zakładki

wtorek, 14 lipca 2020

"Moje życie jest moje", czyli Ryziński o seksie.

Udostępnij ten wpis:

   Jest taki kraj, w którym pokłócić można się o wszystko. Jest taki sposób, który umożliwia rozładowanie niepotrzebnej frustracji. Tylko jak tu rozmawiać o seksie, gdy dla większości wolność seksualna wciąż jest tematem tabu?! I czy łatwiej odpowiedzieć na pytanie gdzie kończy się granica, czy może, gdzie zaczyna?

 Remigiusz Ryziński zaryzykował. Czasami na zaproszenie, czasami zupełnie niespodziewanie wtargnął do sypialni rodaków. Czy spotkał się tam z tradycyjnym modelem, w myśl którego koniecznie kobieta z mężczyzną, a tak w ogóle to dopiero po ślubie…? Może zwyczajnie się za nim chowamy, by pod osłoną nocy móc „poświntuszyć”? Mówienie o swoich potrzebach i pragnieniach spotyka się z ostracyzmem. Nagle okazuje się, że albo należysz do grona tych poukładanych, dojrzałych ludzi albo jesteś wykolejeńcem. Wszak w Polsce mamy swoje standardy i wszystko, co poza nimi z zasady musi być złe. Już nawet grafik skazał tę pozycję na wykluczenie, bo kto to widział, żeby na okładce umieszczać jakieś uprzęże. W tym kraju uprząż to jest dla konia, a nie… Wymyślili sobie jakieś sado-maso czy inne BDSMy. Chorzy ludzie.


  Takim sposobem naprawdę ciekawa pozycja trafi wyłącznie w ręce tych najodważniejszych. Nad czym jako księgarz (a także jako kobieta) ubolewam. Niemal za każdym razem, gdy proponuję klientowi podobny tytuł, widzę w jego oczach zakłopotanie pomieszane z przerażeniem, i głos, który szepcze „ czego ta głupia baba ode mnie chce”. A ja bym Ci drogi czytelniku chciała tylko zrobić dobrze, bez podtekstów - literacko… Jak autor, który napracował się nad tym, by zebrać materiał do swojej książki, poświęcił czas by go zweryfikować i w przystępnej formie podał jak na tacy, bylebyś TY, nie musiał tracić cennego czasu na rozterki. A Ty nie chcesz… Boisz się tego, co powiedzą ludzie, gdy wyjdziesz z księgarni z Kamasutrą. Chociaż nie, w tym wypadku można się jeszcze bronić tłumaczeniem, że to na prezent, taki głupi wybryk. Ale już takie „ W zachwycie o odbycie” czy „ Neuroerotyka” nie obronią się same- a każdą z pozycji polecam, chociażby po to, by móc się lepiej poznać ze swoim ciałem. Widocznie jako społeczeństwo lubimy podziały. Szkoda nam czasu na próbę zrozumienia punktu widzenia innych, zresztą sami trwamy w przekonaniu o swojej nieomylności, więc po co czytać o tym, kto, jak i dlaczego w ten sposób…

Może właśnie dlatego, że Ryziński pisze ciekawie…

   Chociaż historie nie są przecież jego. W „Moje życie jest moje” chowają się ludzie. Może to sąsiad z naprzeciwka, a może my sami, tylko wciąż nie mamy jeszcze odwagi, by świadomie nazywać (i wprowadzać w życie) swoje pragnienia. I nie chodzi o to, by obnosić się ze swoimi preferencjami, świecić publicznie dupą, ale o to, by znaleźć odrobinę prawdziwej, pochodzącej prosto z ciała, przyjemności. Pierwotnej, nieprzetworzonej i nieobjętej konwenansami.

Rzecz o seksie? Nie sądzę. Bohaterowie pragną wyzwolenia. Stawką jest dusza. Oto sekretne życie ludzi. ~Katarzyna Bonda

Bohaterowie – co biorąc pod uwagę mentalność sporej części społeczeństwa wcale nie jest przejaskrawionym określeniem, odważyli się opowiedzieć o seksie. O takim, którego pragną. O tym, którego szukają.

Jeszcze  przed rozpoczęciem lektury warto odpowiedzieć sobie na pytanie, czym seks jest dla MNIE i czego JA oczekuję od partnera. Możesz być zwolennikiem romantycznych uniesień, a  wszystko inne będzie dla ciebie zezwierzęceniem, brudnym wyuzdanym seksem. Ale pamiętaj. Właśnie ta pierwotność może dawać szczęście komuś innemu.Nie oceniaj- ciesz się! Więcej zadowolonych ze współżycia ludzi, to mnie frustratów na ulicach.



Emma- kobieta z potrzebami i zakochany w niej Karol. Jak duży poziom akceptacji musi w sobie mieć, że pozwala żonie na seks z innymi, co więcej, często obserwuje ją w intymnych sytuacjach?!  Czy da się  bezstratnie połączyć "ciepło w domu, z ogniem na mieście" ? Swing jest modny. Wymieniamy się partnerami i łączymy w grupy, bo potrzebujemy adrenaliny, ale również akceptacji. Wizyta w klubie to moment, w którym możemy spojrzeć na ciała innych osób przez pryzmat ich seksualności. Odarte z konwenansów, nastawione na dawanie oraz branie przyjemności. To prosty sposób na wyzbycie się swoich kompleksów. Nieidealne ciało również może dawać radość w łóżku.

"Do kina porno Bizzariusz, (...) przychodziła kobieta, atrakcyjna, po trzydziestce, która obsługiwała oralnie różnych mężczyzn na środku dużej sali. Wielu z tego korzystało. Jednak za jej plecami nazywali ją "kurwą"- chociaż nią nie była. Nie brała pieniędzy."

Kino porno w małych miastach to abstrakcja, ale wystarczy ruszyć gdzieś dalej, by trafić do miejsc w których przeplatają się wzajemnie: seks z kulturą. Spokojny seans w jednej z sal, czasami niepozorny dotyk w przerwie na reklamę. A później niezobowiązujące "do widzenia".  Niekiedy najintymniejsze są zupełnie codzienne sytuacje, to ile wyniesiesz z uściśnięcia dłoni, zależy tylko od Ciebie.

Co, gdy podnieca czynność, nie osoba?

Gocha określa się mianem aseksualnej. Nie kręcą jej/jego mężczyźni, nie kręcą kobiety, a mimo to kocha seks- dla samej czynności. Preferencje są konkretne: lubi ciągnięcie za włosy, liny czy szczypanie po sutkach. To pozwala osiągnąć spełnienie. Kocha uprzedmiotawiać swoje ciało, a  do  większości zabaw wystarcza sobie sam(a), tylko czasami sięga po gadżety.


Wibrator jest coraz częściej spotykanym gadżetem w sypialni, jego widok  nie robi już na ludziach takiego wrażenia jak jeszcze kilka lat temu. Szukamy nowych podniet, bo tego potrzebujemy. Pissing czy rimming rozpychają się w polskich łóżkach, chociaż tak mało osób o tym mówi. Coraz więcej małżeństw  decyduje się na cuckolding, by rozgrzać atmosferę w związku, a określenia "hotka" czy "bull" przestają być pustymi sloganami.

Sięgając po "Moje życie jest moje"  jako czytelnicy musicie liczyć się z tym, że przedstawione sytuacje i opisy zachowań mogą odbiegać od tego, co dotychczas poznaliście. Czy będziecie potrafili zrozumieć?! A może odkryjecie na kartach kierunek dla siebie? W recenzjach zamieszczanych na forach tematycznych zaczynają pojawiać się stwierdzenia odnoszące się do płynącej z książki wulgarności. Dużo mówi się o tym, że przytoczone historie są zwyczajnie obrzydliwe. Pytanie- według jakich standardów? Dopóki wraz z partnerem seksualnym akceptujemy to, co wspólnie robimy, pojęcie obrzydliwego seksu nie istnieje.

W moim odczuciu to jeden z lepszych reportaży, po jakie miałam okazję sięgnąć w życiu. Właśnie dlatego, że od początku do końca traktuje o seksie -   nie ocenia. Po tym właśnie można poznać wartościową książkę, że wzbudza  w czytelnikach skrajne emocje. Jak w łóżku, totalny rollercoaster...




Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia