"Tamte dni, tamte noce"  czyli historia pewnej miłości...

"Tamte dni, tamte noce" czyli historia pewnej miłości...

Wstęp do tego wpisu powinien wyglądać ni mniej ni więcej tylko tak: "Z polecenia Ania Maluje",  bo to właśnie u niej po raz pierwszy wyłapałam w jednej z relacji ten tytuł... Książka wydana w 2007 roku po przeszło dekadzie zaczęła na nowo czarować włoskim klimatem lat '80., a stało się to za sprawą L.Guadagino, który zainspirowany wydarzeniami zamkniętymi na kartach postanowił przenieść je na duży ekran. Premiera światowa miała miejsce w styczniu 2017 roku, ale dopiero teraz film ten pojawił się w polskich kinach. Co przykre z punktu widzenia widza, na zdecydowanie zbyt krótki okres czasu. W mojej okolicy już po 1,5 tygodnia od premiery ciężko było trafić na seans o dogodnej godzinie, a niektóre z kin zrezygnowały z wyświetlania tej produkcji w ogóle. Nie jest to historia, która przyciągnie każdego, ale stanowi miłą odmianę od pozostałych mało ambitnych produkcji.Wracając jednak do książki...


"Call Me by Your Name"  oryginalny tytuł książki został mocno skrzywdzony przez tłumaczenie, które nijak się ma do treści książki, no chyba,  że rozpatrujemy ją wyłącznie jako zbiór wspomnień z minionych lat. Skąpane w słońcu Włochy mnie mimowolnie kojarzą się z wybujałą namiętnością i chociaż jak to ujęła moja znajoma "rozpusta leje się w  tej historii strugami", to w moim odczuciu mamy tu  do czynienia z nieśmiałym, jednym z przyjemniejszych obrazów miłości homoseksualnej. Elio, nastolatek spędzający z rodzicami kolejne lato w jednej z włoskich miejscowości oddaje się namiętnie dwóm przyjemnościom: czytaniu i grze na fortepianie. Sielankowy wyjazd  przerywa przybycie na miejsce młodego Amerykanina, pracującego nad doktoratem stypendysty. Początkowo nastolatek mocno uprzedza się do gościa którego ze względu na jego zachowanie, uznaje za  aroganta. Nie mniej jednak z czasem długie rozmowy i wspólne przemyślenia sprawiają, że między młodymi rodzi się nietypowa więź, daleko jej jeszcze jednak do uczucia. Z czasem obaj podejmują próby poznania intencji  drugiej strony poprzez rzucane aluzje czy przypadkowy dotyk.Jednocześnie w tym samym czasie Elio jako dorastający nastolatek walczy ze swoją rozwijającą się seksualnością. Z jednej strony nabiera doświadczenia w tematach damsko - męskich, z drugiej pragnie doświadczyć czegoś nowego z mężczyzną. Jego rozterki idealnie ujęte w książce, w filmie zostały niemal całkowicie pominięte, przez co ja będę się trzymać stwierdzenia, że najpierw książka, później film. Im bliżej wyjazdu Olivera, tym głębsze uczucie rodzi się między mężczyznami. Przekraczają oni przyjacielską granicę oferując sobie o wiele więcej...Wakacyjny romans może się okazać rozczarowujący zwłaszcza dla tych, którzy liczyli na happy end, nie mniej jednak dochodzimy do momentu w którym obaj mężczyźni z nutą rozrzewnienia wspominają to, co połączyło ich przed laty. 



Z reguły nie porywam się na książki dotyczące społeczności LGBT, głównie przez to, że autorzy chcą podkręcić temat serwując mocno wynaturzone i wręcz wulgarne opisy. Andre Aciman zrobił to w sposób niewymuszony i  subtelny, a przedstawione przez niego sceny bliskości wydawały się naturalnym porządkiem rzeczy w opowiedzianej przez niego historii. Zwłaszcza w książce (ale w filmie również, jednak w mniejszym stopniu) daje się poznać pełna akceptacja ze strony rodziców.  Pewnie gdyby nie szum medialny wynikający z premiery filmy przeoczyłabym tę pozycję, a tak zaciekawiona treścią postanowiłam również obejrzeć film. Nie jest to typowa produkcja kasowa. Prócz sporej dawki przemyśleń z ekranu dociera do nas pełna napięcia cisza, przerywana w istotnych momentach idealnie dobraną muzyką. Faktem jest, że nie pasuje ona zupełnie do utworów tamtych lat, ale w połączeniu z włoską idyllą tworzy spójną całość. Warte uznania są również kreacje głównych bohaterów. Jestem pełna podziwu zwłaszcza dla odtwórcy roli Elio, bo musiał się zmierzyć z trudnym zadaniem, a jednocześnie przekonać widza swoją autentycznością. Cieszę się, że miałam okazję na to jedno lato przenieść się z bohaterami do ich pełnego namiętności świata.

Czytaliście, oglądaliście?!


Przegląd okresowy, czyli trochę nowości w mojej kosmetyczce. Propozycje idealne dla roślinożerców.

Przegląd okresowy, czyli trochę nowości w mojej kosmetyczce. Propozycje idealne dla roślinożerców.

Tak bardzo wkręciłam się w pracę na etat, że prezentowanie na blogu nowości, które do mnie ostatnio dotarły zeszło na drugi plan. Winą obarczam za to po trosze instagrama, umożliwiającego szybszy i łatwiejszy przekaz, przez co jest to miejsce gdzie skupiają się obecnie moje działania w social mediach. Nie mniej jednak w zeszłym tygodniu znalazłam chwilę by uwiecznić na zdjęciach kilka stosunkowo nowych (bo tegorocznych) paczek i zakupów, a dzisiaj nadszedł ten moment, w którym udało mi się o nich napisać...

O swojej przygodzie z Ministerstwem Dobrego Mydła podczas szkolenia zorganizowanego przez Accor Hotels pisałam Wam w chwilę po powrocie z Warszawy. Z podróży tej przywiozłam ze sobą mydło marchewkowe (produkcji MDM) oraz peeling o zapachu kwiatu cukinii i ananasową sól do kąpieli, będące już dziełem rąk własnych. Przyznaję, że nigdy wcześniej nie pomyślałabym, że warzywne akcenty w kosmetykach sprawią mi tyle radości, a jednak...





Walentynkowa przesyłka od Yves Rocher była dla mnie  bardzo miłym zaskoczeniem. Myślałam, że sporych rozmiarów pudło skrywa stojak na wędki, który zamówiłam miłości swojego życia, ale nie... W środku ukryło się cztery nowe zapachy kremowych żeli pod prysznic : bawełna & mimoza, owoc granatu & pieprz czerwony, magnolia & biała herbata i coś co skradło moje serducho od pierwszego kontaktu sam na sam, ziarna kawy.  Jeśli chodzi o zapachy produktów myjących tj. żeli czy płynów od YR bez zastanowienia brałabym je w ciemno. Z sentymentem wspominam jedną z pierwszych linii - Jardins du Monde i  jej zachwycające cytrusowe nuty. Plaisirs Nature zmierza  w tym samym kierunku, zmieniają się jednak pojemności, wygląd wizualny, wydajność i gama zapachowa. Firma otwiera się na nowe, co doceniam.  W tej samej paczce znalazły się jeszcze dwa zapachy w wersji limitowanej : Oui a L'amour oraz Comme une Evidence. Ten drugi był mi już wcześniej znany, ponieważ regularnie gości na mojej półce z zapachami. Zaczęło się jednak przed kilku laty od wygranej w jednym z blogowych konkursów.Tym co wyróżnia te edycje  na tle innych są zdecydowanie opakowania okraszone kwiatowym motywem, dzięki czemu  mnie udało się chociaż na chwilę poczuć wiosnę.




A skoro udało się z jedną kawą to postanowiłam spróbować z drugą i zakupiłam kolejny już scrub do ciała od Organic Shop, który jednak czeka wciąż na swoją kolej. Podczas promocji w Drogerii Wispol skusiłam się na Rozgrzewającą maskę do ciała przecenioną o 50% od ceny właściwej, dzięki czemu produkt ten trafił w moje ręce za niecałe 10 zł. Staram się także rozszerzyć swoje zainteresowania o inne firmy.Do tej pory w Oriflame stawiałam głównie na zapachy, które mocno mnie czarują, a teraz poszłam o krok dalej i zamierzam zmierzyć się z ich kolorówką, co zresztą widać na zdjęciu.Korzystając z wyjazdowych okazji uzupełniłam też całkiem przyziemne kosmetyczne zapasy.





 A że zbliża się sezon sprzyjający roślinożercom... W tamtym roku zachwycałam się "Pysznymi chwastami", w tym postanowiłam pójść o krok dalej i wzbogacić swoją wiedzę w tym temacie. Atlasy oprócz opisów roślin zawierają również ciekawe przepisy na wykorzystanie ich w kuchni lub kosmetyce. Dodatkowych plusem tych publikacji jest stosunkowo niska cena w stosunku do wykonania (29,99zł/szt). Przyznaję jednak, że do tej gromady w chwili pisania dołączyły dwie nowe ciekawe pozycje, ale o nich może innym razem. Rozszalałam się także nieco przy kompletowaniu kolekcji dvd z polskimi filmami, ale małe zajawki pojawiły się na wspomnianym już wcześniej insta (@mmichalowa) . 



A Wam co dobrego wpadło w tym roku w oko? 

Zapraszam na kawę , czyli  opowieść o tym jak czaruje zapachem  kremowy żel pod prysznic Ziarna kawy - Yves Rocher

Zapraszam na kawę , czyli opowieść o tym jak czaruje zapachem kremowy żel pod prysznic Ziarna kawy - Yves Rocher

Przez lata kawa obwiniana była o całą masę negatywnych właściwości. Długo mówiono o niej, że jest używką , od której nie sposób się uwolnić. Mimo wszystko jej popularność nie malała, a rosła. Szczęśliwie dla wszystkich jej zwolenników, lata badań wykazały, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Dlatego też dzisiaj z pełną świadomością  zapraszam Was  na filiżankę aromatycznej kawy- nie inaczej! 




Moja miłość do kawy nadchodzi falami. W okresie intensywnej nauki połączonej z pracą wypijałam po kilka filiżanek dziennie, by niespełna rok później nie sięgać po kawę w ogóle. Filiżanki wypite przez 3 ostatnie lata mogłabym policzyć na palcach jednej ręki, ale... nowa praca, aromat świeżo parzonej kawy i nieograniczony dostęp do ekspresu sprawiły, że znowu jestem w stanie pozachwycać się nad aromatem czarnej cieczy. Nie jest to już jednak tak głębokie i intensywne uczucie jak dawnej, głównie przez to, że znalazłam sobie po drodze inne nałogi (czyt. herbata i wino).Nie mniej jednak zawsze uciekałam od aromatów kawowych w kosmetykach, bo daleko było im do tych naturalnych nut. Nie raz i nie dwa w rozmowach podkreślałam, że kawa i owszem, ale nie w takim wydaniu. Tym bardziej zdziwiłam się, gdy w ostatniej przesyłce od Yves Rocher trafiłam na żel właśnie w mocno kawowym wydaniu, który, o ironio,  uwiódł mnie właśnie zapachem. Uzależniające nuty kawy powodują, że z niecierpliwością oczekuję kolejnej wizyty pod prysznicem. Z nimi jak z cukierkami Kopiko, wciąż chce się więcej.Nie bez powodu wspominam o nich w tym wpisie, bo zapach  jest niemal identyczny. Konsystencją kremowy żel pod prysznic nie odbiega od pozostałych produktów Yves Rocher  z linii Plaisirs Nature , dzięki czemu jest to kosmetyk wydajny. Prócz wyciągu z ziaren kawy które definiują ten produkt w składzie znalazł się również żel z aloesu będący przyjemnym dodatkiem ze względu na właściwości pielęgnacyjne.  

Linia : Plaisirs Nature ( 98% składników pochodzenia naturalnego, neutralne pH, baza myjąca pochodzenia roślinnego, bez parabenów i etoksylatów)

Cena: 17,90zł/400ml




Fakty i mity ze świata kawy

To prawda, że :
  • poprawia koncentrację dzięki swojemu działaniu pobudzającemu, które według badań trwa od 15 minut do godziny po spożyciu,
  • chroni przed rakiem co prawda mężczyzn , bo chodzi o nowotwór prostaty, ale zawsze to jakieś pocieszenie. Przeprowadzone badania wykazały, że 6 i więcej filiżanek dziennie  zmniejsza ryzyko zachorowania aż o 60%
  • wydłuża życie już 3 filiżanki dziennie to dodatkowe pół godziny według wyliczeń jednego z brytyjskich uczonych
  • poprawia humor , ponieważ zwiększa poziom serotoniny odpowiedzialnej za nasz dobry nastrój
  • zmniejsza ryzyko chorób w tym cukrzycy typu 2, Parkinsona i Alzheimera

Fałszem jest, że:
  • działa silnie moczopędnie, a tym samym odwadnia - badania wykazały, że działanie moczopędne kawy jest porównywalne do tego jakie wykazuje woda,
  • jest ciężkostrawna - właściwie pobudza trawienie (ciężkostrawne bywają dodatki z którymi jest serwowana)



Kawa, kawunia , kawusia...

