Czy dobrze jest mieć "Niebo na własność" ?!

... to już nie był nasz dom. Tamte pokoje przestały istnieć, jakoby dorośli ze swoimi sekretami zakazali do nich wstępu. Siedziałem więc na dole w tym starym, martwym domu, z zimnym wiatrem owiewającym mi kark. Odkąd oboje odeszli, wszystko splamione było ciszą.
Niebo na własność

Zdecydowałam się przeczytać książkę której nazwisko autora zupełnie nic mi nie mówiło. Teraz jestem bogatsza o wiedzę o tym, skąd pochodzi Luke Allnutt i gdzie mieszka. Długo zastanawiałam się jednak dlaczego postanowił pisać o tak trudnym przeżyciu jakim jest walka z nowotworem. Sam patrzył na cierpienie swojego ojca, gdy ten zmagał się z chorobą, a mimo to postanowił uczynić ją główną bohaterką "Nieba na własność". Być może chciał pokazać wszystkim tym którzy przechodzą cieżkie chwilę, że bez względu na rozwój wypadków, to wciąż my sami decydujemy jaką kroczyć drogą.

Bazując na notatce wydawcy wydawałoby się, że mamy do czynienia z historią jakich wiele. Małżeństwo z drobnymi problemami walczy o to, by zostać rodzicami. Ich zmagania kończą się happyend'em, a wtedy... Gdy ich syn Jack w wieku trzech lat zaczyna się dziwnie zachowywać początkowo nie zwracają na to większej uwagi. Z czasem staje się jednak jasne, że zachowanie chłopca to nie dziecięce wybryki, a objawy poważnej choroby. Spokojne życie pary zamienia się w maraton po lekarzach u których szukają pomocy dla syna. Zaangażowani w walkę o życie dziecka oddalają się od siebie i chociaż oboje mają jeden cel, to jednak jego osiągięcie staje się dla nich niemożliwe. Czy w obliczu osobistej tragedii będą umieli odnaleźć się na nowo?


Czasami lubię myśleć, że to Jack komentuje moje zdjęcia. (...) zostawiam mu wiadomości, akapity tekstu ukryte w kodzie, niewidoczne dla odwiedzających stronę, możliwe do wychwycenia wyłącznie okiem programisty- i mam nadzieję, że również jego.Powiedziałbym mu to wszystko osobiście, gdybym tylko mógł. Powiedziałbym mu to, gdyby mi go nie zabrała.

Nie jest to książka przez którą da się przejść... i zapomnieć. Historia zostaje w czytelniku na długo. Przebieg choroby Jack'a, kolejne etapy rozpadu związku jego rodziców, wszystko to zostało przedstawione w tak realistyczny sposób, aż trudno uwierzyć, że to wyłącznie wytwór wyobraźni autora. Podczas lektury  na przemian cieszyłam się i płakałam. Czułam bezsilność i rozżalenie Anny i Rob'a. Zastanawiałam się co ja postawiona w takiej sytuacji starałabym się zrobić: nauczyła się żyć z nieustającym bólem po stracie czy upadła na dno z którego samemu nie sposób się podnieść?! "Niebo na własność" można rozpatrywać na wiele sposobów. Z jednej  strony to historia niespełna kilkuletniego chłopca, którego życie doświadcza w najbrutalniejszy sposób, równie mocno o ile nie bardziej, rozbudowany jest wątek związku jego rodziców. Poznajemy historię tej pary z perspektywy męża. Najpierw raczy nas anegdotami ze szczęśliwych okresów w ich życiu, wspomina wspólne wakacje, by później opowiadać o wszystkim złym, co przytrafiło się na ich drodze. Mężczyzna otwarcie mówi o tym, jak spadł na samo dno nie potrafiąc poradzić sobie z narastającymi w nim emocjami. W momencie w którym wydaje się, że wszystko już między nimi skończone- wzajemne oskarżenia  i wyzwiska spowodowały przepaść nie do wypełnienia - zaczynają poznawać się na nowo. Czy rozmowa z kimś wobec kogo żywiło się kiedyś i miłość i nienawiść ma sens? Czy przebaczenie leży w ludzkiej naturze?!  


Nie mam dzieci, a książka i tak wycisnęła ze mnie całe spektrum emocji. Trochę obawiam się, że po jej lekturze młodzi rodzice zaczną upatrywać u swoich dzieci niepokojących zmian. Biorąc jednak pod uwagę to jak duże znaczenie ma wczesna diagnostyka, może to dobrze, że ta pozycja dodatkowo skupi ich uwagę na dziecku?! Jednocześnie jest to lektura dla wszystkich tych, którzy przeszli piekło związane z walką o życie bliskiej im osoby.Autor robi wszystko by uświadomili sobie, że śmierć to jednocześnie początek, a traumatyczne przeżycia można przekłuć na działanie na rzecz innych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są Waszą odpowiedzią na moje posty.
Dziękuję za cenne uwagi w nich zawarte, opinie, miłe słowa...
Autoreklama nie jest tu mile widziana.Zawsze odwiedzam blogi osób , które zostawiają coś od siebie;)

Copyright © 2014 Praktycznie kosmetycznie. , Blogger