zakładki

poniedziałek, 30 grudnia 2019

Cytując Tokarczuk : Prowadź swój pług przez kości umarłych.

Udostępnij ten wpis:
Jedni ją kochają, inni nienawidzą ,a  jaką autorką jest dla mnie?! Swoją przygodę z twórczością Olgi Tokarczuk rozpoczęłam, moim zdaniem, zupełnie niefortunnie. Sięgnęłam po opowiadania, eseje... "Szafa" , "Lalka i perła" niestety te historie zupełnie nie przypadły mi do gustu.Chociaż to krótkie formy, męczyłam się z nimi okrutnie. Na szczęście ekranizacja "Prowadź swój pług przez kości umarłych" zachęciła mnie do sięgnięcia po książkę. Mówię na szczęście, ponieważ dłuższe formy Olgi Tokarczuk to według mnie zupełnie inna bajka. Jednak pod jakim kątem byśmy nie oceniali jej twórczości, to pewnym jest że stanowi ona skarbnicę mocno intrygujących cytatów. Dzisiaj postanowiłam przedstawić Wam te fragmenty książki "Prowadź swój pług...", które uznałam za najciekawsze. Jest to bardzo subiektywne zestawienie.Ciekawa jestem czy zgodzicie się ze mną, że wnoszą one coś do naszego życia.Autorka zaskoczyła mnie przy tej pozycji  specyficznym poczuciem humoru, ironią i sarkazmem. 


 

To w stopach kryje się cała wiedza na temat Człowieka, tam spływa  z ciała ważki sens tego, kim naprawdę jesteśmy i jak odnosimy się do ziemi. W dotknięciu ziemi, na jej styku z ciałem mieści się cała tajemnica-  że jesteśmy zbudowany z pierwiastków materii i jednocześnie jej obcy, oddzielni.Stopy - to są nasze wtyczki do kontaktu.



Przywitałam się z suką Wielkiej Stopy, która rezydowała od kilku godzin u  Matogi. Poznała  mnie ucieszyła się wyraźnie na mój widok. Machała ogonem i zapewne nie pamiętała już, że mi uciekła. Niektóre  psy bywają głupiutkie, podobnie jak ludzie, i ta suka na pewno do nich należała.


 Śmierć jest u bram, pomyślałam. Lecz śmierć przecież zawsze jest u naszych bram, o każdej porze dnia i nocy, odpowiedziałam sobie. By najlepiej rozmawia się samemu ze sobą. przynajmniej nie dochodzi do nieporozumień.

 Czasem myślę, że tylko chory jest naprawdę zdrowy.




- Śpisz? - zapytał
- Czy jesteś religijny?- musiałam mu zadać to pytanie.
-Tak- odpowiedział z dumą. - Jestem ateistą.

Wszystko przeminie. Mądry człowiek wie o tym od  samego początku i niczego nie żałuje.


Podyskutujmy. Może ktoś chce opowiedzieć o tym, czy noblistkę znał wcześniej, czy może to niedawne odkrycie?! 

poniedziałek, 2 grudnia 2019

Szczęśliwi czasu nie liczą, ale dni już chyba mogą...?! Subiektywny przegląd kalendarzy na 2020r.

Udostępnij ten wpis:
Pod względem doboru kalendarzy na kolejny rok  zdecydowanie jestem... niezdecydowana.Uwielbiam wersje skupiające na sobie uwagę: czy to za sprawą ładnego wydania, czy głupich/śmiesznych tekstów.Pewnie przez to grudzień dopiero się zaczyna, a ja już jestem w posiadaniu tylu egzemplarzy, że mogłabym spokojnie wieszać po dwa w każdym z pomieszczeń w domu. Zresztą pewnie tak będzie, bo oddać szkoda, a czymś trzeba pocieszyć oko;)  Kolejny rok spędzę z Kotem Jaśniepanem. Tym razem nie w wersji książkowej, ale do postawienia na biurku, oraz w ściennej do kompletu. Ze względu na kierunek szkoły jaki obecnie wybrałam z wydań książkowych postawiłam na wersję z ziołami. W moje ręce wpadł jeszcze Beksiński, ale na niego mam plan. Wytnę cudne grafiki i zrobię mini galerię. Oj, zupełnie zapomniałabym o rodzimowierczym kalendarzu słowiańskim...i ogromnym planerze na biurko.Wciąż jest jednak cała masa cudaków, które chciałabym mieć... I tylko w ciągu roku opada mi zapał na regularne prowadzenie.

Wybór jest ogromny, od kalendarzy dla ekologicznych aktywistek, po tych kochających twórczość Coelho. Uwielbiam wydania tematyczne, chociaż nie ukrywam, że nie przepadam za kalendarzami czy planerami wydawanymi przez osoby popularne. Lewandowska czy Gargaś leżą poza moimi kręgami zainteresowań i ich niestety w tym zestawieniu nie znajdziecie. Pozwoliłam sobie jednak zaprezentować mocno zwierzęce ( i równie zabawne klimaty).Któż nie zna Psich Sucharków czy Ptaszka Staszka?!


Niestety w pracy czyha na mnie wiele pokus, z którymi staram się jednak czasami walczyć. Osobiście obejrzałam najpiękniejszy kalendarz z jedzeniem jaki mogłam sobie wyobrazić, stąd też znalazł się w tym zestawieniu. 


A teraz coś, co podoba mi się naj... Z chęcią widziałabym wszystkie cztery w swoim domu, ale wiecie...rozsądek :D Dwa pierwsze ze względu na poczucie humoru i solidną dawkę ironii. Dwa kolejne, bo słowiańskie tradycje są mi coraz bliższe.


A jakie są Wasze typy? Znaleźlibyście wśród moich propozycji coś dla siebie? 


środa, 6 listopada 2019

Retro, vintage czy loft?! Jakie oświetlenie wybrać?

Udostępnij ten wpis:
  Zawsze mieliśmy konkretne, dość mocno sprecyzowane wyobrażenia naszego przyszłego domu.Wiedzieliśmy, że będzie to stara, drewniana chata do remontu - taka z duszą. Końcem zeszłego roku trafiliśmy na taki dom. Pierwszy przez nas oglądany i jak to z nami bywa, zakochaliśmy się w nim. Udało się! Od prawie roku jesteśmy właścicielami przeszło 90-latka. Remont wbrew pozorom jest jednak równie wymagający, jeśli nie bardziej, co budowa domu od podstaw. Tutaj to my musieliśmy się dopasować do zastanej sytuacji. Wymagało to czasu, pozwoleń, a przede wszystkim poświęcenia, ponieważ  pracy naprawdę jest i było bardzo dużo... Cieszę się, że mamy wokół siebie ludzi, którzy chcieli poświęcić swój wolny czas na pomoc, a warunki niekiedy były iście spartańskie.  Patrząc na to, co już zostało zrobione oboje śmiejemy się, że już bliżej niż dalej. Chociaż roboty wcale nie ubywa. Niemniej jednak nadszedł ten moment, gdy powoli możemy zacząć wybierać elementy wykończeniowe oraz  dekoracyjne. Po zakupie znaleźliśmy w środku wiele skarbów czyt. starych mebli. Nie mogłam pozwolić na to, by wylądowały na śmietniku. Obojgu nam zależy na utrzymaniu  swojskiego klimatu, ale z elementami stylu loftowego. Dość dziwne zestawienie, ale zawsze wiedziałam, że będę miała stary dom z mnóstwem oryginalnych elementów,  a mimo to będzie gdzieś miejsce na nowoczesność.

LAMPY WISZĄCE LOFT



Jednym z elementów połączenia starego z nowym będą zdecydowanie lampy. Oprócz miłości do drewna i kamienia kocham też metal, dlatego chciałam go przemycić w detalach. Wbrew pozorom wybór nie był wcale prosty. Mnogość sklepów stacjonarnych i online oferuje nam naprawdę wszystko. Na dobrą sprawę ograniczeniem jest tylko... cena. Wybrane przeze mnie i przedstawione powyżej lampy sufitowe wybrałam ze średniej półki cenowej. Każda z nich jest dostępna w kilku sklepach online i na allegro, a ceny tych modeli oscylują pomiędzy 69-209zł. Błędnie myślałam, że kinkiety będą tańsze lub zbliżone cenowo do lamp wiszących. Okazało się jednak, że wersje  "retro" to koszt w granicach 120-270zł. Z modeli które wpadły  mi w oko, tylko jeden jest tańszy od reszty - ten najprostszy wzór można zakupić za około 50zł w zależności od sklepu. 

RETRO KINKIETY


LAMPKI NOCNE/ STOŁOWE

Najmniejszy wybór był spośród lampek nocnych/stołowych. Po wpisaniu hasła retro, allegro wyświetliło raptem 4 strony wyszukiwań, z czego sporo aukcji jednak się powielało. Plusem jest natomiast rozstrzał cenowy.Najtańsza wersja z wybranych przeze mnie do tego zestawienia kosztuje zaledwie 29zł, najdroższa 229zł. Zgadniecie która jest która?!


Sama lampa to jednak nie wszystko. Producenci prześcigają się w wymyślaniu nowych wzorów ozdobnych żarówek. Czasami wystarczy kabel z mocowaniem, a za sprawą fajnego wzoru lub kształtu można stworzyć unikalny dodatek do wnętrz. Sama przeglądałam ostatnio to, co proponują nam sklepy stacjonarne, jednak w zestawieniu skupiłam się wyłącznie na tych online (chociaż kwieciste są dostępne w kilku wersjach m.in w Leroy Merlin).

ŻARÓWKI OZDOBNE

Spoglądając na moje typy, można śmiało powiedzieć, że jestem monotonna. Spośród ujętych w dzisiejszym poście pozycji wybraliśmy wspólnie z M. kilka, więc z czasem będę mogła zrobić wpis z autentycznymi zdjęciami, już w użyciu. Nie zdecydowaliśmy się na zakup gotowych lampek nocnych, bo tutaj planujemy stworzyć coś  samodzielnie, ale w bardzo podobnym klimacie. Może uda się przemycić nieco drewna? Ciekawa jestem czy w przygotowanym przeze mnie zestawieniu znaleźlibyście coś dla siebie czy to zupełnie nie Wasze klimaty?

sobota, 21 września 2019

Październikowe premiery: czyli o tym, co chcę przeczytać!

Udostępnij ten wpis:
Ze względu na swoją pracę jestem"narażona" na niezliczoną ilość nowych pozycji. Uwielbiam ten stan i z chęcią przeczytałabym je wszystkie, ale... trzeba pracować, czasami trochę żyć ;)  Podchodzę jednak nazbyt optymistycznie do tematu i na październik wybrałam sobie aż 8 (!) intrygujących mnie pozycji. Zastanawiam się jaki tytuł z przedstawionych tu przeze mnie Was zainteresował? A może czytacie zupełnie inne gatunki?

Co u pana słychać?- Krzysztof Kąkolewski 
Gatunek: literatura faktu

Dziesięciu byłych nazistów wysokiej rangi. Dziesięć reportaży o powojennej moralności zbrodniarzy hitlerowskich.Profesor Hans Fleischhaker – nazistowski antropolog, który jeździł do Auschwitz badać ludzkie czaszki.Hermann Stolting – prokurator, którego wyroki śmierci wykonywano dokładnie co trzy minuty.Otto von Fircks, Aleksander Dolezalek i Konrad Meyer – realizatorzy Generalplan Ost, nowej, nazistowskiej wielkiej wędrówki ludów.Reinhard Hoenh – promotor chemicznej sterylizacji Słowian.Heinz Reinefarth – genera odpowiedzialny za pacyfikację zrzucającej kajdany Warszawy.Heinz Rolf Höppner – który wespół z Adolfem Eichmannem pozbawił życia cztery i pół miliona ludzi.Wilhelm Koppe – generał policji i SS, którego sam Himmler uważał za zbyt skrajnego w działaniach.Hubertus Strughold – twórca medycyny kosmicznej, na potrzeby której eksperymentował na więźniach obozu w Dachau, poddając ich ciała nieziemskim warunkom.Ci ludzie stanowili część największego w historii planu ludobójstwa. Wszystkich odwiedził Krzysztof Kąkolewski, zadając na wstępie jedno pytanie: "Co u pana słychać?".  Intrygujący tytuł. Muszę przyznać, że jestem cholernie ciekawa odpowiedzi na tytułowe pytanie. 

O północy w Czarnobylu- Adam Higginbotham
Gatunek:literatura faktu 

Śledztwo, propaganda, tajemnica i mity, które przyćmiły nieznaną historię największej katastrofy nuklearnej XX wieku.Nikołaj Fomin nie miał pojęcia o energii jądrowej i fizyce nuklearnej – tej ostatniej uczył się na kursie korespondencyjnym. Anatolij Diatłow trzymał się swoich tez nawet wtedy, gdy zostały obalone. Wiktor Briuchanow, pierwszy dyrektor, chciał zrezygnować ze swojej funkcji, ale podanie zostało podarte na jego oczach.Nikt nie wiedział, że do budowy elektrowni kazano użyć materiałów, które nie były nawet produkowane w ZSRR, a wcześniejsze wypadki i incydenty kwalifikowano jako ściśle tajne. Prawda nigdy nie ujrzała światła dziennego – aż do teraz. Adam Higginbotham dzięki licznym wywiadom z świadkami, a także dostępowi do odtajnionych akt i nieopublikowanych dotąd wspomnień, przedstawia nieznaną historię Czarnobyla. Pisze o powstaniu elektrowni, o życiu mieszkańców Prypeci, o absurdach ZSRR. Skupia się na przebiegu tragedii, kulisach działań propagandowych oraz skutkach wybuchu. Snuje przejmującą opowieść o heroizmie, desperacji i rozpaczy.Takiej książki jeszcze nie było. Wątek społeczny przeplata się z naukowym, historia zwykłych ludzi rozgrywa się na tle wyścigu technologicznego. O północy w Czarnobylu to zwieńczenie ponad dziesięcioletniej reporterskiej pracy nad nieznaną historią czarnobylskiej katastrofy – nieopowiedzianą i ukrywaną przez ponad trzy dekady. O Czarnobylu ostatnio na nowo jest bardzo głośno. Kilka pozycji mam już za sobą, ale ta wyjątkowo mnie interesuje.

Historia bez cenzury 4 -  Wojciech drewniak
Gatunek: historia 

Zakute łby, publiczne egzekucje, tortury, Wikingowie i krucjaty.
Nie musisz chodzić do szkoły, ale możesz paść ofiarą epidemii. Albo porwą cię Tatarzy. Jeśli masz szczęście i urodziłeś się w rodzinie szlacheckiej, będziesz się bezkarnie obijał. A może zostaniesz rycerzem. W każdym razie raczej się nie zmęczysz. Jeśli twoje nazwisko nie kończy się na "-ski", pewnie do śmierci będziesz harował w polu. Już zgadłeś? No pewnie! Witamy w średniowieczu! Najbardziej odjechanej epoce w dziejach! Będzie ostro i bez cenzury. Jak zwykle.






Przy stole z Hitlerem- Rosella Postorino
Gatunek: powieść

Międzynarodowy bestseller oparty na prawdziwej historii z czasów II wojny światowej.Rodzice dwudziestosześcioletniej Rosy Sauer odeszli, a jej mąż Gregor walczy na wojnie. Zubożała i samotna podejmuje decyzję opuszczenia rozdartego wojną Berlina, by zamieszkać z teściami na wsi. Wydaje jej się, że znajdzie tam schronienie. Pewnego ranka do ich drzwi pukają esesmani, aby oznajmić jej, że została powołana do bycia testerką Hitlera: trzy razy dziennie, ona i dziewięć innych kobiet udają się do tajnej siedziby Hitlera w Wilczym Szańcu, aby próbować jego potraw, zanim on to zrobi.Zmuszone do jedzenia tego, co mogłoby je zabić, degustatorki zaczynają dzielić się na dwie grupy: fanatyczki lojalne Hitlerowi oraz kobiety takie, jak Rosa, upierające się, że nie są nazistkami, pomimo tego, że każdego dnia ryzykują własne życie dla Hitlera. W pewnym momencie wszyscy zaczynają się zastanawiać, czy stoją po złej stronie historii.Przy stole z Hitlerem budzi prowokacyjne pytania o współudział w zbrodniach, poczucie winy i przetrwanie. Tematyka dot. II WŚ od dawna mnie interesuje. Ciężko więc oprzeć się pokusie przeczytania czegoś związanego , a jednocześnie tak innego.


Folwark komendanta- Norbert Grzegorz Kościesza
Gatunek: literatura faktu 

Były funkcjonariusz, autor "Psów prewencji" szczerze i ostro o patologiach w polskiej policji Norbert Kościesza, były policjant z dziesięcioletnim stażem pracy w białostockiej komendzie, wydalony ze służby za pisanie książek dla dzieci, opisuje policyjną rzeczywistość od kuchni. Odkrywa przed czytelnikiem szokującą prawdę o instytucji państwowej, której misją jest dbanie o praworządność i bezpieczeństwo.Postacie, które przedstawia, są fikcyjne, ale opisane historie wydarzyły się naprawdę. Kościesza w brutalny i bezpardonowy sposób opisuje policyjną codzienność zasnutą oparami alkoholu, której granice wyznaczają nazwiska, znajomości i układy. Opowiada o trudnych interwencjach, po których policjanci zamykają się w radiowozach i płaczą jak małe dzieci. Szokuje obrazem ich przełożonych, dla których priorytetami są wpływy i utrzymanie stanowisk.Autor ukazuje prawdziwy obraz polskiej policji, walcząc o godne warunki pracy swoich kolegów i uświadamiając obywatelom, co tak naprawdę dzieje się za drzwiami komendy. Skłania także do refleksji. Dlaczego jest tak źle i co zrobić, aby było lepiej? To nie pierwszy tytuł powiązany ze służbami jaki zwrócił moją uwagę. Sporo przeczytałam, wciąż mi mało.


Co mówią zwłoki -Sue Black
Gatunek: literatura faktu

Co powiedzą innym twoje zwłoki, kiedy ciebie już nie będzie?
Sue Black jest profesorem anatomii i antropologii sądowej na Uniwersytecie w Dundee i od wielu lat spotyka się z tragicznymi przypadkami ludzkiej śmierci. Brała udział m. in. w wyjaśnianiu zagadek zbiorowych mordów w Kosowie, ustalaniu tożsamości setek tysięcy ludzi, którzy zginęli podczas tsunami w Tajlandii, i w największych śledztwach kryminalnych naszych czasów.Ofiary morderstw, katastrof czy nieszczęśliwych wypadków nie mogą już same opowiedzieć, co im się przytrafiło. Ale ich zwłoki owszem. W zaciszu swojego laboratorium, podczas wielogodzinnej pracy, autorka wysłuchuje historii opowiadanych przez ludzkie szczątki i za pomocą nauki odkrywa ich historię.Książka Co mówią zwłoki? to barwne, trochę makabryczne, a trochę zabawne wspomnienia wyjątkowej kobiety, specjalistki w swojej dziedzinie. Sue Black pokazuje w niej czytelnikowi wiele oblicz śmierci, a także to, jak istotną rolę pełni w dzisiejszym świecie antropologia sądowa i jak ogromny jest jej wpływ na odczytywanie przeszłości.Olbrzymia wiedza, dowcip i lekkie pióro autorki sprawiają, że Co mówią zwłoki? czyta się jak dobrą powieść kryminalną. Liczę na dużą dawkę wiedzy i wbrew pozorom...na udaną zabawę podczas czytania.


Stuhrmówka - Maciej Stuhr/Barbara Nowicka
Gatunek: biografia

Maciej Stuhr w rozmowie z Beatą Nowicką wspomina rodzinny dom, czasy studenckie i początki kariery. Opowiada o kulisach pracy na estradzie, w filmie i teatrze. O pułapkach, jakie niesie za sobą znane nazwisko oraz popularność. O przekonaniach i wartościach.Sporo w tej publikacji wybornego poczucia humoru, dystansu do siebie i wrażliwości.
"Stuhrmówka. A imię jego czterdzieści i cztery" to wydanie poszerzone o rozmowy tyczące ostatnich czterech lat, podczas których wiele się zmieniło. Maciej Stuhr ponownie się ożenił, po raz drugi został ojcem, zagrał wiele ciekawych ról, zrobił doktorat i stał się solą w oku partii rządzącej. Stuhra "biorę" w ciemno, zawsze ;)  Lubię jego dowcip, doceniam podejście do świata.





