Premiery lutego: tytuły, na które czekam!

Premiery lutego: tytuły, na które czekam!

Obiecywałam sobie, że podobne zestawienia będę prowadzić regularnie, ale wyszło jak wyszło a właściwie wcale. Zabrakło mi oczywiście samozaparcia i systematyczności, bo ostatnio mocno przedkładam czas z rodziną i znajomymi ponad wszelkie inne sprawy. Mam kilka tematów, nad którymi muszę intensywniej pomyśleć i wśród tego wszystkiego blog niestety spadł na dalszy plan. Luty przynosi jednak kilka ciekawych tytułów, o których żal byłoby nie wspomnieć. Każdy z poniższych prezentuję z myślą, że będzie mi je dane przeczytać. Może nie wszystkie na bieżąco, ale w tym roku na pewno.

Sporo wydawców postawiło na premiery w połowie miesiąca i faktycznie w okolicach 13-go pojawia się ich najwięcej.Oby nie była to pechowa data :) 



"W czepku urodzone" - Weronika Nawara
Gatunek: literatura faktu

Pielęgniarki. Kończą trudne studia, dostają niskie pensje. Frustruje je, gdy traktowane są wyłącznie jako pomocnice lekarzy – przecież wykonują ciężką i wymagającą pracę. Często też niewdzięczną, bo pacjenci potrafią dawać w kość. A jednak kochają to, co robią. Czerpią z pracy ogromną satysfakcję i chcą opiekować się chorymi. Pielęgniarstwo to coś więcej niż zawód. Przejdź się z nimi po szpitalnym korytarzu, a dowiesz się, jak naprawdę wygląda ich życie. 



"Pielęgniarki" - Christie Watson
Gatunek: literatura faktu

Wzruszający, liryczny portret pielęgniarki i zarys losów ludzi, o których się otarła. 
Christie Watson przepracowała dwadzieścia lat jako pielęgniarka, a w tej osobistej, przejmującej książce uchyla drzwi szpitala i zdradza jego tajemnice. Prowadzi nas szpitalnymi korytarzami na rozmaite oddziały i poznaje z najbardziej niezapomnianymi pacjentami. 
Pójdziemy z nią pod rękę korytarzami i odwiedzimy maleńkie wcześniaki, które walczą o życie, zawieszone na granicy przetrwania dzięki sieci cewników i opiece pielęgniarek; usiądziemy pośród pacjentów onkologicznych i dowiemy się, jak na nich wpływa chemioterapia, zobaczymy z daleka, jak instrumentariuszka współtworzy łańcuch pomocy podczas operacji na otwartym sercu; staniemy z boku, gdy pielęgniarki z zatłoczonego SOR-u będą zmuszone odpierać fale pacjentów otumanionych alkoholem i narkotykami. Podejrzymy wnętrze apteki szpitalnej i zadumamy się nad tysiącami wydawanych recept, spędzimy trochę czasu w kostnicy w towarzystwie pielęgniarek i rodzin pacjentów. Przekonamy się, że ten najbardziej niedoceniany z zawodów to źródło podstawowej opieki i życzliwości. 

"Tajemnice pielęgniarek" - Marianna Fijewska
Gatunek: literatura faktu

Siostro, boję się!
To one są "przy łóżku" pacjenta, stale poddane ocenie – pacjentów, rodzin, lekarzy. Wzbudzają skrajne emocje – od uwielbienia, poprzez lekceważenie, po agresję. Młode i stare, wykształcone i przyuczone, entuzjastyczne i zgorzkniałe. Zbyt nisko opłacane. Przepracowane. 
Przestały milczeć. Opowiadają o sobie, o trudnych warunkach pracy, o chorych relacjach ze zwierzchnikami, o wzajemnych konfliktach. 
Z tych opowieści wyłania się portret środowiska, który każe nam się bać. Bo etap spolegliwych "sióstr" po prostu się skończył. Pielęgniarki chcą być traktowane przez system jak profesjonalistki, jeśli nie... tym gorzej dla systemu.


Moja miłość do reportaży powoli przeradza się w obsesję. Do tego stopnia, że dzisiejsze zestawienie zostało przez nie mocno zdominowane. Jak widać wydawcy starają się śledzić na bieżąco obecną sytuację, przez co zrobiło się trochę monotematycznie. Pierwsze był Reszka i jego "Mali bogowie", których przeczytałam jednym tchem, niesamowicie śmiałam się przy "Będzie bolało", by kilka tygodni później przejść w stan czytelniczej "Agonii". Po drodze byli jeszcze wstrząsający "Ginekolodzy", chwila ciszy i.... taaadaaamm... Ciekawe tylko czy wystarczy mi zdrowia na taką lekturę? Bo w razie gdyby nie, to Znak przygotował coś specjalnego...

"Wyznania przedsiębiorcy pogrzebowego" - Caleb Wilde
Gatunek:biografia

Spotykam was, gdy już nie żyjecie. Znam zakończenie wszystkich historii, łącznie z moją własną. 
Lubię mówić, że jestem przedsiębiorcą pogrzebowym z rodowodem: w moich żyłach, lekko licząc, płynie krew dziewięciu pokoleń przedstawicieli tego fachu. 
Jako dziecko bawiłem się w chowanego wśród trumien i nieboszczyków. "Caleb, nie huśtaj się na krześle. Pochowałem dzieciaka w twoim wieku, który w taki sposób przewrócił się i skręcił kark" – słyszałem od dziadka. Gdy dorosłem, chciałem odejść z rodzinnego biznesu tak daleko, jak się tylko dało. Pragnąłem zmieniać świat, a jak miałbym to robić, skoro wszyscy ludzie, z którymi pracowałem, byli... martwi? Wiem jednak, że boicie się śmierci. Wolicie udawać, że jej nie ma. Chcecie, by wychodziła tylnymi drzwiami. Powierzacie ją specjalistom. A zatem jestem. Opowiem wam, jak to będzie wyglądać krok po kroku. O balsamowaniu, ubieraniu do trumny, czuwaniu przy zwłokach. O ostatniej drodze, w którą bez wątpienia zabiorę każdego z was. 
Ale dziś zapraszam was do domu pogrzebowego. Poznajcie jego tajniki i dowiedzcie się, jak praca ze śmiercią uratowała mi życie.

Nie ukrywam, że śmierci się boję, chociaż  akurat nie swojej. Może przez to staram się z nią oswoić czytając podobne publikacje (a może zwyczajnie mam na tym punkcie lekką schizę :P) . Ostatnio z przyjemnością oddałam się lekturze "Sprawy dla koronera", którą serdecznie polecam wszystkim tym, których nie odstrasza masa opisów mniej lub bardziej nietypowych zgonów.

Tego samego dnia światło dzienne ujrzy też książkowe dziecko dwojga autorów, których duet już na etapie zapowiedzi wzbudza sporo emocji.Mówię tu o "Cymanowskim młynie" na który złożyli się twórczo M. Witkiewicz i S. Darda. Jak na swoim fb informuje autor, pomysł współpracy zrodził się kilka lat temu, bo w 2015r. Co z tego wyszło?

"Cymanowski młyn" -M.Witkiewicz, S.Darda
Gatunek:powieść

Małżeństwo Moniki i Macieja przechodzi głęboki kryzys. 
Oboje łudzą się, że tajemniczy prezent: urlop w leśnym pensjonacie, z dala od ludzi i cywilizacji, może jeszcze wszystko uratować. Początkowo ulegają romantycznym chwilom, jednak nagły wyjazd Macieja budzi demony przeszłości. Łukasz, przystojny syn właściciela, do złudzenia przypomina Monice jej byłego narzeczonego. Czy to tylko przypadkowe podobieństwo?
Wyjazd, który miał ratować związek, okazuje się początkiem trudnych do wyjaśnienia i niepokojących zdarzeń. Nic nie jest oczywiste, bohaterowie głęboko skrywają tajemnice, a na światło dzienne wypływają przerażające wspomnienia o krwawych zbrodniach sprzed lat. 
Kim tak naprawdę jest Łukasz? Czy małżeństwo Moniki i Maćka przetrwa próbę sił? I jaką rolę pełni dziewczynka ze starej wyblakłej fotografii? Mistrzowskie połączenie powieści obyczajowej i thrillera zapewnia lekturę na najwyższym poziomie emocji od pierwszej do ostatniej strony!


