nie miałam zbyt wiele czasu, żeby na bieżąco recenzować.Za sukces uważam swój powrót na portal BookParadise, gdzie miałam kilkutygodniową (o ile nie kilkunasto) przerwę. Pisałam dla Was o książce, która nieca mnie zmyliła opisem na okładce, a był to "Instruktaż nadmierny" traktujący trochę o tym jak rozwija się w naszym kraju świadomość seksualna. Dodatkowo z okazki dnia Czerwonego Kapturka pojawił się tam mój wpis o tej barwnej i ewolującej w zastraszającym tempie bajce. 

Większość czasu wypełniły mi książki. Praca zobowiązuje do bycia "na bieżąco" z tym co pojawia się każdego dnia. I chociaż wszystkich tytułów nie jestem w stanie przeczytać, to staram się lawirować między gatunkami. Nie zawsze udaje mi się trafić na książki wpisujące się idealnie w moje gusta, chociaż przyznaję, że lipiec był łaskawy i tylko jeden tytuł okazał się totalną porażką.Co ciekawe przeczytałam pierwszą od kilku, a właściwie kilkunastu lat młodzieżówkę i okazało się, że to całkiem ciekawa historia, chociaż dość smutna, bo o stracie najbliższej osoby. Z poniższych tytułów uwiodła mnie Monika Rzepiela, że swoim "Słowiańskim siedliskiem", to już kolejna książka tej autorki z cyklu SAGA POLSKA, którą przeczytałam. Równie dobrze czytało mi się  "Szeptuchę" Iwony Menzel. Z tytułów zakrawających o delikatny kryminał na lato, ale taki naprawdę dla początkujących wybrałam "Lato z ciotką spirytystką" (będzie o niej więcej na dniach). Na wakacje w sam raz. Z nieco bardziej zagmatwanych kryminalnie historii moją uwagę zwrócił Bojarski z nowym tytułem "Pokuszenie". Wspominałam o tej książce w tym wpisie (p.s. udało mi się przeczytać już 5/10 tytułów). Historia okazała się przyjemna i z cyklu tych "CHCĘ WIĘCEJ!" Ciekawa byłam również "Jak mogłaś" zakwalifikowanego jako thriller psychologiczny. Nie jest to może tak poplątana historia jak mogłoby się wydawać, ale  czyta się świetnie. Polecam, zwłaszcza jeśli ktoś chce rozpocząć swoją przygodę z gatunkiem 



Nie mam zbyt wiele czasu na czytanie, ale udaje mi się jednak od czasu do czasu zrelaksować w miłym towarzystwie książki ( znajomych zresztą  też). Mój Małż namiętnie łowi, a ja z reguły albo nad wodą albo w samochodzie częstuje się literaturą. Przyznajcie same, że okoliczności przyrody mocno zachęcające. Wtedy jest też ten czas, gdy mogę pobawić się aparatem (niestety częściej telefonem), co sprawia mi równie dużo przyjemności.


Mało mnie jako mnie w sm. Oszczędzam czas na książki i życie prywatne kosztem makijażu itp. W tym miesiącu udało mi się właściwie tylko dwa razy wyjść w pełnym make up'ie z czego na zdjęciach uchwyciłam tylko ten jeden raz. Widzę po sobie, że wypadła z wprawy, a właściwie może straciłam zapał do takich rzeczy. Na szczęście instagram  raczy nas aplikacjami w których nawet takie szpetki jak ja mogą  przez chwilę wyglądać  całkiem znośnie. Przez cały lipiec znalazłam tylko jeden w miarę luźny dzień podczas którego mogłam przejrzeć atrakcje jakie oferuje nam urlopowa okolica. Jest tego zatrzęsienie i naprawdę zdecydować się na coś graniczy z cudem. A jeszcze nie miałam okazji skupić się na przeglądaniu ofert dotyczących dalszej części naszych wojaży. Tym razem wydłużyliśmy sobie nieco urlop w stosunku do lat poprzednich, bo oboju nam potrzebny jest mały reset z dala od ludzi.


W kuchni wciąż eksperymentuję z roślinami. Po raz pierwszy zmierzyłam się z pastą z bobu, która okazała się być genialnym odkryciem i przyznaję szczerze, że pierwszą porcję zjadłam sama.W słoiczkach wylądowały morele, maliny, truskawki i porzeczki. Odmianą od owoców stał się niecierpek himalajski zebrany zresztą i przyrządzany zaledwie wczoraj. Z tą rośliną jest tyle możliwości, że poświęce jej odrębny wpis. Miałam też okazję próbować przygotowanego 6 tyg. temu szampana z lipy i przyznaję, że moje kubki smakowe mocno cieszy.




Kilkukrotnie udało nam się wyrwać gdzieś dalej. Dwie niedziele spędziliśmy w lesie, na grzybach. Ostatni wypad okazał się tak "owocny", że właściwie na nasze potrzeby całoroczne powinien wystarczyć. Oprócz tradycyjnych grzybów trafiłam na kilka wizualnych ciekawostek i nie mogłam się oprzeć, żeby nie zrobić im zdjęcia. Dodatkowo wybraliśmy się do Arboretum w Bolestraszycach, które w moich wpisach przewijało się już kilkukrotnie. Od pierwszej wizyty ogród znacznie się powiekszył, a co za tym idzie w górę skoczyły też ceny biletów. 


Kto śledzi mnie na instagramie ten wie, że zaczęłam naukę malowania, bo potrzebuję się odstresować i to tak porządnie. Nabyłam farby, kredki, bloki i całością jaram się jak dziecko podczas zakupów szkolnej wyprawki :)  Dodatkowo w lipcu notorycznie słucham na zmianę trzech piosenek. Tak się złożyło, że każda z nich jest  w wyk. polskiego artysty.Przez cały lipiec TV zupełnie dla mnie nie istniało, więc niestety w podsumowaniu nie pojawił się żaden film ani serial.  


Kwiat Jabłoni / Domagała / Brodka 
Chociaż w lipcu dużo zużywałam i testowałam, to na moim instagramie pojawiło się raptem dwa zdjęcia tematyczne. Sukcesywnie jednak będę dodawać wpisy dotyczące nawilżającej serii Nuxe czy nowości  z ostatniej paczki ambasadorskiej od Yves Rocher - skoncentrowanego szamponu. Wróciłam też do regularnego maseczkowania i oddałam się przyjemnościom płynącym z olejowania.



Ciekawa jestem co ciekawego działo się u Was?! Podrzucajcie wpisy, z chęcią coś poczytam :) 
Czy dobrze jest mieć "Niebo na własność" ?!

Czy dobrze jest mieć "Niebo na własność" ?!

