Botanic Spa Rituals Maseczka nawilżająca olejek z pestek malin & melisa - Bielenda

Bielenda wychodzi naprzeciw oczekiwaniom klientek i powoli, sukcesywnie wprowadza na rynek kosmetyki odpowiadające obecnym trendom. Nie tak dawno swoją premierę miała nowa linia firmy Botanic Spa Rituals charakteryzująca się tym, że mocno czerpie z natury, a przy tym w składach kosmetyków brak silikonów, parabenów i sztucznych barwników.Początkowo czekałam, aż pierwsze blogowe guru przetestują i wypowiedzą się w tej kwestii. Mam kilka zaufanych osób w blogosferze z których opinią się liczę więc gdy już opadły pierwsze emocje związane z wprowadzeniem tych produktów na rynek, sama postanowiłam wypróbować, co dobrego siedzi w tych bajecznych słoiczkach. 



Moja miłość do maseczek dała o sobie znać i tak pierwszym produktem z serii jaki wpadł w moje ręce okazała się maseczka nawilżająca z olejkiem z pestek malin i melisą. Nie ukrywam, że mocno kusiła mnie wersja regenerująca z kurkumą i chia, ale nie była niestety dostępna w mojej drogerii.  Sam kosmetyk jak już wspomniałam wcześniej zamknięty został w szklanym solidnym słoiczku o niebanalnym kolorze głębokiej, soczystej zieleni. Całość sprawia bardzo przyjemne wrażenia estetyczne i pomimo namiętnego używania wciąż zachowuje pierwotny wygląd. Większość istotnych informacji dotyczących kosmetyku zawarta została na kartonowym opakowaniu w którym zamknięta była maseczka. Na samym słoiczku znajdziemy mocno okrojone informacje o sposobie użycia czy dacie przydatności. Tu warto zwrócić uwagę na to, że producent zaleca stosowanie maski 2-3 razy w tygodniu po około 15 minut, co też robię z wielką przyjemnością. Niewielki, bo 50 ml słoiczek jest wystarczający na około 12 aplikacji, co w stosunku do ceny wypada bardzo korzystnie (regularna: 23,99zł/ na promocjach w okolicach 16-18zł). 


Skoro stronę wizualną opakowania mamy już za sobą, mogę się skupić na produkcie właściwym a ten... ten zaskoczył mnie nieco swoim kolorem. Obstawiałam, że jednak z opakowania będzie nieśmiało wychylać się złamana biel znana z większości kremów. Naturalny, zgaszony malinowy odcień  to miła alternatywa. Pod względem konsystencji nie odbiega już jednak od innych kremowych  baz. Aplikacja jest bajeczie prosta, produkt nie "ucieka" z twarzy i dobrze się zmywa.Delikatny, owocowy aromat jest wyczuwalny zarówno podczas aplikacji, jak i później, gdy odczekujemy wymagane 15 minut. Liczyłam na to, że będzie wybijała się ziołowa nuta, ale wiem, że nie są to zapachy specjalnie lubiane przez konsumentki...Brak aromatu melisy jakoś przeżyłam :) Maseczka nawilżająca przeznaczona jest do każdego rodzaju skóry.Ze względu na skład ten konkretny produkt ma dodatkowo właściwości pomagające wyrównać koloryt skóry, opóźnić oznaki starzenia czy zredukować niedoskonałości. Maliny wykazują silne działanie antyoksydacyjne. Oprócz nich dodatkowo w składzie trafimy na witaminę E równie mocno opóźniającą proces starzenia się skóry. Na dokładkę postanowiono wykorzystać melisę o tym samym działaniu i dodatkowych właściwościach antybakteryjnych. Dzięki temu maseczka sprawdzi się również w przypadku cer problematycznych: zmniejszy wydzielanie serum oraz zredukuje powstawanie wyprysków. 
Każdorazowo po zmyciu produktu z twarzy mam wrażenie, że skóra jest rozjaśniona, a wszelkie ewentualne podrażnienia wyciszone. Bez wątpienia staje się  miękka w dotyku i odświeżona. Efekt ten przypomina mi trochę działanie peelingu enzymatycznego i za to lubię ją najbardziej. Jest to jeden z tych kosmetyków, do którego będę wracać często i z przyjemnością. 

Znacie produkty z linii Botanic Spa Rituals? Macie wśród nich ulubieńców?

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są Waszą odpowiedzią na moje posty.
Dziękuję za cenne uwagi w nich zawarte, opinie, miłe słowa...
Autoreklama nie jest tu mile widziana.Zawsze odwiedzam blogi osób , które zostawiają coś od siebie;)

Copyright © 2014 Praktycznie kosmetycznie. , Blogger