Obłęd- Justyna Kopińska
Gatunek: powieść

Do młodego reportera docierają przerażające pogłoski o koszmarze pacjentów jednego z polskich szpitali psychiatrycznych. Jedyną szansą na zweryfikowanie ich wiarygodności jest wejście w sam środek zamkniętego świata, w którym ZŁO może pozostać zupełnie bezkarne.Mistrzyni polskiego reportażu przez wiele lat rozmawiała z mordercami, policjantami, prokuratorami oraz psychiatrami, aby spróbować zrozumieć naturę ZŁA. Po publikacji jej tekstów przestępcy trafiali do więzień, a w prawie wprowadzano zmiany dotyczące bezpieczeństwa w instytucjach zamkniętych.Nie każdą prawdę można opowiedzieć w reportażu. Ale nawet wtedy nie wolno milczeć. Dlatego Justyna Kopińska musiała, w zbeletryzowanej formie, powrócić do najbardziej potwornych miejsc, jakie poznała na swojej drodze.

Jej reportaże pochłaniałam...ciężko więc oprzeć się powieści, gdzie być może...


Chętnie poczytam o Waszych propozycjach na najbliższe tygodnie ;) 

niedziela, 15 września 2019

W filmowym kadrze: 5 ostatnio oglądanych filmów w serwisie Netfix

Udostępnij ten wpis:
Czasem książka, czasem film. W powietrzu już czuć, że zbliża się moja ulubiona pora roku. Długie jesienne wieczory sprzyjają błogiemu lenistwu, również temu przed ekranem.Postanowiłam więc napisać Wam co nieco o filmach, jakie miałam okazję niedawno obejrzeć w serwisie Netflix, a które zwróciły moją uwagę. W tym zestawieniu lawirowałam między gatunkami. Nie jest to może zbyt ambitne kino, ale myślę, że zwyczajnie może się spodobać. Kolejność przypadkowa gdyby ktoś pytał ;) 


Nie zważając na nic ~ A pesar de todo


Hiszpańska produkcja z  pierwszego kwartału 2019r.,  różnie oceniana na jednym z wiodących serwisów. Jedni chwalą, inni krytykują. Mnie przychodzi napisać, że to film jeden z wielu, ale nie żałuję obejrzenia go. Idealnie nada się na babski seans filmowy, bo... Po śmierci (zdecydowanie) ekstrawaganckiej matki życie jej czterech córek wywraca się do góry nogami. Podczas odczytywania testamentu okazuje się, że każda z nich ma innego ojca. W pożegnalnym filmiku jako jedno z zadań matka wyznacza im wspólne odnalezienie ojca każdej z nich. Jak to wśród rodzeństwa, dochodzi między nimi do mniejszych i większych sprzeczek. Chwilami wydaje się, że poszukiwania zamiast scalić, rozbiją rodzinę. Z czasem każda z nich tworzy swój własny obraz idealnego ojca. Co jednak, gdy ten biologiczny nie sprosta ich oczekiwaniom?!  Chociaż film kwalifikowany jest jako komedia, momentów do śmiechu nie ma zbyt wiele.Mimo to przyjemnie jest go obejrzeć dla samego faktu, że główne postaci mają charakterystyczne i jakże różne od siebie osobowości. Ocena: 3/6

Sekretna obsesja - Secret Obssesion

Tym razem thriller, chociaż równie dobrze można zakwalifikować ten tytuł jako dramat. Przyznaję, że szczerze zaskoczyła mnie jego ocena na filmwebie, bo chociaż faktycznie napięcie nie jest może jakoś ciekawie budowane, to jednak ogląda się to dobrze. Główna bohaterka po brutalnej napaści dochodzi do siebie w szpitalu. Jedną z pozostałości po bolesnym wydarzeniu jest niestety brak pamięci. Na nowo musi się zmierzyć ze swoim dotychczasowym życiem. To jak wyglądało pomaga jej odtworzyć wierny mąż. Po wspólnym powrocie do domu, w trakcie trwania rekonwalescencji, kobieta zwraca uwagę na coraz więcej niepokojących szczegółów.Z czasem odkrywa, że mężczyzna,który podawał się za jej męża wcale nim nie jest...  W roli głównej bohaterki z chęcią widziałabym inną aktorkę, bo tą nieco przerosła rola.Sam film posiada charakterystyczny klimat i  jest w stanie zatrzymać przy sobie widza. Ocena:  4/6

Gorzkie wino- Wine country

Kolejna produkcja stworzona w USA na potrzeby Netfixa w 2019r. I znowu w rolach głównych kobiety- przyjaciółki. W związku z  50 urodzinami jednej z nich grupa kobiet postanawia przeżyć coś szalonego.Wspólny wyjazd mający na celu  wspominanie dawnych czasów przeradza się jednak w  przepełnioną zarówno śmiechem jak i łzami komedię pomyłek. Podczas gdy obsesją jednej z nich jest szczegółowe planowanie, inne po cichu krytykują jej pomysły. Z każdym kolejnym punktem programu odkrywane są słabości i wady każdej z osób. Czy grono rozżalonych i przepełnionych pretensjami kobiet jest w stanie się dobrze bawić?! Odpowiedź poznajcie sami.  Ocena: 3/6

Fotograf

Zaskoczenie tego zestawienia, bo i kryminał i produkcja polska, a do tego starszy już tytuł, bo pochodzący z 2014r. Moskiewscy funkcjonariusze próbują uchwycić seryjnego mordercę, któremu ze względu na sposób działania nadano przydomek "Fotograf". Mężczyzna ten miejsce każdej swojej zbrodni pozostawia niemal w idealnym stanie, a dodatkowo za pomocą gadżetów stylizuje je wg policyjnego schematu działania.Wszelkie tropy prowadzą do przeszłości, do rodziny jednego z rosyjskich wojskowych, a dokładniej do jego syna. Nietypowego dziecka, które nigdy nie przemówiło własnym głosem... Obie historie są ze sobą ściśle związane, a jednocześnie intrygujące. Sam film, utrzymany jest w nieco surowym klimacie, ale to podkreśla jedynie wyjątkowość opowiedzianej historii.  Ocena: 5/6

Wśród chwastów - Mauvaises herbes

Francuska produkcja określana mianem komediodramatu, chociaż ja sama   określiłabym  ten film obyczajem z morałem. Według opinii z serwisu, najlepiej oceniania pozycja w moim dzisiejszym zestawieniu.Mężczyzna " z problemami" zostaje wychowawcą trudnej młodzieży. On ma tym zmienić swoje życie, a jednocześnie wpłynąć na młodych tak, by z wspólnych zajęć wynieśli coś więcej niż przekazywany im przez niego drobny okup ;) Miejscami przepełniony humorem, innym razem traktujący o poważnych, wręcz dramatycznych przeżyciach.Zwraca uwagę na to, że czasami wśród ludzi człowiek jest zwyczajnie sam, a jednocześnie, że pomoc może przyjść z nieoczekiwanej strony.  Ocena: 5/6


A co Wy możecie polecić?

wtorek, 10 września 2019

Książkowe 5 minut! czyli nie oceniaj książki po... autorze.

Udostępnij ten wpis:
Ciężko oderwać mi się od konkretnych gatunków, więc dzisiaj będzie tu nieco monotematycznie, ale zanim... opowiem Wam o tym, jak zaskoczyła mnie pewna autorka. Jedną z lepiej "sprzedających się" autorek młodzieżowych jest Colleen Hoover. Słyszałam mnóstwo opinii o jej książkach, przeczytałam masę ich recenzji i zdecydowanie powiedziałam jej stanowcze NIE! Słodkie historie z dramatem w tle to zupełnie nie moja bajka, jednak kilka tygodni temu pojawiło się zdecydowane "ale". Ku zaskoczeniu jej stałych czytelniczek i mojemu zresztą też, postanowiła nas uraczyć thrillerem psychologicznym. Pomyślałam wtedy, że to doskonała okazja, żeby przeczytać, pośmiać się i utwierdzić w końcu w swoim zdaniu na temat jej twórczości. Szybko złapałam w dłonie "Coraz większy mrok"... i co? 


Coraz większy mrok - Colleen Hoover

Colleen hooverMuszę przyznać, że błędnie zaszufladkowałam tą autorkę jako twórczynię ckliwych, czasami nieco bolesnych romansów. Tymczasem nowość, która trafiła niedawno na półki mocno mnie zaskoczyła. Verity, autorka poczytnych thrillerów w wyniku nieszczęśliwego wypadku została sparaliżowana. Jej wydawca wraz z mężem poszukują autorki, która podjęłaby się dokończenia ostatniej serii. Lowen podejmuje się tego zadania i by móc lepiej poznać sposób myślenia Verity,zamieszkuje na jakiś czas w jej domu. Tam zamiast na notatki dotyczące kryminalnej serii,  trafia na drastyczną autobiografię kobiety. Verity opisuje w niej swoją niechęć do dzieci i obarcza je winą za powolny rozpad związku. Najtragiczniejszy w całej historii jest fakt, że dwoje z trojga dzieci nie żyje. Wszystko wskazuje na to, że nie były to nieszczęśliwe wypadki, jak dotychczas utrzymywano. Między mężem sparaliżowanej kobiety, a Lowen rodzi się emocjonalna więź, a ta z czasem przeradza się w erotyczny związek. Dziwne wydarzenia, jakie mają miejsce w posiadłości sprawiają jednak, że kobieta zaczyna podejrzewać Verity o oszustwo. Tylko czy da się miesiącami udawać paraliż?A jeśli tak, to z jakiego powodu? Hoover stworzyła historię z polotem. Dawno nie miałam okazji czytać thrillera, który trzymałby mnie w napięciu do samego końca. Podczas lektury ma się wrażenie, że zakończenie jest już jasne, po czym następuje kolejny zaskakujący zwrot akcji i... nad rozwiązaniem zagadki trzeba się zastanawiać od nowa. "Coraz większy mrok" intryguje! Zdecydowanie jest to idealna lektura dla osób, którym niestraszne zagadki  (mrocznego) ludzkiego umysłu. Ocena 6/6

Moja dobra książkowa passa trwała w najlepsze, stąd też przed Wami kolejny tytuł warty polecenia.



Mauzoleum -Thomas Arnold 

Na pozór banalna historia dwojga młodych ludzi, w ręce których trafia zaadresowany do  zmarłego sąsiada  list. W kopercie oprócz wskazówek dotyczących pewnej rodzinnej tajemnicy znajduje się klucz do domu nadawcy. Wbrew rozsądkowi udają się pod wskazany adres. Na miejscu nic nie idzie zgodnie z planem. Ostatecznie oboje zostają uwięzieni w jednym z pomieszczeń i tracą nadzieję na to, że uda im się uciec stadu  wygłodniałych psów. Z czasem oboje dochodzą do wniosku, że osoba która nadała list, skrupulatnie zaplanowała zasadzkę, a teraz bawi się ich strachem i bezsilnością.  
Z trudem udaje im wydostać  jednak nawet poza murami domu nie mogą się czuć bezpieczni. Im lepiej poznają tajemnicę domu, tym więcej trupów odnajdują. A przez cały czas ktoś śledzi każdy ich ruch, by móc później wykorzystać słabości.  Arnold stworzył pełną zaskakujących zwrotów historię. W tej książce nic nie jest oczywiste: zaczynając od błędnego doręczenia listu, a kończąc na kreacja głównych bohaterów.Co jeśli oni sami mają przed sobą tajemnicę?  "Mauzoleum"  trzyma w napięciu do ostatniej strony.Ocena 5/6


aaron mahnkeThe World of Lore: Niegodziwi śmiertelnicy - Aaron Mahnke

Nie warto również oceniać  książki po okładce... Błędnie zakładałam, że mam do czynienia z niskich lotów literaturą młodzieżową, a w moje ręce trafiła wypełniona ciekawymi przypadkami książka. Autor w drugim tomie z serii Lore przedstawia kilkanaście historii... prawdziwych niegodziwców.Całość podszyta jest poczuciem humoru, co sprawia, że lektura wbrew pozorom jest bardzo przyjemna. Świadomość, że wspomniane przypadki miały miejsce w przeszłości powoduje (a niektóre z nich były naprawdę brutalne i zaskakujące), że czytelnik jest zmuszony do smutnej refleksji na temat tego, do jakich okropieństw  potrafią się posunąć ludzie, by zaspokoić swoje pragnienia. W "Niegodziwych śmiertelnikach" znajdziecie autentyczne historie, o których... zdecydowanie świat chciałby zapomnieć. Wśród nich pojawia się  ta o kobiecie rodzącej martwe króliki (fenomen ten przez długi czas był rozpatrywany przez wielu lekarzy i przypadek sprawił, że odkryto kłamstwo "prawie" idealne). Nie brakuje tu jednak o wiele brutalniejszych przypadków. Pozycja ta śmiało może konkurować z reportażami o podobnej tematyce, chociaż sama kwalifikowana jest (może i słusznie) jako horror. ocena 5/6