... to już nie był nasz dom. Tamte pokoje przestały istnieć, jakoby dorośli ze swoimi sekretami zakazali do nich wstępu. Siedziałem więc na dole w tym starym, martwym domu, z zimnym wiatrem owiewającym mi kark. Odkąd oboje odeszli, wszystko splamione było ciszą.
Niebo na własność

Zdecydowałam się przeczytać książkę której nazwisko autora zupełnie nic mi nie mówiło. Teraz jestem bogatsza o wiedzę o tym, skąd pochodzi Luke Allnutt i gdzie mieszka. Długo zastanawiałam się jednak dlaczego postanowił pisać o tak trudnym przeżyciu jakim jest walka z nowotworem. Sam patrzył na cierpienie swojego ojca, gdy ten zmagał się z chorobą, a mimo to postanowił uczynić ją główną bohaterką "Nieba na własność". Być może chciał pokazać wszystkim tym którzy przechodzą cieżkie chwilę, że bez względu na rozwój wypadków, to wciąż my sami decydujemy jaką kroczyć drogą.

Bazując na notatce wydawcy wydawałoby się, że mamy do czynienia z historią jakich wiele. Małżeństwo z drobnymi problemami walczy o to, by zostać rodzicami. Ich zmagania kończą się happyend'em, a wtedy... Gdy ich syn Jack w wieku trzech lat zaczyna się dziwnie zachowywać początkowo nie zwracają na to większej uwagi. Z czasem staje się jednak jasne, że zachowanie chłopca to nie dziecięce wybryki, a objawy poważnej choroby. Spokojne życie pary zamienia się w maraton po lekarzach u których szukają pomocy dla syna. Zaangażowani w walkę o życie dziecka oddalają się od siebie i chociaż oboje mają jeden cel, to jednak jego osiągięcie staje się dla nich niemożliwe. Czy w obliczu osobistej tragedii będą umieli odnaleźć się na nowo?


Czasami lubię myśleć, że to Jack komentuje moje zdjęcia. (...) zostawiam mu wiadomości, akapity tekstu ukryte w kodzie, niewidoczne dla odwiedzających stronę, możliwe do wychwycenia wyłącznie okiem programisty- i mam nadzieję, że również jego.Powiedziałbym mu to wszystko osobiście, gdybym tylko mógł. Powiedziałbym mu to, gdyby mi go nie zabrała.

Nie jest to książka przez którą da się przejść... i zapomnieć. Historia zostaje w czytelniku na długo. Przebieg choroby Jack'a, kolejne etapy rozpadu związku jego rodziców, wszystko to zostało przedstawione w tak realistyczny sposób, aż trudno uwierzyć, że to wyłącznie wytwór wyobraźni autora. Podczas lektury  na przemian cieszyłam się i płakałam. Czułam bezsilność i rozżalenie Anny i Rob'a. Zastanawiałam się co ja postawiona w takiej sytuacji starałabym się zrobić: nauczyła się żyć z nieustającym bólem po stracie czy upadła na dno z którego samemu nie sposób się podnieść?! "Niebo na własność" można rozpatrywać na wiele sposobów. Z jednej  strony to historia niespełna kilkuletniego chłopca, którego życie doświadcza w najbrutalniejszy sposób, równie mocno o ile nie bardziej, rozbudowany jest wątek związku jego rodziców. Poznajemy historię tej pary z perspektywy męża. Najpierw raczy nas anegdotami ze szczęśliwych okresów w ich życiu, wspomina wspólne wakacje, by później opowiadać o wszystkim złym, co przytrafiło się na ich drodze. Mężczyzna otwarcie mówi o tym, jak spadł na samo dno nie potrafiąc poradzić sobie z narastającymi w nim emocjami. W momencie w którym wydaje się, że wszystko już między nimi skończone- wzajemne oskarżenia  i wyzwiska spowodowały przepaść nie do wypełnienia - zaczynają poznawać się na nowo. Czy rozmowa z kimś wobec kogo żywiło się kiedyś i miłość i nienawiść ma sens? Czy przebaczenie leży w ludzkiej naturze?!  


Nie mam dzieci, a książka i tak wycisnęła ze mnie całe spektrum emocji. Trochę obawiam się, że po jej lekturze młodzi rodzice zaczną upatrywać u swoich dzieci niepokojących zmian. Biorąc jednak pod uwagę to jak duże znaczenie ma wczesna diagnostyka, może to dobrze, że ta pozycja dodatkowo skupi ich uwagę na dziecku?! Jednocześnie jest to lektura dla wszystkich tych, którzy przeszli piekło związane z walką o życie bliskiej im osoby.Autor robi wszystko by uświadomili sobie, że śmierć to jednocześnie początek, a traumatyczne przeżycia można przekłuć na działanie na rzecz innych.

Stay Pure wielofunkcyjny olejek od Annabelle Minerals  do twarzy, ciała i włosów

Stay Pure wielofunkcyjny olejek od Annabelle Minerals do twarzy, ciała i włosów

Annabelle Minerals znana jest ze swoich kosmetyków do makijażu. Podkłady mineralne, cienie czy róże cieszą się popularnością wśród kobiet. Sama regularnie używam ich kosmetyków, ze względu na przyjemne wizualnie efekty, a  ich zdecydowanym plusem  jest również  wysoka wydajność. Sama ideologia, w myśl której funkcjonuje Annabelle Minerals do mnie przemawia, więc tym bardziej cieszy mnie fakt, że jako marka otworzyli się na nowe. Całkiem niedawno na rynek weszły trzy olejki wielofunkcyjne. Wiem, z tą funkcjonalnością różnie to bywa. Sama też sceptycznie podchodzę do kosmetyków  przeznaczonych do wszystkiego, bo niekiedy nadają się one tylko do jednego- do kosza. Fanki olejów i olejowania wiedzą jednak, że te produkty bronią się same. Umiejętnie skomponowane  potrafią zdziałać cuda. 

Stay Pure olejek wielofunkcyjny

Kosmetyki do pielęgnacji od Annabelle to produkty naturalne przeznaczone zarówno do twarzy, ciała i włosów- na tym właśnie polega ich wielofunkcyjność.Każda z dostępnych wersji, a jest ich obecnie trzy, opiera się na składnikach pochodzenia roślinnego, a w składzie nie kryją się ani konserwanty, ani substancje chemiczne.

STAY CALM przeznaczony do demakijażu i pielęgnacji skóry suchej, delikatnej i odwodnionej, a także naczyniowej.Formuła oparta na naturalnych olejach i olejkach eterycznych pozwala na różnorakie zastosowanie. Z pomocą olejku można wykonać demakijaż twarzy, jej masaż lub nałożyć go jako bazę pod kolejne produkty.Da się go również łączyć z podkładem mineralnym, dzięki czemu kosmetyk kolorowy zyskuje przyjemną konsystencję.
SKŁAD: Vitis Vinifera Seed Oil, Cocos Nucifera (Coconut) Oil Ricinus communis (Castor) Oil, Cannabis Sativa (Hemp) Seed Oil, Persea Gratissima Oil, Tocopherol, Pelargonium Graveolens Flower Oil, Citrus medica limonum (Lemon) Peel Oil

STAY ESSENTIAL może być stosowany identycznie jak poprzednik. Przeznaczony jest do skóry dojrzałej, z pierwszymi oznakami starzenia oraz takiej wymagającej sporej dawki odżywienia. Zwalcza wolne rodniki za sprawą wysokiej zawartości nienasyconych kwasów tłuszczowych.
SKŁAD:  Argania Spinosa Kernel Oil, Vitis Vinifera Seed Oil, Simmondsia Chinensis Seed Oil Jojoba, Macadamia Integrifolia Seed Oil, Crambe Abyssinica Seed Oil, Rubus Idaeus Seed Oil, Citrus Sinensis Peel Oil, Expressed, Tocopherol, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil


Stay Pure
STAY PURE wersja przeznaczona do skóry problematycznej, trądzikoweji tłustej.Olejek wykorzystywany m.in. w metodzie OCM skutecznie oczyszcza skórę twarzy. Nakładany jako serum nawilża i koi oraz działa regenerująco.Dodatkowo mieszanka ta wykazuje właściwości antybakteryjne  oraz reguluję pracę gruczołów łojowych. 
SKŁAD:Argania spinosa kernel Oil, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Ricinus communis (Castor) Oil, Crambe Abyssinica Seed Oil, Ribes Nigrum Seed Oil, Thymus Vulgaris Oil, Gaulteria Gaultheria procumbens,Tocopherol, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil

Swoją wersję przywiozłam ze sobą z tegorocznego Meet Beauty. Już wcześniej stosowałam u siebie z powodzeniem metodę OCM i chociaż bardzo spodobał mi się ten sposób oczyszczania skóry, to jednak mieszanie olejów skutecznie mnie zniechęcało. Szczęśliwie ktoś w Annabelle pomyślał o stworzeniu gotowej mieszanki. O tym, jak wygląda w praktyce OCM znajdziecie całą masę informacji w sieci. Olejku można jednak używać w prostszy sposób.Wystarczy zwilżyć wacik kosmetyczny produktem i przyłożyć do oka.Spokojnie radzi sobie nawet z produktami wodoodpornymi. U mnie w połączeniu z delikatnym żelem do mycia twarzy stanowi duet idealny, po którego użyciu wiem, że niechciane zanieczyszczenia zostały skutecznie usunięte. W przypadku gdy moja skóra odczuwała taką potrzebę aplikowałam sobie mieszankę na twarz w postaci serum na noc. Szczęśliwie każda z wersji jest niekomedogenna, a formuła jak na oleje jest przyjemnie lekka. Chociaż nie ukrywam, że jeśli ktoś naprawdę nie lubi tego rodzaju produktów,  musi się liczyć z tym, że to wciąż jednak jest olej.


To co mnie zachwyciło, a co może niestety odrzucić część potencjalnych użytkowniczek, to zapach. Autentycznie wybijają się tutaj nuty roślinne w mocno skoncentrowanym wydaniu. Kogo mama w chorobie smarowała bardzo popularną zieloną maścią o działaniu rozgrzewającym?! Kojarzycie zapach? O,to,to,to! Ja chyba za często chorowałam w dzieciństwie, bo zdążyłam się od tego aromatu uzależnić. Co więcej, nałożony wieczorem na twarz mocno uspokaja moje zmysły i mogę się oddać swojej drugiej miłości, leniuchowaniu. Poręczna buteleczka z ciemnego szkła o pojemności 50ml wyposażona została w całkiem sympatyczną pompkę z pomocą której wydobycie kosmetyku jest wręcz bajecznie łatwe. Szata graficzna utrzymana w prostej, wręcz surowej stylistyce bardzo do mnie przemawia i pasuje do produktu naturalnego. Wszystkie istotne informacje dotyczące składu, stosowania i właściwości zostały ujęte na etykiecie. Tak jak w przypadku kosmetyków sypki tej firmy, olejek również wykazuje wysoką wydajność. Używany każdego dnia nadal mi służy i mam szczerą nadzieję, że zdołam go zużyć w okresie 4 miesięcy od otwarcia, bo na tyle wskazuje producent.W przypadku mojej kapryśnej skóry twarzy Stay Pure spisał się idealnie, co nie oznacza, że nie jestem ciekawa pozostałych wersji. Interesują mnie zwłaszcza ich zapachy. Niestety nie złożyło się jakoś bym sprawdziła działanie olejku na swoich włosach, bo jednak trochę szkoda mi tego produktu na takie zastosowanie. 

Ciekawa jestem czy miałyście styczność z tymi kosmetykami, a jeśli tak, to jakie są Wasze odczucia?

10 książek, które chcę przeczytać w wakacje!

10 książek, które chcę przeczytać w wakacje!

Już dawno zamieniłam wakacje na urlop.Nie zmienia to jednak faktu, że plany wakacyjne mam mocno rozbudowane, bo w tym  okresie chciałabym przeczytać kilka nowości, które na bieżąco będą trafiać na półki. Przygotowałam się solidnie tworząc listę konkretnych tytułów, których nie chciałabym przegapić w całej masie innych wydań. Początkowy zamysł ograniczał się do notatnika, ale doszłam do wniosku, że może w mojej wyselekcjonowanej liście i Wam uda się znaleźć coś dla siebie.Tym razem kolejność nieprzypadkowa, bo pozycje umieściłam według dat oficjalnych premier, przy optymistycznym założeniu, że obejdzie się bez opóźnień.

"Profil mordercy" Paul Britton (04.07.2018r.)
Gatunek : literatura faktu

Lektura obowiązkowa dla fanów "Mindhuntera" i"Trupiej Farmy".Paul Britton jest jednym z najsłynniejszych profilerów na świecie – na podstawie śladów na miejscu zbrodni przygotowuje portret psychologiczny mordercy. Szuka szczegółów, które powiedzą mu coś o sprawcy, pozwolą sięgnąć do jego umysłu i spojrzeć na świat jego oczami. Nawet jeżeli oznacza to konieczność oglądania śmierci przerażonej ofiary. Psychopaci ukrywający ciała ofiar w ścianach własnego domu i w przydomowym ogródku, szantażysta grożący zatruciem karmy dla zwierząt i odżywek dla dzieci w marketach, makabryczni kolekcjonerzy zabierający z miejsc zbrodni fragment ciała ofiar – to tylko niektóre z prawdziwych spraw, jakie trafiły na strony tej książki. Paul Britton nie tylko przedstawia swoje najtrudniejsze śledztwa, ale też próbuje wyjaśnić, skąd bierze się w ludziach zdolność do okrucieństwa i zbrodni. "Profil mordercy" to mroczna wyprawa w głąb zbrodniczych umysłów.

Kto mnie zna, ten wie, że mam słabość do książek o takiej tematyce. Ciekawi mnie praca profilerów i techników kryminalnych. Często zastanawiam się, co siedzi w głowach ludzi dokonujących makabrycznych zbrodni. Mam nadzieję, że książka mnie nie zawiedzie.