Przywędrowała z Etiopii przez stulecia budziła kontrowersje ze względu na swoje właściwości. Przez pewien czas sprzedawana była jako lek na wiele dolegliwości, a jej dostępność ograniczała się wyłącznie do aptek. W naszym kraju pojawiła się w XVII wieku ( podobno za sprawą bitwy pod Wiedniem). Na chwilę obecną wyróżnia się blisko 40 gatunków kawowca, którego nasiona znane nam są jako kawa (po ich uprzednim spaleniu i zmieleniu). W kosmetyce jest to chętnie wykorzystywany składnik ze względu na właściwości spowalniające fotostarzenie skóry.Dodatkowo wspomaga ona proces usuwania toksyn, przyśpiesza przepływ limfy i poprawia krążenie przez co pod jej wpływem poprawie ulega ogólny wygląd skóry.Ze względu na zapach chętnie wykorzystywana jest przy zabiegach spa, ponieważ umożliwia relaks i ukojenie dla naszych zmysłów.


To co? Chyba najwyższa pora na filiżaneczkę...

p.s. Kosmetyki dostarczyła firma Evergreen Group sp. z o. o. sp. k. w zamian za poświęcenie im uwagi
w publikowanych materiałach, nie miała jednak wpływu na treść materiałów.

Dlaczego warto się rozwijać? Jak podróże wpływają na nasze życie?  I co wspólnego mają ze sobą  hotel i   kosmetyki hand made?

Dlaczego warto się rozwijać? Jak podróże wpływają na nasze życie? I co wspólnego mają ze sobą hotel i kosmetyki hand made?

Zaledwie wczoraj wróciłam z Warszawy (gdzie uczestniczyłam w warsztatach kosmetycznych organizowanych przez... sieć hoteli) a  kilkukrotnie usłyszałam pytanie: opłacało Ci się jechać? Przyznaję, że szczerze zdziwiło mnie, że padło ono z ust osób, które chwalą się w mediach społecznościowych swoją pasją. Skoro dany temat  nas interesuje, mówimy o tym z chęcią i wyszukujemy z danej dziedziny nowości i ciekawostek to zawsze (!) możliwość poobcowania z nim  wnosi do naszego życia coś wartościowego. Takie jest moje zdanie! Nie żałuję nieprzespanej nocy, braku komfortu w podróży i związanych z tym kosztów, bo dzięki temu odżyłam. Zrobiłam kolejny krok naprzód i dobrze mi  z tym, dlatego...

No weź się rozwijaj człowieku...

I życie i praca wymuszają czasami na nas podnoszenie kwalifikacji. Czasami jest to mniej czasami bardziej przyjemny proces. Natomiast sama wychodzę z  prostego założenia : warto znać zakres swoich umiejętności, być świadomym swojej wiedzy, ale jednocześnie pamiętać o tym, że wciąż czeka na nas "nowe" wymagające poznania i nauki.  Nie bez powodu ktoś kiedyś powiedział, że człowiek uczy się przez całe życie. I wcale nie wynika to z naszej niedołężności z zakresu przyswajania wiedzy, ale z idącego krok przed nami postępu.  Mnie uszczęśliwia, a tym samym odpręża nabywanie nowych umiejętności. Mogę sobie wtedy śmiało powiedzieć, że jestem z siebie dumna. Świetne uczucie, polecam!  

Informację o darmowych szkoleniach znajdziecie w Internecie. Warto zapisywać się do newsletterów i śledzić interesujące profile, bo być może to właśnie tam czeka na Was jakaś przygoda.

Stwórz coś od podstaw!

I wcale nie chodzi mi o to, żebyś mój czytelniku zaczynał od rzeczy wielkich. Ja też tego nie robię, sama wyznaczam sobie kolejne etapy, takie w sam raz do przejścia. W ten weekend trafiła mi się okazja  samodzielnego przygotowania peelingu i soli pod okiem osób, które zajmują się tym zawodowo, profesjonalnie. Oprócz teorii utrwalonej na kartce przywiozłam ze sobą przyjemny głos Ani prowadzącej warsztaty i podpowiadający mi krok po kroku od czego warto zacząć, z jakich produktów korzystać i rozwiewający wątpliwości dotyczące tego, dlaczego tak a nie inaczej?! Spotkanie z tak energicznym zespołem zrodziło we mnie  dodatkowe poczucie wartości, bo oto teraz wiem, że mogę sobie SAMA ukręcić kosmetyk taki, na jaki mam w danym momencie ochotę i zapotrzebowanie. Satysfakcja z efektu finalnego bezcenna, chęć stworzenia kolejnych kosmetycznych tworów - jeszcze większa! I ten cudowny moment, gdy możecie się zanurzyć w wannie z dodatkiem produktu wg Waszego pomysłu...


Kosmetyk DIY wcale nie wymaga dużego nakładu pracy i pieniędzy, a już sam proces twórczy uszczęśliwia...


A jeśli już jesteśmy przy temacie diy...

Miałam spore obawy odnośnie tego, czy uda mi się dotrzeć na warsztaty organizowane w Warszawie przez sieć hoteli AccorHotels przy współpracy z Ministerstwem Dobrego Mydła. Podkarpacie w ciągu jednej nocy zamieniło się w krainę pełną śniegu. Dotarcie na busa jadącego do stolicy okazało się wymagającym zadaniem, ale mimo przygód na drodze udało mi się ostatecznie zająć zarezerwowane miejsce i ruszyć w nieznane. Co przyjemne, hotel okazał się usytuowany blisko dworca centralnego dzięki czemu nie musiałam martwić się poszukiwaniami lokalu. Kilka minut po 12 niepewnie wkroczyłam do przestronnego i jasnego holu, by już w chwilę później witać się z Elfnaczi, jedyną znaną mi w gronie obecnych tam osób blogerką. We właściwej sali czekał na nas stół pełen dobroci kosmetycznych. W pojemnikach różnej wielkości zamknięte były różne surowce kosmetyczne, z których miałyśmy już za chwilę pod czujnym okiem Ani tworzyć swoje zapachowe cuda.  Krótkie wprowadzenie w temat tylko rozbudziło w nas chęć działania. Sprawnie ubrałyśmy fartuszki i zakasując rękawy zabrałyśmy się do pracy... Podejrzewam, że w tej chwili nie jesteście sobie niestety w stanie wyobrazić mnogości zapachów i aromatów które się tam unosiły. Proces twórczy zaczęłyśmy właśnie od najtrudniejszej decyzji- doboru zapachu. Wahałam się między trzema, by ostatecznie postawić na coś z czym nigdy wcześniej nie miałam styczności , z kwiatem cukinii. To zdeterminowało ostateczny wygląd mojego peelingu w którym postawiłam na zieleń.  W słoiczku prócz olei z bawełny i ryżu wylądowała spirulina wraz z glinką kambryjską. Jako drobiny ścierne posłużyły mi mielone pestki śliwek oraz nasiona aronii. A wizualnej całości dopełniły kwiaty nagietka i rumianku.  Zaskoczeniem było wzbogacenie warsztatów o dodatkowy punkt podczas którego Ania podpowiedziała jak przygotować aromatyczną sól. I w tym przypadku kolejność wykonywanych działań miała spore znaczenie. Jestem wdzięczna za podpowiedzi, bo sama do takich wniosków musiałabym w domowych warunkach dochodzi metodą prób i błędów. Tym razem nie mogłam się oprzeć czarującej mocy ananasa  i takim sposobem prócz olejku o jego zapachu w środku, owoc wylądował też w wersji sproszkowanej. A że lubię na bogato moją sól wizualnie wzbogaciła  suszona lawenda, wrzos i róża.


Dopiero podczas warsztatów poznałam ideologię sieci hoteli AccorHotels, które podobnie jak Ministerstwo Dobrego Mydła stawiają na rozwiązania eko i wciąż doskonalą swoje usługi by być zarówno bliżej natury jak i człowieka. 


Zrób sobie dobrze... jedzeniem!

Rzadko kiedy podążam za tym co modne, ale kilka nurtów spodobało mi się na tyle, by przemycić je do swojego życia. Od zawsze lubiłam dobrze zjeść, a ciekawość wystawiała moje kubki smakowe na różne próby. Mniej więcej 1.5 roku temu zaczęłam się szerzej interesować szeroko pojętym tematem  kuchni roślinnej. Bombardowałam Was zwłaszcza na insta stories zdjęciami specyficznych dań wśród których pojawiały się m.in smażone pączki mleczy, liście szałwii w cieście czy zupa ze stokrotek. Nie wszystkie eksperymenty były tak udane jakbym sobie tego życzyła, ale siła napędowa z nich płynąca spowodowała, że poczułam potrzebę dalszego podążania tą drogą. W żadnym wypadku fast food nie jest mi obcy. Zachowuję (a przynajmniej taką mam nadzieję), zdrową równowagę w tym temacie. Postanowiła jednak częściej zaglądać do kuchni i muszę Wam powiedzieć, że nic mnie tak teraz nie odpręża jak samodzielne przygotowywanie  innych, niż te dotychczas mi znane, dań.  Warto czasami "pogrzebać" w sieci by trafić na przepis, który przeniesie Was na szczyty kulinarnych rozkoszy. Ot, tak dla własnej przyjemności!



Internet to nieskończone źródło ciekawostek z różnego zakresu. Rozejrzyjcie się uważnie, być może obok Was siedzi właśnie osoba o podobnych zainteresowaniach. Może razem uda się Wam stworzyć ciekawy projekt... albo chociaż zjeść smaczny obiad.


Parostatkiem w piękny rejs... lub łoże w kolorze czerwonym... 

Zresztą każdym innym środkiem również - warto się wybrać w podróż! Bo w domu można odpoczywać, ale nic nie zapewni takiej dawki emocji przeplatanej błogimi elementami lenistwa, co nocleg poza domem. Osobiście ja w domu śpię, wysypiam się natomiast w innych łóżkach, tam gdzie nie dopadają mnie codzienne sprawy i problemy. A gdyby tak móc raz na jakiś czas wygodnym łóżku i estetycznej pościeli... Marzy mi się śnieżnobiała, wykrochmalona i pachnąca świeżością pościel, natomiast przy ośmiu kotach w domu spanie bez dodatkowej dawki błota pochodzącego z łapek czy sierści pozostawionej mimochodem, jest już pewnego rodzaju luksusem. W tym roku postawimy na miasto mostów  i rozsiane wokół niego zamki.A ponieważ lubię kontrasty dla odmiany od wiekowych budowli nocleg planuję w iście designerskim wydaniu jakie oferuje  wrocławski Novotel.  Bez względu na to czy lubicie bierny czy aktywny wypoczynek czasami warto pozwolić sobie na opuszczenie ciepłych i sprawdzonych pieleszy celem poznania świata. Śmiało możecie też "palcem po mapie" zwiedzać kolejne regiony. Ja dzięki wymianie  na jednym z serwisów mam pocztówki z pozdrowieniami  od mieszkańców z całego świata.

Dodaj napis

Odpowiednio wczesna rezerwacja noclegów pozwoli nam na oszczędność. Wiele serwisów do zakupów grupowych oferuje bilety w  naprawdę niskich cenach. Warto więc na bieżąco śledzić oferty.


Wsłuchaj się w swoje potrzeby!

Czasami zastanawiałam się skąd wiele z Was czerpie siłę i czas na prowadzenie perfekcyjnego życia. W większości przypadków  rzeczywistość jest jednak mocno zaczarowana potrzebami jakie stawiają odbiorcy na insta czy fb. I chociaż marzy mi się wnętrze jak z żurnala, masa czasu na błogi relaks czy piękne (a jednocześnie smaczne) dania na talerzu, to jednak w starciu z nimi wygrywa realizacja aktualnych potrzeb. Nie masz chęci na makijaż, a zamiast wyjścia marzy Ci się odpoczynek we własnym łóżku z książką? Zrób to! Są dni, kiedy warto odpuścić. Świat nie skończy się wraz z kolejną warstewką kurzu na półce, a nieumyte okna nie są wystarczającym powodem do zmartwień. I chociaż teraz łatwo mi się to pisze, to jeszcze kilka lat temu przesunięcie zadań na inny termin budziło we mnie narastające wyrzuty sumienia.

Nawet swojego wewnętrznego lenia trzeba pielęgnować. Byleby z umiarem :) 


Ciekawa jestem Waszych patentów na relaks. Co Was uszczęśliwia?
Copyright © 2014 Praktycznie kosmetycznie. , Blogger