"Dom w zgodzie z naturą" - Christine Liu
Gatunek: poradnik

Chcesz żyć zdrowo i być przyjaznym naturze?
To naprawdę proste! Zacznij od małych zmian we własnym domu. 
Christine Liu, autorka popularnego lifestylowego bloga, podpowie ci, jak prostsze życie w duchu minimalizmu może stać się pierwszym krokiem w kierunku dbania o planetę. W jej książce znajdziesz proste wskazówki do życia w duchu less waste. Sprawdź, jak niewiele trzeba zrobić, aby twój salon, kuchnia czy łazienka były gospodarowane w sposób zgodny z naturą.

Robi się ze mnie mały ekologiczny natręt. Jednak wciąż wielu rzeczy zmienić nie potrafię. Może kolejna pozycja przybliży mnie do ideału?


A jak już jestem przy temacie domów, to bez wątpienia ostoją większości z nich są kobiety. Ich głosów wysłuchały A.Zbroja i A.Pajączkowska,  a następnie spisały je w książce.



"A co wyście myślały?" - A. Zbroja, A.Pajączkowska
Gatunek: literatura faktu

Kalina uważa, że facetowi więcej wolno. Bochenek tęskni za PGR-em. Stefania nigdy nie była w Warszawie, Gosia chce stamtąd wrócić. Chrześnica Iwony jest lesbijką, Marta była na czarnym proteście, a Dorota wysłuchuje żartów o swojej bezdzietności. Wiola nie zna nikogo, kto powiedziałby "nie wierzę w Boga", a Piotrowska zdradza, co słyszy w konfesjonale. 
Autorki ruszają z Warszawy i okrążają województwo mazowieckie, rozmawiając po drodze z rolniczkami, gospodyniami, sklepowymi, przedsiębiorczyniami, bezrobotnymi. Na ławeczkach, podwórkach, gankach, przy kuchennych stołach, słuchają opowieści o życiu w miejscach, skąd młodzież wyjeżdża do szkół, a mężczyźni na zarobek, gdzie starsze pokolenie umiera, a młode często już nie wraca. To próba oddania głosu tym, które pozostają niewidoczne i niesłyszane. Wieś przemawia na ogół co najwyżej głosem rolnika szukającego żony, polityka PSL-u lub wójta i księdza z popularnego serialu. A co z kobietami?

"Wymazać siebie"-Garrard Conley
Gatunek:biografia

Dziewiętnastoletni bohater pod naciskiem rodziców poddaje się terapii konwersyjnej, mającej go "uleczyć" z homoseksualizmu.  Celem chrześcijańskiej terapii gejów o nazwie Love in Action jest "nawrócenie" na heteroseksualizm, oczyszczenie z grzesznych impulsów i umocnienie wiary w Boga. Conley demaskuje obłudę systemu terapeutycznego, a jednocześnie w subtelny sposób pisze o miłości i seksualności. 

Tą smutną i przejmującą historię zekranizowano. Ciekawa jestem czy ktoś miał okazję oglądać?

"Gdybyś tylko wiedziała" - Hannah Beckerman
Gatunek: powieść

Tajemnica sprzed lat, która niszczy rodzinę. Czy prawda zawsze jest jednak najlepszym rozwiązaniem?Wzruszająca opowieść o rodzinie i sile wybaczenia. Niezwykle emocjonująca, ze wstrząsającym zwrotem akcji. Idealna dla wielbicielek Jojo Moyes i Jodi Picoult. 
Rodzina Audrey się rozpadła. Jej dwie dorosłe córki, Jess i Lily, są ze sobą skłócone, a nastoletnie wnuczki nawet się nie znają. Sekret sprzed trzydziestu lat – to jedyne, co nadal ich łączy. Kiedy napięcie sięga zenitu, decyzja, którą przed laty podjęła jedna z sióstr, teraz może wyjść na jaw. Czy pomimo skrywanej tajemnicy i trwającej wiele lat niezgody pojednanie jest możliwe? I za jaką cenę?

Skomplikowane historie rodzinne to moja bajka. Z chęcią przeczytam coś, co kryje w sobie wielką tajemnicę.Do tego ta wiosenna i optymistyczna okładka... wyczuwam ironię ;)




"Ja nie leczę, ja uzdrawiam" - Katarzyna Janiszewska
Gatunek: literatura faktu

Zwykle polegamy tylko na medycynie zachodniej, mimo to na spotkania z bioenergoterapeutami przychodzą tłumy. Dla niektórych jest to jednorazowa przygoda, inni jeżdżą na nie regularnie przez kilkanaście lat.  W Polsce zarejestrowanych jest ponad sto tysięcy uzdrowicieli. Żadna nisza, biznes jak każdy. Kilka tytułów prasowych, profesjonalne strony internetowe, kursy i sklepy z gadżetami. 
Co daje pacjentowi bioenergoterapeuta, czego nie potrafi dać lekarz? A jeśli coś daje, to czy to może szkodzić?Katarzyna Janiszewska dociera do pacjentów i ich uzdrowicieli. Rozmawia z etykami, duchownymi oraz lekarzami. Przygląda się mechanizmom stojącym za przemysłem uzdrowień. 
Kim naprawdę są bioenergoterapeuci? Cudotwórcami? Rzemieślnikami Pana Boga? Oszustami?

Na "Ja nie leczę..." trzeba będzie chwilę poczekać, bo oficjalną premierę książka ma dopiero 27.02. Po obejrzeniu kilku sezonów Kossakowskiego, nabrałam ochoty na lekturę.Kto wie ile prawdy jest w tym co mówią uzdrowiciele... i co albo kto tak naprawdę leczy ludzi?

Ciekawa jestem ile z osób zaglądających na mojego bloga czyta? Czekacie na któryś z powyższych tytułów? Napiszcie o swoich typach. Z chęcią dowiem się, co Waszym zdaniem jest warte uwagi?!


Czy Nowy Rok= nowa ja?! Dlaczego zmiany są jak sól do kąpieli?

Czy Nowy Rok= nowa ja?! Dlaczego zmiany są jak sól do kąpieli?

Bardzo dawno mnie tu nie było. Istnieje kilka powodów, dla których zaniedbałam swojego bloga. W większości miała na to wpływ moja praca, która wymagała ode mnie w ostatnich tygodniach dużego zaangażowania. Wydawało mi się, że im więcej obowiązków na siebie wezmę, tym łatwiej będzie mi wpaść w rytm. Niestety, czas i życie szybko zweryfikowały ten stan rzeczy. Tak to nie działa. W wolnych chwilach myślałam tylko o tym, żeby móc w końcu usiąść z książką lub obejrzeć dobry film (zaległości mam spore, oj spore). W życiu są  też jednak inne rzeczy, a to, co nazywałam  swoim czasem wolnym na dobrą sprawę ostatecznie musiałam  poświęcić innym. Czy żałuję? Raczej nie. Chociaż nie jestem pewna czy ktoś tu jeszcze na mnie czeka?! Zmieniły mi się priorytety życiowe,  dlatego też kosmetyków będzie tutaj stosunkowo niewiele. Blog w końcu zaczyna dorastać wraz ze mną, a trochę kazałam Wam na ten proces czekać.  Im więcej obserwuję ludzi i świat, tym lepiej rozumiem, że oczekuje od  swojego życia czegoś innego. Teraz to mniej znaczy dla mnie więcej. Ostatcznie nie idę w  ilość, ale mam nadzieję, że uda mi się pójść w jakość. Być może zechcecie mi nadal towarzyszyć. Jedyne, co napawa mnie smutkiem to fakt,  że niestety zbyt wiele bliskich  mi osób zupełnie nie szanuje mojego czasu.Opracowałam może niezbyt ciekawą taktykę i zaczęłam wysyłać do ludzi te same sygnały co oni do mnie (więc jeśli kiedyś zacznę do Was narzekać na temat tego ile mam obowiązków łącząc pracę ze szkołą i życiem rodzinnym, to oznacza ni mniej ni więcej, że to Wy zaczęliście). A tak zupełnie serio wiele rzeczy  pozostawiam  tylko dla siebie,  jedynie mój mąż  wie jaką płacę za to cenę.  Zdecydowanie w nowym roku muszę się nauczyć doceniać samą siebie, swoją pracę na rzecz innych.  Wiem na pewno, że nie chcę się otaczać ludźmi,  którzy dostrzegają tylko negatywne aspekty, sama  nie chcę być również takim człowiekiem...  Mam nadzieję,   że kolejny  rok  postawi przede mną jak i  przed Wami  same wartościowe osoby,   że dostrzeżecie prawdziwy sens Waszego życia, znajdziecie swoje miejsce na ziemi. 


ANYŻ I ROZMARYN...

Rozmaryn- działanie antydepresyjne, rozgrzewające i poprawiające krążenie. Ideał dla zmarzniętych stóp. Dodatkowo wykazuje właściwości przeciwgrzybiczne.
Anyż - reguluje produkcję sebum. rozgrzewa mięśnie, a także odpręża i relaksuje.


W ciągu ostatnich tygodni poznałam (osobiście czy internetowo) sporo fantastycznych osób. Zainspirowało mnie to! Zdecydowanie na pierwszym miejscu pragnę podziękować dziewczynom z Klareko jeszcze raz. Sponsorowały organizowane przeze mnie spotkanie,  ale pozwoliły  mi też dodatkowo  na poznanie świata w nieco innym wydaniu. Oczywiście zmiany  to proces bardziej złożony i  nie okaże się nagle, że zrezygnuję ze wszystkiego co przetworzone, natomiast postaram się by mój przyszły dom był jak najbardziej fair wobec przyrody.  Całkiem niedawno zaczęłam doceniać to, że  daje mi ona poczucie wolności i niezmącony spokój. Kiedyś, by czuć, że żyję potrzebowałam nieustannego ruchu- miasto zapewniało mi do tego warunki idealne. W tej chwili nie wyobrażam sobie bym miała brać udział w tym  dzikim pędzie. Cieszę się, że powoli małymi krokami zmierzam w kierunku, który da nam obojgu wytchnienie. Zamierzam robić to, na co naprawdę mam ochotę. Jedną z takich rzeczy jest kręcenie  kosmetyków. Moja fascynacja roślinami pochłania mnie coraz bardziej. Liczba książek zielarskich w  biblioteczce rośnie, ale do tej pory niespecjalnie przekładało się to na moją wiedzę i zaangażowanie w tym temacie. Być może rok 2019 okaże się zielarskim przełomem? Póki co, zostawiam Was na rozgrzewkę  z bardzo prostym przepisem na sól do kąpieli stóp/całego ciała. Przepis ten jest tak banalny, że każdy  bez większego zaangażowania będzie w stanie go zrobić. To co mnie sprawia największą radość, to  satysfakcja z  samodzielnego wykonania. Mam nadzieję, że będzie towarzyszła i Wam. Wówczas przyjemność korzystania z takich kosmetyków jest o niebo większa niż z tych gotowych. 



W swojej historii wykorzystałam sól z Morza Martwego. Ilość (według potrzeb) wymieszałam w szklanym naczyniu wraz z dodatkami i łyżką oleju. Wyniesione ze szkoły kosmetycznej przyzwyczajenia przetrwały i każde surowce kosmetyczne mieszam specjalnymi szpatułkami/ew. drewnianymi sztućcami (nigdy metalowymi!).

Podczas domowej produkcji uświadomiłam sobie jednak, że jest coś czego mi brakuje. Zdecydowanie brakuje mi moździerza! Do wykonania swojego peelingu postanowiłam użyć gwiazdek anyżu oraz suszonego rozmarynu. Rozdrobnienie tych dwóch składników bez odpowiednich narzędzi to wcale nie taka prosta sprawa. A że ostatnio mam fazę na oleje roślinne postanowiłam swoją sól wzbogacić odrobiną oleju konopnego. Oprócz tego, że całość fantastycznie wygląda na zdjęciach, okazuje się, że również w użyciu mocno mnie zadowala.  Plusem soli do kąpieli jest  wręcz nieograniczona mnogość wariacji. Trochę  jak w życiu. Jemu też sami jesteśmy w stanie nadać odpowiedni koloryt: swoimi działaniami, doborem przyjaciół czy zmianą priorytetów. W całym tym procesie stała jest sól, sól jako "ja". Dodatki wybieramy według uznania. Przyjemnej zabawy z tworzenia! I wszystkiego dobrego w tym Nowym Roku!




Copyright © 2014 Praktycznie kosmetycznie. , Blogger