"Pokuszenie" Piotr Bojarski (04.07.2018r.)
Gatunek: sensacja/kryminał


Bogdan Popiołek postanawia skorzystać z zaproszenia swego kolegi i odwiedzić jego dom rodzinny we Wschowie. Wkrótce okazuje się, że detektyw-amator znajdzie się w samym sercu kryminalnej intrygi, gdy seria brutalnych morderstw wstrząśnie mieszkańcami spokojnego dotąd miasteczka. Przy okazji Popiołek odkrywa niebezpieczną tajemnicę sprzed wieków. Nie jest jednak jedynym, który chce ją rozwikłać. Wizja skarbu ukrytego w gdzieś w starej części miasta kusi również pewnego kolekcjonera z Niemiec, a także lokalnego mafiosa. Zainteresowany sprawą Popiołek musi uważać, by nie stać się kolejną ofiarą mordercy. Co łączy zabójstwo byłego kustosza muzeum z utonięciem żołnierza mafiii o ksywce "Krzywy"? I co kryją mury tajemniczego Kripplein Christi?Nowa powieść Piotra Bojarskiego to brawurowe pościgi samochodowe, śmiertelnie niebezpieczne wyprawy rowerowe, pogoń za mordercą i wielowątkowa historia z zaskakującym zakończeniem. Czy dasz zwieść się na pokuszenie?

Przy wyborze tej książki kierowałam się sentymentem. Miałam okazję czytać przedpremierowo poprzedni tytuł autora, "Biegacz" i tamta pozycja bardzo przypadła mi do gustu. Co prawda nie są to bardzo krwawe kryminały, ale za to Bojarski skupia się w swoich książkach na mocno rozbudowanych wątkach nawiązujących do autentycznych wydarzeń. Gdyby ktoś chciał poznać poprzedni tytuł zapraszam tutaj.  W przypadku poprzedniej jak i tej książki jestem pod wrażeniem okładki. Jak widać w prostocie tkwi siła.

"Wszyscy ludzie, których znam, są chorzy psychicznie" Krystian Nowak (04.07.2018r.)
Gatunek: powieść polska

Krystek jest prężnym copywriterem, który trzaska masę ambitnych prodżektów. Tak można by go opisać na Fejsie. Jednak tak naprawdę Krystian jest kulturoznawcą, który żyje z pisania ogłoszeń klepanych aut dla komisu samochodowego i marzy o wydaniu swojej powieści. Stara się trzymać fason, popijając latte, i nie odstawać od standardów lewackich znajomych. Kiedy udziela pierwszego wywiadu jako literat, jego życie nabiera tempa, a on sam wpada w wir niecodziennych zdarzeń. Szasta lajkami, płaci swoim fejmem. Toczy filozoficzne dyskusje z kotami. Wpada na znanych ludzi w metrze i ucina sobie z nimi surrealistyczne pogawędki, choć już od dawna są martwi. Krystian to bohater na miarę naszych czasów, w których ważne są filtry na Instagramie, a miłości poszukuje się za pomocą geolokalizacji. Pełna czarnego humoru i sarkazmu powieść o millenialsach robiących kariery inne, niż im obiecywano. O rozczarowaniu i próbie radzenia sobie z rzeczywistością znacznie mniej nasyconą, niż ta na Insta.

Wybrana z przekory, bo to zupełnie nie mój klimat. Zaintrygował mnie tytuł i nieszablonowa okładka, która pewnie dla wielu z Was będzie zwyczajnie brzydka. Liczę na sporą dawkę humoru okraszoną jednak jakimś mądrym podsumowaniem. 


"Dzieci Szóstego Słońca. W co wierzy Meksyk"  Ola Synowiec (11.07.2018r.)
Gatunek: literatura faktu 


Zrzucają dżinsy i garnitury, na głowy wkładają pióropusze, na kostki grzechotki. Lekarze, biznesmeni, wykładowcy uniwersyteccy gromadzą się w stolicy na placu Zócalo, by przez pięć godzin wykonywać taniec dla przedhiszpańskich bogów. Nie są Indianami, ale jak sami mówią, pragną odtwarzać wiarę azteckich przodków. Tymczasem Indianie na południu Meksyku w swoich rytuałach wykorzystują coca-colę, którą uważają za święty napój. Tradycyjni czarownicy z Catemaco też dostosowują się do realiów XXI wieku i mają swoje strony na Facebooku. Ola Synowiec pokazuje, jak Meksyk stopniowo odchodzi od przywiezionego z Europy pięćset lat temu katolicyzmu. Pisze o ruchu New Age, psychodelicznych turystach oraz meksykańskiej stolicy grzybów halucynogennych. Opowiada o Meksyku mało znanym, a także o tym, jak uniwersalna jest ludzka potrzeba religijności.

Reportaże to moja mała słabostka, zwłaszcza, gdy zahaczają o nieco kontrowersyjne tematy. Ciekawi mnie zestawienie nowego ze starym, bo samej bliżej mi też do wierzeń  i tradycji przodków, niż do tego co oferuje współczesny świat. Zdecydowanym plusem jest utrzymana  przez wydawnictwo spójność pod względem wizualnym.


"Majami. Zły pies" Artur Górski (17.04.2018r.)
Gatunek: literatura faktu

Rozmowa z najsłynniejszym polskim policyjnym przykrywkowcem. Janek Fabiańczyk, pierwowzór słynnego Majamiego z "Pitbulla" Patryka Vegi, to przykrywkowiec, czyli człowiek z najbardziej elitarnej i najbardziej tajemniczej formacji w polskiej policji. Jako agent przykrywkowy wszedł w struktury gangu mokotowskiego i przyczynił się do jego rozbicia. Jako oficer kryminalny w komendzie stołecznej rozpracował brutalnego bandytę, który zasłynął tym, że swoje ofiary przypalał żelazkiem... Za przekroczenie uprawnień trafił do więzienia z wyrokiem wyższym niż zatrzymany przez niego przestępca. Bo w spotkaniach z gangsterami był brutalny i bezkompromisowy. A w więzieniu gliniarz ma gorzej od pedofilów. Jak cienka jest granica między dobrym policjantem i złym psem? Kogo nie toleruje się w polskiej policji? Jak wygląda życie gliny po drugiej stronie więziennych murów?Niecenzurowana opowieść jednego z najskuteczniejszych policjantów w Polsce.

Nie ukrywam, że o prawdziwym Majami'm dowiedziałam się dzięki Vedze.Zafascynowana  brutalnymi filmami chciałam więcej i więcej... Zwłaszcza jeśli chodzi o poznanie prawdy dotyczącej wielu głośnych spraw w naszym kraju. Do tej pory żywiłam się w tej kwestii poprzednimi publikacjami Górskiego czy Sumlińskiego, nic więc dziwnego, że czekam na tą premierę z niecierpliwością.


"Siła ziół" Patrycja Machałek ( 18.07.2018r.)
Gatunek: poradnik


Lawendowy olejek do masażu relaksacyjnego, syrop z tymianku na suchy kaszel, kojący napar z dziurawca i mięty – dbanie o zdrowie jest prostsze, niż myślisz!Ta książka podpowie ci, jak na własnym parapecie lub w skrzynce na balkonie wyhodować rośliny, które poprawią jakość twojego życia. Nauczy, jak przygotować skuteczne napary, maści i ziołowe preparaty na najczęstsze dolegliwości. Pokaże, jak dzięki prostym rozwiązaniom wyeliminować parabeny, konserwanty, produkty ropopochodne, SLS, PEG, barwniki i inne szkodliwe substancje. Czujesz, że Twojemu zdrowiu i urodzie nie służą suplementy diety, drogie leki i nafaszerowane chemią kosmetyki? Chcesz zwolnić i znaleźć się bliżej natury? Nie godzisz się na kompromisy, jednak nie wiesz, od czego zacząć?Odkryj siłę ziół!


Mniej więcej od 1.5 roku intensywniej przyglądam się ziołom i płynącym z ich stosowania korzyściom. Mam w swojej biblioteczce kilka innych pozycji, ale zawsze fajnie zestawić swoją dotychczasową wiedzę z czymś nowym. Liczę na to, że wnętrze będzie równie inspirujące co okładka. 

"Saga Polska. Słowiańskie siedlisko" Monika Rzepiela (18.07.2018r.)
Gatunek: powieść polska

Rok 966. Osada Polana przed przyjęciem nowej wiary żyje według pradawnych pogańskich zwyczajów. Matka puszcza karmi, odziewa i chroni ludzi. Pory roku i dni naznaczają ich dolę odwiecznym rytmem pracy i odpoczynku, a bogowie czuwają. Dwie siostry – Rzepka i Dziewanna – zakochują się w Dobromirze, mężnym woju z książęcej drużyny. Jedna z nich zwraca się po pomoc do szeptuchy, ale czy ziołami i magią można zdobyć miłość? Mieszkańcy pogańskiej kniei wiodą proste życie, lecz okrutny los o nich nie zapomina. Tymczasem Mieszko I, mąż czeskiej księżniczki Dobrawy, przyjmuje chrzest święty. Władca sprzymierza się z chrześcijańskim światem dla dobra i spokoju poddanych. To niesie za sobą dalekosiężne skutki. Przygoda, miłość, historia i czas wielkiej zmiany – to wszystko w nowej powieści z cyklu "Saga Polska". Tym razem autorka przenosi czytelników do pogańskiej Polski u progu nowej wiary.


Powinnam powiedzieć, że nic co polskie nie jest mi obce, ale jednak. Początkowy okres istnienia naszego państwa znam tylko z okrojonych lekcji historii, więc postanowiłam skusić się na coś w zupełnie innej formie. Z autorką "znam się" dzięki książce "Dwór w Czartorowiczach", która doczekała się w zeszłym roku wznowienia i którą recenzowałam. Miałam również przyjemność przeprowadzić z p.Moniką wywiad i poznać ją nie tylko jako pisarkę, ale jako człowieka. Dla ciekawych- wywiad


"Dzika kuchnia" Łukasz Łuczaj (25.07.2018r.)
Gatunek:  poradnik/kucharska


Zielnik i książka kucharska w jednym!To praktyczny przewodnik po ponad dwustu dzikich roślinach jadalnych Polski, takich jak: bez, brzoza, chmiel, czosnek niedźwiedzi, czeremcha, klon, łopian, pokrzywa, podbiał, tatarak i wiele, wiele innych. Każdy rozdział wyjaśnia, gdzie szukać danego gatunku i jak go rozpoznać, które części rośliny są jadalne, podaje informacje na temat okresu zbioru, substancji czynnych i właściwości farmakologicznych rośliny, a także jej tradycyjnego i współczesnego użytkowania w różnych kulturach. W książce znalazło się ponad sto przepisów na różnorodne potrawy, między innymi: krupnik z nasion babki, nalewkę z owoców barszczu, pierogi z liśćmi bukowymi, japońskie ciasteczka z bylicą, rosyjskie powidła z czeremchy, czyściec błotny po rzepnicku, piwo łopianowo-mniszkowe, gołąbki zawijane w liście funkii i szwedzką zupę różaną. Książka, bogato ilustrowana zdjęciami i rycinami, wzbogacona została o pasjonujące zapiski i rozmyślania autora o miejscu człowieka w przyrodzie, zaczerpnięte ze zbioru felietonów "W dziką stronę". "Ta książka, jak i cała praca Łukasza, jest niesamowitą inspiracją do tworzenia współczesnej kuchni. Warto poznać tajniki natury i tkwiący w niej potencjał... "Wojciech ModestAmaro, 1*Michelin Star, Atelier Amaro 

"Dzika kuchnia" gości już na mojej półce. Jestem z tej książki naprawdę zadowolona i każdy kto interesuje się chociaż trochę rodzimą naturą oraz od czasu do czasu chce zjeść coś innego również będzie. W swoich zasobach mam jednak poprzednie, inne wizualnie wydanie, a ta wersja wydaje się bliższa mojemu poczuciu estetyki. Będzie moja!

"Kąpiele leśne" M.Amos Clifford (13.08.2018r.)
Gatunek: poradnik

Delikatny mech, kojący śpiew ptaków, aromatyczny zapach żywicy i hipnotyzujący szum drzew... Jeśli zdarza ci się czuć, że w natłoku codziennych spraw życie pędzi jak szalone – wyjdź do lasu, by skutecznie zresetować umysł i nie zwariować. Oto wyjątkowy przewodnik po leśnych kąpielach oparty na uzdrawiającej japońskiej filozofii shinrin-yoku, która polega na nawiązaniu bliskiej więzi naturą. M. Amos Clifford w swojej książce dzieli się praktycznymi wskazówkami, jak korzystać z dostępnych dobrodziejstw lasu i zmienić swoje życie dzięki jego zadziwiającej sile. 
Dzięki niej: dowiesz się, jak zacząć własną praktykę kąpieli leśnych, wybierzesz odpowiednie miejsca, które skutecznie uzdrowią twoje ciało i umysł, doświadczysz licznych korzyści, takich jak odprężenie i poprawa kondycji fizycznej, obudzisz w sobie wewnętrzną radość i chęć do życia. Zaprzyjaźnij się z drzewami i przekonaj się o niezwykłej mocy natury na własnej skórze!

Wałkuję temat do znudzenia, ale nic nie poradzę na to, że wydawcy tak kuszą okładkami. "Kąpiele leśne" w takim wydaniu muszą być moje, a jeśli dowiem się z nich coś ponadto co już wiem - super!


"Dobre zioła" Michael Landon ( 23.08.2018r.)
Gatunek: poradnik

Eliksir młodości w zasięgu twojej ręki!Zioła kojarzą ci się z mało skutecznymi i niesmacznymi herbatkami, które piją starsze panie? Odkryj nowoczesne sposoby na korzystanie z mocy drzemiącej w roślinach!Zawarte w niektórych z nich adaptogeny pomagają radzić sobie z negatywnymi skutkami intensywnego tempa życia: problemami ze snem, obciążeniem stresem czy rozregulowaną gospodarką hormonalną. Rachel Landon wnikliwie opisuje najlepsze dla twojego zdrowia rośliny i nauczy cię z nich korzystać. Dzięki tej książce:poznasz zioła, które skutecznie obniżają poziom stresu i niepokoju, dowiesz się, które z ziół i roślin przyspieszają regenerację zmęczonego organizmu, odkryjesz, za pomocą jakich roślin wspomagać produkcję kortyzolu i adrenaliny, które wpływają na procesy starzenia, nauczysz się przyrządzać kosmetyki i zdrowotne napary, które odmładzają i wzmacniają organizm. Propolis, kurkuma, rumianek, imbir, ashwagandha, matcha i wiele innych roślin, które zapewnią ci zdrowe, szczęśliwe i długie życie!

Ostatnia pozycja na którą zwróciłam uwagę również dotyczy ziół. Skupiłam się jednak na niej ze względu na to, że autor opisuje w niej mniej powszechne, nie tak oczywiste,  gatunki. Co by to nie było, dobrego zioła nigdy dość 😉


Na tym kończę swoje wakacyjne zestawienie. Ciekawa jestem czy któryś z powyższych tytułów zwrócił Waszą uwagę. Co Wy macie w planach przeczytać w najbliższych tygodniach?

Hydra Vegetal "stara- nowa" linia kosmetyków Yves Rocher

Hydra Vegetal "stara- nowa" linia kosmetyków Yves Rocher

Nie jest tajemnicą, że Yves Rocher jako firma mocno inspiruje się dobrem płynącym z roślin. Ich specjaliści, dermatolodzy i kosmetolodzy wciąż doszukują się wspólnych cech między ludzką skórą, a konkretnymi gatunkami. Wszystko po to by móc oddziaływać na nią jeszcze skuteczniej.Kilka lat temu na rynku pojawiła się linia kosmetyków Hydra Vegetal o działaniu nawilżającym. Wówczas  składnikami aktywnymi były klon kanadyjski oraz agawa niebieska. Spełniały swoje zadanie jednak postęp i nieustannie prowadzone badania umożliwiły  ekipie YR poznanie jeszcze efektywniejszego składnika jakim jest Carpobrotus Edulis. W ten  sposób po raz drugi narodziła się ta seria.


Roślina wykorzystywana w produkcji kosmetyków Yves Rocher  pozyskiwana jest ze zrównoważonych źródeł z poszanowaniem dla ludzi oraz środowiska. Jeszcze jakiś czas temu hasło to było dla mnie zwykłym sloganem, ale dzięki tegorocznej edycji Meet Beauty i wykładowi jednej z firm otworzyłam swoje oczy  na powyższe zagadnienie.Rośliny poddawane są pięcioetapowemu procesowi  (miażdżenie/wyciskanie/dekantacja/oczyszczanie/stabilizacja) w wyniku którego powstaje produkt właściwy - woda komórkowa.Ta, jak pokazują testy in vitro oraz in vivo, pomaga gromadzić i zatrzymywać wodę, a następnie uwalniać ją nieprzerwanie  przez 48 godzin. Carpobrotus Edulis zwrócił uwagę naukowców ze względu na swoje właściwości przystosowawcze.Potrafi przetrwać w  niesprzyjających warunkach, będących barierą dla innych roślin.


W skład odświeżonej serii wchodzą: 
  • Odświeżający żel do mycia twarzy
  • Nawilżające mleczko do demakijażu
  • Tonik nawilżający
  • Aksamitny krem intensywnie nawilżający
  • Żel - krem intensywnie nawilżający
  • Rozświetlający peeling do twarzy
  • Ultranawilżające serum w płynie (dostępne w sprzedaży od czerwca 2018)
Ceny wahają się od 29,90 - 72,00zł w zależności od kosmetyku.



Miałam to szczęście poznać poprzednią wersję Hydra Vegetal, więc teraz łatwiej odnieść mi się do jej ulepszonego wydania. Wciąż jestem w fazie testów, ale udało mi się już wstępnie wyodrębnić kilku ulubieńców. Za jakiś czas podzielę się z Wami recenzjami tych najciekawszych.


p.s. Kosmetyki dostarczyła firma Evergreen Group sp. z o. o. sp. k. w zamian za poświęcenie im uwagi
w publikowanych materiałach, nie miała jednak wpływu na treść wpisu.

Co, dlaczego i jak czytam?! Liebster Blog Award

Co, dlaczego i jak czytam?! Liebster Blog Award

Pamiętam czasy, gdy nominacje do TAGów tematycznych były na porządku dziennym. Niestety później na długo moda ta odeszła w zapomnienie, aż ostatnio... Przyznaję, że lubię wszelkiego rodzaju nominację, bo jest to dla mnie okazja do poznania nowych blogów jak i poszerzenia informacji o tych już mi znanych. Gdy trafiłam na wpis  Liebster Blog Award u Biblioteki Feniksa i zobaczyłam, że jestem nominowana,  uśmiech nie schodził mi z twarzy. Co ciekawe tym razem będę odpowiadać na pytania dotyczące mojej miłości do książek, a jednocześnie poniekąd też pracy, bo tak wchłonęła mnie branża czytelnicza. 


1.Pamiętasz książkę, dzięki której odkryłeś/łaś swoją miłość do czytania konkretnego gatunku lub czytania w ogóle? Jeśli tak, to jaka ona była?

Swoją przygodę z czytaniem zaczęłam naprawdę bardzo wcześnie i zostało to wymuszone poniekąd warunkami rodzinnymi. Prosto z przedszkola trafiałam do mamy, a właściwie do jej pracy. Już w drodze zahaczałyśmy o bibliotekę. Napisałabym, że miłość do książek wyssałam z mlekiem matki, (bo od zawsze były  one obecne w moim życiu) ale ja z tych butelkowych dzieciaków, więc hm... Zdecydowanie to dzięki mamie sięgam po książki z przyjemnością. To również dzięki niej już w szkole podstawowej zachłysnęłam się Mastertonem i Kingiem, którzy na wiele lat mocno mnie ukierunkowali. Teraz co prawda bliżej mi do reportażu, ale wciąż z rozrzewnieniem wracam do tamtych książek.

2.Gromadzisz książki, czy raczej po przeczytaniu sprzedajesz/oddajesz innym?

Z tym bywa naprawdę różnie. Mam blisko 200 tytułów z którymi wolałabym się nie rozstawać, a które uwiodły mnie treścią lub wydaniem. Inne darzę sentymentem ze względu na autora.  Przez moje ręce przewinęła się jednak masa książek "na raz", które po przeczytaniu zmieniły właściciela  i specjalnie tego nie żałuję. Wierzę, że trafiły do lepszego miejsca :) 

3.Czy w Twojej rodzinie są mole książkowe, czy jesteś w niej jedyną  taką osobą?
Mam to szczęście, że jednak wśród moich bliskich jest sporo osób czytających. Mam z kim porozmawiać o książkach, mam się z kim wymienić. Zawsze też mogę liczyć w tej kwestii na  blogowe koleżanki.

4. Czy czytanie jest Twoją ulubioną rozrywką czy też należy ono do jednej z wielu i znajduje się na dalszej pozycji na liście ulubionych rzeczy?

Zawsze było na jednym z pierwszych miejsc. To nie jest tak, że nie robię innych rzeczy w życiu, ale tak - jeśli wolna chwila i relaks, to bardzo często też książka. 



5.Wolisz serię czy pojedyncze tomy?

Tu też nie ma jednej dobrej odpowiedzi. Jeśli historia mnie wciągnie, to wiadomo, że chciałabym więcej i więcej. Czasami jednak jeden tom jest się  stanie wybronić lepiej niż niejedna seria.

6.Wolisz czytać książki w twardej czy miękkiej oprawie?

Jestem fanką twardych opraw, bo solidniejsze i  zdecydowanie lepiej  wyglądają w półce.

7. Jaka jest najbardziej znienawidzona przez Ciebie książka, której nie poleciłabyś największemu wrogowi?

Na szczęście nie mam ( chyba!) wrogów i do tej pory nie trafiłam też na taką pozycję. Było owszem kilka książek, które dosłownie zmęczyłam, ale wierzę że i one posiadają grono swoich fanów. To kwestia gustu i wypowiadać się o niej nie sposób.

8. Czytasz tylko w domowym zaciszu czy też lubisz to robić wszędzie, gdy tylko masz wolną chwilę?

Ostatnio czytam głównie podczas wypadów na ryby, bo przyjemna sceneria zachęca do takiej aktywności. Często robię to w łóżku po powrocie z pracy, czy w samochodzie tuż przed nią. Nie ma reguły gdzie i kiedy :) 

9.Masz ulubionego autora? Jeśli tak, jakiego?

Ostatnio mocno wkręciłam się w twórczość Łukasza Henela. Jego horrory przypadły mi do gustu na tyle, że w tym roku wybieram się na urlop w Góry Sowie, miejsce w którym rozgrywa się akcja  "Demona". Bardzo podoba mi się  jego umiejętność nawiązywania w swoich utworach do historii Polski.Niestety, gdy autor niezbyt pozytywnie mi się kojarzy np. za sprawą swojej działalności w SM staję się automatycznie uprzedzona do jego twórczości.



10.Często zarywasz nocki dla książek?

Zdarza mi się, chociaż rzadziej niż wcześniej. Niestety jest to uwarunkowane pracą do której muszę wstać po 5 rano, a w domu jestem w okolicach 21. Mój leniwy organizm  na dłuższą metę dopomina  się dodatkowej dawki snu. 

11. Czytasz kilka książek jednocześnie czy delektujesz się jedną konkretną?

Należę do grona tych osób, które ciągną jednocześnie kilka różnych historii. Zwykle lawiruję między gatunkami i reportaże czy horrory przeplatam czymś lżejszym. Robię to, bo wiem, że jedna historia byłaby mi się w stanie znudzić. Poza tym czasami fajnie jest móc spojrzeć na daną książkę z perspektywy czasu.  W   tej chwili na tapecie  jest u mnie "Wirus" Mastertona i... "Tajemnice bieszczadzkich roślin" Adama Szarego.



NOMINUJĘ ( o ile będziecie chciały wziąć udział) :

1. Skąd w Twoim życiu książki? Kto i kiedy  rozpalił czytelniczą miłość?
2. Czym sugerujesz się przy wyborze lektury: opisem z okładki/ recenzjami/wizualną stroną wydania?
3. Na jakie spotkanie autorskie chciałabyś się wybrać i jakie pytanie zadałabyś danemu autorowi?
4.Książka do której czuję sentyment... ?
5. Najlepszy moment/miejsce na czytanie to... ?
6.Zakładka kupowana czy robiona? ( mile widziane zdjęcie)
7. Ostatnio czytałam świetną książkę i była to... ?





Po co blogerki urządzają spotkania? I dlaczego jeśli majówka, to koniecznie w Rzeszowie?

Po co blogerki urządzają spotkania? I dlaczego jeśli majówka, to koniecznie w Rzeszowie?

Moje pierwsze spotkanie blogerskie miało miejsce tuż po moim ślubie, czyli blisko 6 lat temu. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że prócz możliwości zapoznania się z nowymi firmami można zrobić coś więcej. Z czasem jednak to więcej stało się głównym celem kolejnych spotkań. Od jednego do drugiego, a niemal za każdym razem towarzyszył temu główny motyw- licytacja. Pomyślicie pewnie, że to niespecjalna atrakcja, a jednak (!) mocno raduje serducho, bo dzięki temu można pomóc komuś w potrzebie.



Pierwszy tydzień maja jest dla mnie zawsze intensywnym okresem. Ma to związek z moimi urodzinami, a że  w tym roku obchodziłam ósmą rocznicę  tych osiemnastych... Zwieńczeniem tygodnia było spotkanie w Rzeszowie (05.05.2018r. Stary Browar Rzeszowski), które prócz odnowienia kontaktów koleżeńskich miało na celu pomoc Lenie, dziewczynce chorującej na padaczkę lekoodporną.  Dzięki licytacji fantów zebranych od firm udało nam się wspólnymi siłami uzbierać ponad 650zł i chociaż zdaję sobie sprawę, że  nie rozwiążą one problemów rodziny, to mam nadzieję pomogą w dalszym leczeniu.  Inicjatywa spotkania wyszła od Kasi i Karoliny , a ostatecznie udział wzięły również: Magda,  Asia, Gabi , Paulina , Asia, Ania  i ja.  W Starym Browarze miałam okazję być po raz pierwszy i przyznaję, że robi wrażenie. Mnogość sal i wystrój bardzo przypadły mi do gustu, a sprzedaż piwa na metry mocno zaciekawiła.Akurat tym razem skusiłam się tylko na picie, ale przyznaję, że sałatki wybrane przez dziewczyny prezentowały się mega apetycznie.  Kolejny raz miałyśmy okazję poplotkować o wszystkim i o niczym. Komentarze pod zdjęciami niestety nigdy nie zastąpią wymiany poglądów "na żywo".


Firmy które zechciały wesprzeć spotkanie "Blogerki na Majówce"

Chias / ChicChiq / Lirene 

CD / Constance Carroll/ Resibo / Ekert Nails 

Bi-es /Nanshy / Bourjois

Dziękuję za możliwość spotkania w "starym", a jednak młodym i  wciąż pięknym gronie.





IV edycja konferencji Meet Beauty moim okiem...

IV edycja konferencji Meet Beauty moim okiem...

Chciałam napisać, że zaledwie kilka dni temu miałam możliwość wziąć udział w IV edycji konferencji dla blogerów i vlogerów  Meet Beauty, prawda jest jednak taka, że miała ona miejsce dwa tygodnie temu. Czas ucieka, a ja ostatnio niespecjalnie za nim nadążam... Brałam udział w dwóch pierwszych spotkaniach i początkowo mocno zachłysnęłam się  ich urokiem, później wszelkie imprezy blogerskie zaczęły podobać mi się coraz mniej, aż w końcu postanowiłam zrobić sobie przerwę.  Przez to ominęła mnie trzecia z edycji, ale na czwartą na nowo nabrałam ochoty. Sporo miało się zmienić, bo w końcu wejścia na warsztaty miały być weryfikowane za pomocą identyfikatorów, miał być czas na luźne pogawędki czy rozmowy z przedstawicielami firm. Co z tego wyszło?!

Zdecydowanym plusem całej dwudniowej imprezy  było umiejscowienie jej w jednym z warszawskich hoteli. Nie ukrywam, że miło było w końcu uczestniczyć w konferencji będąc wyspaną i pokonując do miejsca właściwego raptem kilka pięter  windą. Tym razem uczestniczki zostały podzielone wg zainteresowań i głównej tematyki prowadzonych przez nich kanałów. Ja  wraz z pokojową towarzyszką Justyną trafiłyśmy  do grupy pielęgnacyjnej, oznaczonej kolorem zielonym. Fajnie było już po kolorze smyczy od identyfikatorów móc określić czym dana osoba się zajmuje. Zapisy na warsztaty z firmami były przeprowadzone początkiem kwietnia i już wtedy wybierałyśmy godzinę prelekcji i jej tematykę. Prócz tego jak co edycję dla wszystkich uczestników dostępny był panel dyskusyjny na którym poruszano wiele różnych tematów. 



Sobotę rozpoczęłam od udziału w warsztatach makijażowych przeprowadzonych przez Annabelle Minerals. Zdecydowanie była to firma posiadająca najciekawsze i moim zdaniem najładniejsze wizualnie stoisko. Same warsztaty w moim odczuciu były mocno przeciętne. Zaprezentowano makijaż rozświetlający wykonany minerałami, jednak całość  prelekcji można było jeszcze trochę dopracować.Oprócz możliwości obejrzenia tego co ma do zaoferowania dana firma jako konsumentka lubię też wiedzieć dokładnie  co stoi za całością. Dlaczego obrano taki kierunek a nie inny, skąd pozyskiwane są surowce itd., a te zagadnienia były mocno okrojone w treści. Nie mniej jednak cieszę się, że asortyment marki się powiększa oraz że  na ogólnodostępnym stoisku można było usłyszeć nieco więcej o olejach, a właściwie ich mieszankach. Jedną z nich, mocno ziołową o działaniu oczyszczającym przywiozłam nawet ze sobą do domu i muszę powiedzieć, że przepadłam. Więcej o tym przeczytacie u mnie z czasem.



Po przerwie udałam się na wykład Klaudyny Hebdy o olejkach i aromaterapii. Ten panel był dostępny bez zapisów i naprawdę osoby które na niego nie przyszły mogą szczerze żałować, bo był to jeden z lepszych występów pierwszego dnia konferencji. Kto nie zna jeszcze Klaudyny ten musi z pewnością odwiedzić ją na jej stronie < klaudynahebda.pl> Tak zaangażowanej w temat prelegentki dawno nie miałam okazji słuchać. I w przenośni i dosłownie Klaudynę nosiła jej wewnętrzna energia wynikająca z pasji jaką jest dla niej ziołolecznictwo i tematy z nim związane. Ciężko było jej zrobić dobre zdjęcie, bo momentów bezruchu praktycznie w ogóle nie było, a czas wykładu chociaż wydłużony zdecydowanie zleciał mi za szybko. Moja fascynacja i jej osobą i tematem była ogromna i już do końca dnia wielokrotnie wspominałam tylko ją. Po przyjeździe z Warszawy przygarnęłam nawet jej książkę, na sprawienie mi tak cudownego prezentu urodzinowego wpadła też Elfie's Planet <3 



Na koniec dnia wspólnie udałyśmy się do sali w której mogłyśmy się zapoznać z jedną z nowszych marek kosmetycznych O2Skin. Tutaj tematem przewodnim był tlen w kosmetykach, jego właściwości i możliwości wykorzystania. Dodatkowo była możliwość podpytania dotychczasowych ambasadorek firmy o przebieg  współpracy. Jednak dla mnie coś co miało stanowić zachętę i zmniejszenie dystansu między firmą a potencjalnym klientem,  stało się delikatnym odpychaczem. Może za dużo się już naczytałam na blogach i sporo zdobyłam własne doświadczenie z innymi markami i jakoś ciężko mi uwierzyć w cukierkowość tych historii. Jeśli jednak faktycznie było tak bajecznie to dziewczyny miały szczęście  :) 

Ani ja ani J. nie miałyśmy sił i ochoty na after party. Wieczorny spacer i kaloryczna kolacja były jedynym czego w danym momencie potrzebowałam do szczęścia. Tuż przed snem rozpoczęłyśmy pierwsze testy kosmetyków ( płatki pod oczy od Efektimy poszły w ruch) oraz wymieniłyśmy się drobnymi upominkami, co jest już naszą małą tradycją. Ja otrzymałam coś co bardzo lubię czyli książkę, herbatę  i kosmetyki Yves Rocher. 

Kolejny dzień zaczął się dla nas warsztatami z Natura Siberica, które oceniam bardzo pozytywnie. Nie było smętnej pogadanki o tym jaką to są fenomenalną firmą, ale podeszli do tego w ciekawy sposób poprzez diy. Gdy my tworzyłyśmy namiętnie swoje peelingi przedstawicielka firmy opowiadała nam o tym dlaczego rośliny z Syberii, jaki jest sposób pozyskiwania surowców i co oznaczają tajemnicze znaczki na opakowaniach. Równie chętnie rozmowę podejmowały panie obsługujące stoisko firmy, to samo mogę powiedzieć o Efektimie czy Roge Cavailles. Niestety u Neess czy Pierre Rene obejrzałam tylko zawartość ekspozycji, trochę szkoda, bo byłam ciekawa zwłaszcza szczoteczek do twarzy i makijażu, ale nie było z kim o nich porozmawiać... 



Ciekawą prelekcję przygotowała Tołpa. Przedstawicielkę kojarzę już z poprzednich edycji, ale szcześliwie nie powieliła wykładu, a zaskoczyła nas czymś nowym.Tematem przewodnim były tym razem cery trądzikowe i problematyczne. Wspólnie przeanalizowałyśmy problem, było sporo śmiechu zwłaszcza gdy dziewczyny opowiadały o sytuacjach z ich gabinetów kosmetycznych. Uświadomiłam sobie jednak jak  wiele kobiet  wciąż jest nieświadomych "co z czym i dlaczego" jeśli chodzi o odpowiednią pielęgnację. 

A ze spotkania przywiozłam ze sobą... 











Dwa dni wydarzenia zdecydowanie poszerzyły moją wiedzę z zakresu kosmetyki. Warsztaty i wykłady wciąż "siedzą" mi w głowie. Miałam możliwość kolejny raz spotkać się z osobami z którymi ze względu na odległość na co dzień utrzymuję kontakt wyłącznie online. Chciałabym móc napisać o samych superlatywach, ale kolejny raz znowu czynnikiem który  "nawalił", byli ludzie. Nie obyło się bez wynoszenia paczek, drobnych kradzieży na stanowiskach firm. Ciężko mi zrozumieć, że niektórzy w blogowaniu widzą tylko jeden cel... zysku. Szkoda, bo przez takie elementy traci cała blogosfera. I sobie i Wam życzyłabym, by każde  kolejne spotkanie odbywało się już bez takich "akcji" :) 


Dziękuję za organizację i możliwość udziału w wydarzeniu  zblogowani.pl oraz BLOGmedia.


Copyright © 2014 Praktycznie kosmetycznie. , Blogger