 Urwane ślady - Janusz Szostak

 Dobre reportaże wciągają. "Urwane ślady" to kolejna pozycja z serii Śledztwa Szostaka. Tym razem autor skupia się na kilkunastu przypadkach zaginięć. Jedne ze spraw są znane czytelnikowi z mediów, inne nie odbiły się w nich echem. Łączy je wspólny mianownik. Niestety żadna nie doczekała się szczęśliwego zakończenia, chociaż w przypadku kilku jest jeszcze jakaś iskierka nadziei, bo zaginionych osób  wciąż nie odnaleziono.Rodziny nierzadko czekają latami, by móc rozwikłać tajemnice z przeszłości. Gdy jednym udaje się odkryć smutną prawdę, inni żyją domysłami. Szostak przedstawia tu ze szczegółami historię zaginięcia  i zabójstwa Olewnika, skupia się także na odkryciu tego,  co w ostatnich godzinach życia robiła Ewa Tylman. Niejednokrotnie wskazuje na bezduszność prywatnych detektywów, którzy często wykorzystują łatwowierność rodzin zaginionych osób oraz zadaje niewygodne pytania policji odnośnie prowadzonych śledztw. Czy za jego sprawą, którąś ze spraw uda się popchnąć w stronę rozwiązania? Polecam każdemu, kto lubi zestawienie krótkich, emocjonujących historii na faktach.Ocena 4/6


Najsłabszym ogniwem w dzisiejszym zestawieniu jest książka, po której spodziewałam się zdecydowanie czegoś więcej.


Nawiedzenia.Historie prawdziwe- Ed i Lorraine Warren


Najnowsza książka nieżyjącej już pary, znanej szerszemu gronu jako demonolodzy. Oboje przez lata zajmowali się zjawiskami paranormalnymi, demonami i nawiedzeniami. Ten tytuł poświęcony jest błąkającym się po cmentarzach duszom, które z różnych powodów (np.gwałtownej śmierci) nie potrafią spokojnie odejść z tego świata. Nie każdy wierzy w historie związane z ich wędrówką,więc reportaż ten można traktować dwojako: dla jednych będzie to fikcja, dla innych potwierdzenie, że możliwe jest bliskie spotkanie ze zmarłym w jego niecielesnej postaci.  Książkę mimo nietypowej tematyki czyta się szybko, co ciekawe sporo w niej odniesień historycznych.Nie jest to jednak aż tak przerażająca pozycja, co wcześniejszy tytuł pary, więc spokojnie mogą po nią sięgnąć osoby dopiero zaznajamiające się z tematem.Ocena 3/6


Znacie powyższe pozycje? Jakie jest Wasze zdanie na ich temat?

wtorek, 20 sierpnia 2019

Jak się przyrządza "Przetwory z pomysłem"? Patrycja Machałek

Udostępnij ten wpis:
W kuchni unosił się aromatyczny zapach ziół. Tym razem nie stanowiły one jednak bazy produktów leczniczych, ale były idealnym dodatkiem do sezonowych przetworów. Uwielbiała połączenie śliwek z kardamonem, jabłek z cynamonem czy brzoskwiń z goździkami. Nieobca była jej również bazylia, rozmaryn i tymianek. Dla niektórych te niecodzienne połączenia smaków były nie do przyjęcia, inni trochę się ich bali, a byli i tacy, którzy chcieli spróbować, ale nie wiedzieli jak... Ona wiedziała jednak, że jesienią i zimą przetwory przyniosą jej radość i umilą nie jeden wieczór przy kominku z dobrą książką w dłoni. Nic tak nie cieszyło współczesnej szeptuchy, jak wypełniona słoikami spiżarnia. Nie wszyscy mieli jednak  taką wyobraźnię. Na szczęście znalazła się kobieta, która  postanowiła zebrać w książce  te  odważne przepisy na "Przetwory z pomysłem"...




Przy tworzeniu książki Patrycją Machałek kierowała  miłość do kuchni i tworzenia apetycznych specjałów. Swoją przygodę z twórczością tej autorki osobiście rozpoczęłam jednak kilka miesięcy temu, gdy światło dzienne ujrzała jej pierwsza książka "Siła ziół". Początkowo, w przypadku obu pozycji,  zakochałam się przyjemnym dla oka wydaniu: twarda oprawa, złocenia, a wewnątrz oprócz ciekawych grafik sporo ciekawostek i  szczegółowych opisów. Wiedziałam, że kolejny tytuł będę chciała gościć nie tylko na swoim regale z książkami, ale zwłaszcza i w kuchni.


"Przetwory z pomysłem" nie są  jedynie zbieraniną gotowych przepisów. Autorka początkowo wprowadza nas w świat różnych metod pasteryzacji, opisuje związane z nią zagadnienia, dzięki temu czytelnik może się dowiedzieć, czym jest pektyna lub agar. Taki sposób prezentacji pozwala też na stworzenie czegoś osobom, które wcześniej nie miały doświadczenia w kuchni. Dodatkowo całość została podzielona na rozdziały, a  wśród nich znajdziemy takie poświęcone konfiturom,  marmoladom, ale też nalewkom czy solonkom. Fajnym uzupełnieniem jest także dział poświęcony tak modnym ostatnio kiszonkom. Zdecydowany plus należy się również za  umieszczenie na końcu książki kalendarza,  według którego możemy tworzyć pyszności nie tylko w sezonie, ale przez cały rok. Całość  zwraca uwagę. Pozycja ta nie dość,  że pięknie prezentuje się na półce,  to jeszcze jest w stanie zaspokoić nie tylko początkujących, ale także zaawansowanych kuchennych twórców.

patrycja machałek

W mojej spiżarni pojawiło się już całkiem sporo słoików wypełnionych smakowitym latem. Wciąż jednak przymierzam się do przepisów na octy i kiszonki, bo jest to dla mnie zupełna nowość. Ciekawa jestem czy stawiacie na klasykę? A może jesteście ciekawi tych unowocześnionych przepisów?


"Przetwory z pomysłem" otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak Literanova, fakt ten nie ma jednak wpływu na moją opinię dot. książki. Wcześniejszą pozycję autorki kupiłam samodzielnie i jeśli pojawią się kolejne tytuły, z pewnością uzupełnię swoją kolekcję ;) 

wtorek, 9 lipca 2019

Sponsorzy spotkania w Stalowej Woli

Udostępnij ten wpis:
Nadszedł ten moment, kiedy szczegółowo mogę przedstawić Wam sponsorów spotkania, w którym brałam udział w połowie czerwca. Dobrze się nie obejrzałam, a już prawie miesiąc za mną, co ma swoje plusy, bo w tej chwili mogę już coś więcej powiedzieć na temat otrzymanych produktów.Pełnych recenzji spodziewajcie się jednak dopiero za jakiś czas. Na wstępie muszę wspomnieć, że kilka z nich było mi już wcześniej znanych, inne to całkowite nowości.




"Czas na wnętrze" jest jedną z tych pozycji, które znam od dawna... i kupuję. Zawsze kręciły mnie pisma wnętrzarskie, a teraz w związku z nowym życiowym projektem będę mogła przenieść swoje wizję w rzeczywisty wymiar. Nasz dom będzie jak muzeum, do którego wkradły się się elementy nowoczesności. Z jednej strony zawsze marzyła mi się sielska chata, z drugiej fajnie byłoby mieszkać w loftowym wnętrzu. Największą niespodzianką okazał się dołączony do magazynu bon, umożliwiający skorzystanie z półrocznej bezpłatnej prenumeraty. Oczywiście ja już czekam na swój pierwszy numer. 

Niezmiernie mnie cieszy, że pierwszy raz ze spotkania wyszłam z taką ilością materiałów do przeczytania. Wśród nich znalazły się i branżowe czasopisma, coś dla dzieci oraz książki. W związku z tym ostatnim będę miała dla Was za kilka dni niespodzankę na instagramie, zachęcam do zajrzenia na mój profil. 


Młodym sportowcem nie jestem i to już się raczej nie zmieni, ale temat żywienia nie jest mi obcy i staram się w swoim życiu wprowadzać zmiany. Pozostałe pozycje były chyba przygotowane pode mnie, bo blogowo zaczynałam od tematów kosmetycznych, co z czasem zaczęło ewoluować. A podtytuł z kolejnej książki... hmmm ;) Kobiece czytadła zawsze są u mnie w cenie w okresie wakacyjnym. W ciągu roku czytam tyle drastycznych reportaży, że czasami dla swojego zdrowia psychicznego muszę sięgnąć po coś z innego gatunku.



Nie mam zbyt wiele czasu na tradycyjne  gotowanie, ale przetwory uwielbiam robić i z chęcią korzystam z sezonowych dobrodziejstw. Cieszy mnie, że w moje ręce trafiły pozycje które znam, ale i nowości jak "Sól i Pieprz" czy "Kuchnia". Ponieważ sama nie mam dzieci, kolejne fanty przekazałam w "odpowiednie ręce" małego czytelnika. Brokatowa kokarda z LOL zrobiła furorę na głowie małej blondyneczki.  Część, o ile nie większość uczestniczek spotkania, posiada już dzieci i do nich skierowany był magazyn Mint, do którego ja podchodziłam trochę jak pies do jeża, bo bałam się, że nic tam dla siebie nie znajdę. Dobrze, że piękne  wydanie zachęciło mnie do zajrzenia do środka, bo tam wbrew pozorom znalazłam sporo artykułów które okazały się interesujące bez względu na wiek czy płeć. 


Pojawił się również element kosmetyczny, a właściwie coś dla fanek kolorówki. Firma Revers przygotowała dla nas paczki wypełnone po brzegi kosmetykami  potrzebnymi do wykonania makijażu. Jak każdą srokę moją uwagę skupiły w większości rozświetlacze do twarzy. Płynnej wersji używam niemal codziennie.  Jedyne z czym mam problem, to lakier utwiardzający się pod wpływem światła. Nie potrafię nim bezproblemowo pomalować paznokci, ale może z czasem...





Podczas spotkania odbyły się małe warsztaty kulinarne.  O ile z gotowaniem bywa różnie, o tyle temat jedzenia nie jest mi na szczęście obcy ;)  Jestem otwarta na nowości więc gdy odkryłam już po powrocie do domu intrygujące ekologiczne pudełko musiałam zajrzeć do środka... To mój pierwszy kontakt z Helpą, nie kojarzę nawet tych produktów ze sklepowych półek i muszę doczytać gdzie prócz strony producenta są one dostępne. Wśród kasz i kaw znalazłam intrygujące różdzki smaku w wersji owocowej i warzywnej i o nich coś wkrótce opowiem.



Kolejne pudełko skrywało w moim przypadku zapas czarnej fasoli w małych puszkach "na raz". Takie rozwiązanie jest idealne dla osób, które jak ja, brzydzą się nieco używać już wcześniej otwarty produkt. Zmarnować, nic się nie zmarnuję. W tym przypadku trafiło do mnie znane już rozwiązanie i smak ;) Tak samo było zresztą z produktami od kolejnego sponsora- Melvit przygotował dla nas kilka produktów z których dla mnie nowością było Crispy, chrupkie pieczywo. Ich mieszanki Trendy Lunch przewijały się już wcześniej przez moją kuchnię.



Na koniec zostawiłam coś, co tygryski lubią najbardziej... Kubek od MDR z wiadomą grafiką idealnie wpisał się w moje poczucie humoru. Te produkty są mi również znane, bo to częsty wybór klientów w mojej pracy. Niezobowiązujący, zabawny prezent jest w stanie wywołać uśmiech chyba na każdej twarzy. 


 Coś co mnie uwiodło... mocna aromatyczna herbata (nieznana mi wcześniej, a to dziwne) i kubek, który nie nagrzewa się z zewnątrz, a mimo to świetnie utrzymuję temperaturę napoju. Ideał każdej herbaciary <3






Jak sami widzicie sporo firm zechciało wesprzeć to wydarzenie. Dziękuję ;) 



piątek, 21 czerwca 2019

Noc Kupały czy może Świętojańska?! Właściwie wszystko zależy od tego, w co wierzysz.

Udostępnij ten wpis:
Przed nami kilka pięknych dni, a jeszcze ciekawszych nocy. Coraz częściej błędnie używamy zamiennie nazwy Noc Kupały z Nocą Świętojańską. Chociaż mocno do siebie zbliżone, mają odmienne pochodzenie, a właściwie jedna z nich jest nieco starsza, a druga  powstała na potrzeby wprowadzanej wówczas religii.



Słowiańskie walentynki?

Słowianie, a także ludy germańskie i celtyckie w podobny sposób hucznie obchodzili przesilenie letnie. W najkrótszą noc roku oddawały cześć m.in dwóm żywiołom, jakimi są woda i ogień.Dodatkowo kultywowana tradycja skupiała się wokół Słońca i Księżyca, a towarzyszące jej obrzędy miały na celu zapewnienie urodzajnych plonów/zwiększoną płodność. Stąd też w późniejszym okresie Kupałę zaczęto określać świętem miłości. Wpływ na to miał jeden z najlepiej zachowanych elementów, czyli puszczanie wianków. Niezamężne panny zaplatały z ziół wianki, które następnie puszczano  na wodę.Gdy wianek został wyłowiony przez kawalera, wróżyło to pannie rychłe wydanie. Gorzej sytuacja przedstawiała się gdy wianek zatonął, dla dziewczyny był to zwiastun staropanieństwa.

Noc Świętojańska była odpowiedzią na pogańskie święto. Poprzednia tradycja tak mocno trwała w świadomości ludzi, że łatwiej było podjąć próbę połączenia jej z nową religią niż całkowitego wyplenienia. O ile Kupała wypada z 21 na 22 czerwca, o tyle Noc Świętojańska obchodzona jest z 23 na 24, czyli w wigilię św. Jana. Początkowo podejmowano próby scalenia tego obrzędu z obchodzonymi w Kościele Katolickim Zielonymi Świątkami, ale szybko okazało się, że pomysł ten nie cieszy się  większym zainteresowaniem.O pierwszych obchodach wiemy stosunkowo niewiele, bo Kościołowi przez lata zależało jednak na tym, by pamięć o tej tradycji naturalnie zamarła. Tak się jednak nie stało i od XVI wieku powoli wraca on do łask. Obecnie jest jednak okazją do wspólnego spędzenia czasu i do zabawy, a tylko nieliczni skupiają się na pierwotnym podejściu do tego święta.

Nieodłącznym elementem obu świąt było i nadal jest wspólne palenie ogniska. Mówi się również o tym, że dopiero od tego okresu można bezpiecznie kąpać się w rzekach i jeziorach, bo słabnie wówczas moc zamieszkujących wodę bóstw i demonów. 


Kupalnocka, palinocka czy sobótka?

Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta. Wszystko zależy od tego, w jakim regionie kraju mieszkamy. I tak na północy  Polski najczęściej mówi się o Nocy Kupalnej lub Kupale, a już na południu, w tym i w moich regionach mamy do czynienia z nazwą Sobótka. Palinocka znana jest na wschodzie, co do zachodu nie znalazłam większych wzmianek na ten temat. Może ktoś podpowie? :) 
Co ciekawe nazwa sobótka od początku posiadała negatywny wydźwięk. Podobno określenie to stworzone zostało przez Kościół i miało na celu podkreślenie, że święto to zwyczajny mały sabat.

Tradycja...

Wianki wiankami, ale...  Co wytrwalsi poszukiwali kwiatu paproci (kwiat Peruna), który znalazcy  zapewnić miał dostatek. Dodatkowo jednym z elementów tradycyjnego obrzędu były skoki przez ognisko (to najczęściej rozpalano w pobliżu jezior i rzek), mające na celu oczyszczenie oraz ochronę przed nieszczęściem. 

Celowo wrzuciłam zdjęcie książek, które ostatnio kupiłam.W jednej z nich odkryjecie opis rytuału medytacyjnego nie tylko na letnie przesilenie. Znacie powyższe pozycje? Możecie polecić coś w podobnym klimacie?


środa, 19 czerwca 2019

"Spotkajmy się przy kawie" -relacja z pierwszego stalowowolskiego spotkania blogerek.

Udostępnij ten wpis:
Nie jestem świeżynką, w blogosferze "bywam" sobie od kilku ładnych lat, ale za każdym razem przed spotkaniem w większym gronie mam te same obawy. Od pierwszych do tych obecnych w moim podejściu nic się nie zmieniło- nadal jestem typem milczka, albo jak kto woli słuchacza :)  Cieszy mnie jednak, że zmieniło się "nasze" blogerskie podejście i oprócz branżowych plotek i ploteczek (które też są bardzo przyjemnym elementem) zaczyna dziać się coś więcej. Chociaż podczas pisania jestem mocno rozgadana, co ma swoje plusy i minusy, bo jednak dość często odbiegam od tematu. Do sedna więc! Cztery mega energiczne kobiety ze Stali postanowiły wnieść w tamtejsze blogerskie otoczenie nieco świeżości. Dzielnie zabrały się do pracy, wynikiem której było  pierwsze stalowowolskie spotkanie blogerek. A miało ono miejsce 15.06.2019r. w jedną z najsłoneczniejszych sobót miesiąca, dodatkowo w świetnej i niepowtarzalnej scenerii jaką zapewniły nam Kwiaty ze smakiem. Połączenie kawiarni z kwiaciarnią to jedno z bardziej niekonwencjonalnych rozwiązań z jakimi się spotkałam, a jednocześnie jedno  z najpiękniejszych. 


Przyznam szczerze- do końca żyłam w przekonaniu, że jednak mojemu Małżowi uda się mnie zawieźć na miejsce. W Stalowej Woli byłam raz, przejazdem. Centrum miasta stanowiło dla mnie zagadkę, ale nie ukrywam, że fajnie było móc przejechać się kawałek autostradą - to niezmiennie kojarzy mi się z nadchodzącym urlopem :)   Na miejscu zastałam już organizatorki i pierwsze uczestniczki, a chwilę później byłyśmy już w komplecie.


KOMPLET CZYLI....

Zacznę od organizatorek całego zamieszania :)
Ewelina prowadząca bloga Zabawa w gotowanie , Ela znana Wam już pewnie z  Radość kipiąca uśmiechem , Agata czarująca na  the little things oraz Natalia, którą znałam już wcześniej - Mój portret. Napracowały się i stworzyły dla nas wydarzenie wzbogacone o mini warsztaty z kilku dziedzin, ale więcej o tym w dalszej części wpisu.

- Ola,  Nocny Paź,
- Aneta,  Anszpi  i na IG 
- Marcelina, Mamik pisze i na IG
-Alicja,  Alicja z Krainy Czarów  i na IG
- Ania, Mama Cukiereczki  i na IG
- Dominika, Dyed Blonde i na IG 
- Liliana, Beauty Lilly  i na IG
oraz ja ;)

Po chwili na wzajemnie zapoznanie zaczęła się oficjalna część spotkania i pierwsze warsztaty- kulinarne. Wspólnie przygotowałyśmy chłodnik i spring rollsy. Oba dania dotychczas mi nieznane. Plusem chłodnika było ekspresowe tempo przygotowania, chociaż ja jednak z tych, co zupy tylko na ciepło... Spring rollsy  bardzo fajnie się zwijało,  na tyle, że dzisiaj przygotowuję je w domu. Ogólnie mocno zachwycił mnie papier ryżowy, którego wcześniej nie używałam. Mam nadzieję, że w mojej przyszłej kuchni będę odkrywać więcej takich ciekawych produktów.



Następnie już za sprawą Natalii przeniosłyśmy się w świat scrapu, dobrze mi już zresztą znany. Niestety zaniedbałam tą swoją papierową miłość trochę przez pracę, więcej przez remont...


Przygotowanie spotkania to żmudna praca, wiem z autopsji. Nie jest możliwe do zrealizowania bez pomocy z zewnątrz. Dzięki firmom, które zechciały wesprzeć nasze wydarzenie produktowo miałyśmy możliwość na chwilę beztroski, oderwanie się od mocno szarej rzeczywistości.



HELPA, MELVIT, KONESSO, MINT, MEDIA ZAWADA, BURDAMEDIA, REVERS, VIVO, BONDUELLE, GALAKTYKA, ZYSK i S-KA, PRÓSZYŃSKI i S-KA, CUDA WIANKI, MDR, AGORA, AVT,   Cudne zdjęcia są zasługą  Eli z SZAST PRAST

Więcej o tym, co przywiozłam ze sobą ze spotkania  w kolejnym poście. 

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia